Chwila na oddech

Zdarzył się cud. Pani skróciła nam zajęcia. Zamiast czterech godzin męki z macierzami, które coś tam, coś tam i jeszcze tangens i cotangens, skończyliśmy po dwóch godzinach. Postanowiłam skorzystać z ostatnich tego dnia, nieśmiałych promyków słońca. Ruszyłam na leśny spacer. A jako, że zrobiłam ich całkiem sporo, to udałam się na otwarcie lodowego sezonu. Mała porcja mango lassi i w sercu maj!

Ścieżka dźwiękowa- Miuosh – Byliśmy / 1.5

Pogodowy kryzys

Mamy kwiecień. W zasadzie to już drugą połowę tego miesiąca. Facebook przypomniał mi, że dwa lata wstecz i trzy lata też, przeżywałam wycieczki rowerowe, inaugurowałam sezon na kawę w kawiarnianym ogródku i nosiłam wiosenne sukienki. Teraz codziennie rano zawiązuję szalik, naciągam czapę, zapinam zimową kurtkę, tę najcieplejszą i sprawdzam, czy aby na pewno w kieszeni mam rękawiczki. Smutne 2 poranne stopnie, a w ciągu dnia szalone 5, w porywach do 6. Albo pada, a jak nie pada, to wieje.

Na weekend zapowiadają ocieplenie. W niedzielę ma być uwaga, uwaga, 10 stopni. Chyba idę wyprać szorty, bo nie wiem czy dam radę przetrwać ten upał w jeansach!

Wiosno, gdzie jesteś? Tęsknię za Tobą!

Ścieżka dźwiękowa- HEY – Cudzoziemka w raju kobiet

Minął marzec. Książkowo.

Tym razem przeczytanych mam 16 książek. Bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę, że cały jeden tydzień miałam zajęcia online na studiach i praktycznie nie czytałam, bo nie miałam czasu.

Nie będzie klapy miesiąca. Będą dwie książki, które mnie rozczarowały, ale dalej trzymały poziom.

Normalni ludzie.

Sally Rooney, to najgorętsze pisarskie nazwisko ostatnich dwóch lat. Ja w końcu sięgnęłam po Normalnych ludzi. Czy to arcydzieło? Wątpię. Czyta się naprawdę dobrze, o ile ktoś w pełni zaakceptuje surowy styl autorki.
Historia dzieje się między dwójką młodych ludzi. Przez lata lawirują między miłością , przyjaźnią, pożądaniem, zazdrością i złością. Łączy ich coś osobistego, trudnego do zdefiniowania. Są z dwóch różnych światów. Ona, to ta bogata z problemami i pokręconą rodziną. On, otwarty, dusza towarzystwa, syn sprzątaczki. Oboje są wybitnie inteligentni i dość wrażliwi, może nawet nadwrażliwi?
Tę skomplikowaną relację oglądamy na przestrzeni lat. Książka jest bardzo intymna, ma się wrażenie, że siedzi się w głowie bohaterów. Taka narracja, osobista i bezpośrednia, bardzo mi pasuje.
Czy to jest jest jednak książka o typowych przedstawicielach młodego pokolenia? Owych normalnych ludziach? Śmiem wątpić.
Tak, to dobra książka. Ale czy to arcydzieło? Śmiem wątpić…

Kultura jest rodzajem performansu społecznego, a literaturę fetyszyzuje się za zdolność zabierania ludzi wykształconych w fałszywą emocjonalną podróż, żeby mogli później czuć się lepsi od ludzi niewykształconych, o których podróżach emocjonalnych lubią czytać.

Tajemnica chaosu .


Ktoś kto zna już twórczość Chattama, będzie zaskoczony. Ktoś kto dopiero zaczyna z nim przygodę, może nie do końca go polubić. Cóż, to zupełnie inny Chattam i zupełnie inna książka.
Mamy tutaj teorie spiskowe w ilości kosmicznej. Czuć niezdrową chwilami fascynację Danem Brownem. Cienie, które rządzą światem. Spiski, zagadki, wszystko zostało z góry ustalone i zaplanowane, przy ukrytą grupę, która rządzi światem.
No cóż, mnie odrzucają właśnie te ciągle spiski. A już na pewno naciągane teorie o zamachu na World Trade Center. Lekko to naciągane i co najważniejsze, po 20 latach, lekko już nieświeże.
Z jednej strony to Chattam, więc książka trzyma poziom swoim stylem. Ale treść tym razem mnie nie urzekła. Coś nowego, ale nie porwała nic a nic. 

Władcy marionetek, a mimo to kukły.

Czas na wielkie polecenia.

Blondynka.

Bardzo smutna historia ikony światowego kina. Wielka blondynka,wielka kariera i wielki smutek. Życie Marylin było naznaczone dramatami, smutkiem i żalem. Oraz ogromną tęsknotą za uczuciem. Aktorka lgnęła do mężczyzn, szukała miłości na siłę, wchodziła w trudne, i niszczące związki. Jej życie dalekie było od bajki rodem ze srebrnego ekranu. Przebija z niego dojmujące pragnienie bycia dla kogoś kimś wyjątkowym,a nie tylko dla całego świata. Była boginią dla tłumów, a tak naprawdę była dużym dzieckiem, niepewnym siebie, ogromnie samotnym i smutnym. Szukała akceptacji, piękna i miłości.
Smutna to książka, ale mimo pokaźnych rozmiarów, czyta się ją świetnie! Ale mogę być nieobiektywna, bo Joyce Carol Oates, to jedna z moich ulubionych pisarek.

Wygląd, styl i osobowość, Normo Jeane, to nie wszystko, trzeba jeszcze przestrzegać pewnych zasad. Okazywać pokorę. Ukrywać własną dumę i harować jak koń.

Druga strona recepty. Zofia Sokołowska.

Smutna to historia, ale czyta się rewelacyjnie.
Agata była najlepszą uczennicą, skończyła medycynę i jest pediatrą. Pracuje w przychodni, ma kilka przyjaciółek, ale jej życie od małego naznaczone jest smutkiem. Była niechcianym i niekochanym dzieckiem. Rozpadło się jej małżeństwo. Wchodziła w dziwne związki i chwilowe romanse. Dużo narzekała, była ogromną pesymistką.
Praca-dom-praca-dom. Smutne to życie. Agata czuła złość, rozczarowanie i smutek. Nie lubiła samej siebie, nie lubiła ludzi, nie lubiła swojej pracy i generalnie, w życiu dni uciekały jej przez palce. W zasadzie była mierna w każdej dziedzinie życia, choć z aspiracjami.
To taki smutny, quasi pamiętnik. Chociaż trudny, to czysta się raz i dwa. 

To, co zostawiła. Ellen Wiseman.

Książka i historia, wciągają do reszty, Dwie młode dziewczyny, dwie historie, które dzieli tyle czasu! Izzy, znajduje listy i dokumenty jednej z pacjentek zakładu psychiatrycznego. Poznaje losy Clary, dziewczyny, która praktycznie przez lata była tam więziona. Historia Clary, dla nastolatki jest odskocznią od jej własnych dramatycznych wspomnień i przeszłości, która rzuca cień na teraźniejszość. Byłam zaskoczona, że ta książka aż tak mnie wciągnie! Nie mogłam doczekać się finału, tej zaskakującej historii. Kibicowałam im obu, bo wiedziałam, że każda zasługuje na szczęście.
To książka pełna emocji, bolesnej przeszłości, ale i nadziei.

Nie pozwolę, żeby moja przeszłość określała moją przyszłość”.

Pani Wyrocznia.

Przyznam szczerze, że twórczość Atwood mnie fascynuje. Są lepsze i gorsze książki. Do jakich należy Pani Wyrocznia? Do najlepszych!
To skomplikowana powieść, skomplikowana bo łączy tyle gatunków literackich, że można się pogubić, a chwilami aż stracić dech. Joan Foster i jej życie, jest fascynujące. Pełne zwrotów akcji. Jest komedią, dramatem, sensacją, kryminałem, a czasem po prostu tragifarsą. Romanse, trudne dzieciństwo pod okiem despotycznej matki, walka z kompleksami i literacka kariera. To świetny miks na książkę!
Margaret Atwood ma wielki talent, zgrabnie łączy wszystkie wątki. Książkę ciężko odłożyć na półkę , a życie Joan na długo zostaje w naszej pamięci.

A mnie się wydaje, że kobieta debilka jest z punktu widzenia społecznego bardziej do przyjęcia niż mężczyzna idiota.

Na koniec polecam całą serię, trzy wspaniałe książki, które to przeczytałam jednym tchem. Autorką tej sagi jest Colleen Coble, i od razu uprzedzam, książki należy czytać od początku, zgodnie z kolejnością. To cykl dla wszystkich fanek- bo to bardziej kobieca literatura, obyczajówek, z wątkami kryminalnymi.

Hotel nad oceanem.

Przyznam szczerze, książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Czytało się ją naprawdę świetnie. Taka książka, która gwarantuje kilka przemiłych wieczorów.
Pewien służbowy wyjazd ojca z córką, staje się początkiem końca życia pełnego tajemnic. Mamy tutaj rodzinny dramat, tajemnice sprzed lat. Kryminał, solidny dramat i romans. Wiele wątków, wiele ciekawych rozwiązań. Kobieca książka, ale nie jest trywialna, ani nudna. Chce się ją czytać i czytać!

Księżyc nad przylądkiem.

Pierwszą część dosłownie pochłonęłam. Ta podobała mi się bardzo, aczkolwiek bardziej niż pierwsza, skupiona była na wątku kryminalnym, niż obyczajowym. Nie znaczy to, że książka nie jest dobra, aczkolwiek brakowało mi takich emocji jak w 1 części tej serii. Znów mamy miłosne dramaty, traumy z dzieciństwa i temat żalu, który powraca w najbardziej nieoczekiwanym momencie. W książce jest dużo napięcia, próbujemy walczyć z czasem i ocalić to co najcenniejsze! Warto przeczytać nie tylko tę książkę, ale i część pierwszą. Aczkolwiek są one bardzo luźno z sobą powiązane. Zaraz zabiorę się za ostatnią część tej sagi.

Zmierzch nad jagodowymi polami.


Trzecia część historii, gdzie bohaterkami są Claire i Kate. Claire jest szczęśliwą narzeczoną, a Kate szuka nowej drogi życiowej. Rozpacza nad swoją niepłodnością i brakiem miłości. Aż nagle jej jagodowe pole, przyciąga pewnego wynalazcę i jego małe bratanice…
Bardzo dobrze się czytało i tę część. Kobieca, pełna napięcia i wrażeń, Pełna różnych emocji! Trudno odłożyć ją na bok! Polecam, nie tylko tę część, ale i dwie poprzednie

Ścieżka dźwiękowa- Franz Ferdinand – Walk Away

Co za weekend….

Weekend. Nie zauważyłam, że był. Cały weekend miałam zajęcia na uczelni. Od rana, do wieczora, a prawie do nocy, bo do 21. Poznałam całki i rachunek różniczkowy. Nie jest to owocna znajomość. Tak naprawdę to już nie pamiętam tych typków. Nie za bardzo orientuję się w tej całej rachunkowości, poza tym, że pani cały czas krzyczała przez ekran – Halo, Halo, czy mnie słychać!

Jedyny ciekawy przedmiot, socjologia, był tak późno wieczorem, że niewiele wyniosłam, chociaż pan bardzo ciekawie mówił.

Odpocznę? Spokojnie, za tydzień powtórka!

Ścieżka dźwiękowa- Placebo- Purify

Minął miesiąc. Marzec.

I przyszło nam żegnać kolejny miesiąc. Tym razem padło na marzec. Z małym poślizgiem zapraszam na podsumowanie!

Marzec zdominował temat Filemona. Koteł się zgubił. Tydzień w nerwach i stresie. Z jednej strony wielka mobilizacja, spacery w deszczu i śniegu. Nie wspominając o wichurach. Rozwieszanie ogłoszeń, i tysiąc razy zawołane Filemon. W końcu książę sam wrócił do domu. Zjadł dwie puszki mięska i poszedł spać na 16 godzin. Ja dopiero po 4 dniach odespałam wszystkie godziny poszukiwań. Do dziś kociak nie wymiałczał gdzie był i co robił. Obecnie odbywa karę domowego więzienia. Ma jednak jak w raju. No dobra, raz dostał ogródkową przepustkę i pomagał nam sadzić bratki. Zuch chłopak!

Marzec to czas intensywnej pracy. Dużo się działo, czasami aż za dużo. Dużo było też nauki. Akurat kiedy Fifi się zgubił. Dziwne to było, miałam cały tydzień masę zajęć, a podsumowaniem były 3 egzaminy. Sama nie wiem jak mi się udało to zaliczyć, i to uwaga, z komunikacji interpersonalnej na piątkę, a z etyki reklamy na pięć z minusem. Brawo ja. Generalnie muszę przyznać, wiele się dowiedziałam z tych zajęć i były naprawdę pasjonujące.

Marzec pogodowo był kiepski. Ciągle padało. Jedynie dwa ostatnie dni przyniosły prawdziwy podmuch wiosny. Reszta to ciągły deszcz, śnieg, wiatr i przejmująca zimnica. Jak ja marzę o pięknej wiośnie! By nieco ją zaczarować, bratki znalazły swoje miejsce na parapetach. Planowanie ogrodu okazuje się fascynującym zajęciem. Rok temu, na początku pandemii mówiłam, że uwięziona w mieszkaniu z balkonem metr na metr,. pragnęłam mieć swój kawałek zieleni. I mam! Teraz mam listę rzeczy do aranżacji ogrodu, które muszę zakupić. Na razie mam dwie ręcznie, robione drewniane skrzynki, pełne białe-różowych bratków. Kwiatki do skrzynek ogrodowych już zasiane. Czekam na cieplejsze dni by zasiać maciejkę. Udało się też zrobić regał. Półki zostały kupione, wyszlifowane, docięte, zabezpieczone olejem i już mam regał! Książki i kwiatki mają nowy dom. Musiałam, po prostu musiałam i kupiłam nowy kwiatek, chiński lampion, jest tak piękny, że nie mogę przestać patrzeć!

W końcu udało mi się kupić wiosenny płaszczyk i trampki. Tylko wiosny brak! A tak mi się marzą rowerowe wycieczki i długie spacery. A na razie jest koc, seriale, książki i dużo herbaty.

Do tego ten cały pandemiczny stres. Chwilami byłam już tym tak zmęczona i zniesmaczona brakiem odpowiedzialności pewnych osób, że to cud, że jestem w jednym kawałku!

Marzec minął jakoś tak bez żalu. Przez pogodę ciągle bolała mnie głowa i byłam senna. Kotowe nerwy i czekanie na ciepłe dni. Tak minął Marzec. I dobrze, że minął.

Ścieżka dźwiękowa- Muse – Invincible

I już po

Jak zwykle, Święta minęły jak chwilka. W tym roku nie było nadmiaru przygotowań. O ile rok temu jakoś bardziej przeżywałam ten czas, starałam się by wszystko było normalnie, to teraz odpuściłam. Najważniejsze by pomalować kilka jajek, upiec babkę i zasiać rzeżuchę. I to tyle.

Dla mnie czas świąteczny to były cztery wolne dni. Co prawda pogoda się na mnie obraziła, i po prawie letnim początku tygodnia, zrobiło się naprawdę nieciekawie. Ten czas do zimowego powrotu był piękny. Były spacery, dużo spacerów i łapanie słońca. A potem jakoś tam znów, kozaki, trapery, szaliki, rękawiczki i deszcz.

Święta były spokojne. Zrobiłam pobieżne porządki. Ot, umycie podłogi i przetarcie luster. Było za zimno by myć okna. To zrobię w jakiś majowy weekend. Nie było generalnych porządków, bo zamiast sprzątać, wolałam korzystać ze słońca za oknem i chodzić po lesie. Nie było dziesiątek godzin spędzonych na gotowaniu. Była babka drożdżowa, która wyrosła 3 razy ponad formę i jarzynowa sałatka. Było symboliczne malowanie jajek w pastelowe barwy. Było święcenie koszyczka przed kościołem, z zachowaniem solidnego dystansu. Było relaksująco. Było smacznie, choć skromnie. Był wieczór gier planszowych z kotkami, co lubią wybuchać, oraz z wieżą, która nie powinna runąć. Do tego kilka spacerów. Było pełno hiacyntów, tulipanów i frezji., Był sernik i dużo herbaty z sokiem pigwowym. Był śnieg, dużo śniegu. Ale i słońca. Prawdziwy kwiecień plecień! Na koniec zaś domowy koncert. A same święta były naprawdę miłe, relaksujące psychicznie i po prostu udane!

Ścieżka dźwiękowa- Simple Minds– Turn it up

Nie chcę…

Rok temu myślałam,że to będę jedyne takie święta. Ot, ciekawostka. Kolejne święta w zamknięciu. I wiecie co? Nie dość, że ich nie czuję, to w ogóle bym je odwołała. Dopadło mnie życie. Znużenie, zmęczenie, stres. Wszędzie szarość, brak perspektyw na poprawę stanu rzeczy. Jakiegoś światełka w tunelu mi brak. Wczoraj moja kuzynka, młodsza ode mnie, młode dziewczę, świeża żona, miała usuniętą nerkę. Diagnoza? Nowotwór. Dwa dni temu mama koleżanki, zmarła na covidowym oddziale po prawie miesięcznej walce z wirusem. Wszędzie czają się złe newsy. A ja mam powoli tego wszystkiego dość… Będą szczepionki czy nie? Kiedy koniec trzeciej fali, a jakie plany na początek czwartej? Stres o babcię. Między szczepieniami spotkała wirusa. Jest na kwarantannie z bólem gardła…

Muszę poszukać wiosennego płaszcza, ale myślę a po co ci on w pandemii? Umyłam okna, to spadł zaraz deszcz. Przesilenie mnie męczy, 8 godzin snu to o 5 za mało. W sobotę sadziłam bratki, przewiało mnie, mam katar i ból zatok. Ratują mnie czekoladki z mlecznym nadzieniem, takie koniki morskie.

Myślałam,że wiosna będzie promyczkiem nadziei. Ale nawet ona nie przychodzi!

Ścieżka dźwiękowa- Lie in Our Graves – Dave Matthews Band 

Kosmetycznie

Niedziela, leniwie, spokojnie, pogadam chwilę o kosmetykach!

Eveline, tusz Magnetic Look. Powiem szczerze, nie byłam fanką tuszów z niższej półki cenowej. Wydawało mi się, że tusz musi kosztować z 30 zł minimum by dawać efekt. Oczywiście ta moja półka cenowa, te 30 zł to śmiech dla niektórych. Ale jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do tych tańszych, ale kilka poleceń mnie skusiło i śmielej zaglądałam na półkę marki Eveline. Ten tusz w Hebe na promocji kosztował całe 9 złotych. A naprawdę się u mnie sprawdził. Daje bardzo fajny efekt, ładnie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Na co dzień genialny, nawet w największym pośpiechu nie sklei rzęs.

Eveline Magnetic Look Mascara (pogrubiająca 10 ml)

Lorea’l maska rozświetlająca z glinką. Zazwyczaj maski kupuję w saszetkach, na jeden raz. Ale tym razem coś mnie podkusiło i od razu kupiłam cały słoiczek. Ta maska okazała się moim małym hitem. Jest po prostu idealna, ma wszystko to czego oczekuję od maski do twarzy, świetnie oczyszcza, odświeża, wygładza i naprawdę rozjaśnia cerę. Jest od razu gładsza, zdrowsza i dużo jaśniejsza. Może na 1 raz nie jest najtańsza, ale starcza na długo i wychodzi tyle samo co za saszetki, a przynajmniej jest się bardziej eko.

L'Oreal Skin Expert maska do każdego typu cery czysta glinka detoksykująco-rozświetlająca 50 ml

Sebium Serum od Biodermy. Czyli piling glikolowy 15 % w formie żelu, a raczej nocnej kuracji. Nakładasz a rano masz cieszyć się gładką i idealnie piękną skórą. Zwalczyć ma wszystkie niedoskonałości i zaczerwienienia. Kurację radzi się przeprowadzić raz na 4 miesiące, przez 30 dni. I cóż, skusiłam się, wydałam prawie 80 zł za to cudo, i rozczarowałam się. U mnie nie do końca się to sprawdziło, cera nie była jakby lepsza i naprawiona. Do tego rano przeszkadzało mi niesamowite uczucie lepkości, a samo serum nie pachnie zbyt przyjemnie. Coś czuję,że to była moja jednorazowa przygoda z tym „cudem”.

Bioderma Sébium Night Peel serum wygładzająco-złuszczające przeciw niedoskonałościom skóry

Scrub do ciało BodyBoom kawowy ze złotymi drobinkami.. O mamo i córko, jak ja się muszę powstrzymać, by nie zjeść tego pilingu! Jest wspaniały, cudowny i po prostu to mój hit. Genialnie, słodko, deserowo pachnie. Tak samo genialnie działa, oczyszcza i odświeża skórę, zmiękcza ją i zostawia błyszczącą. Co z tego, że nie mamy karnawału? Można błyszczeć nie tylko od święta, ale i na co dzień! Pilingi nie są z tych najtańszych, ale będę szczera, kto raz spróbuje, nie będzie chciał próbować czegoś innego!

BodyBoom Shimmer Gold kawowy peeling do ciała

Ścieżka dźwiękowa- Adele- Someone like you

Zapętlone !

Czego ostatnio maniakalnie wręcz słucham?

Nie mogę przestać tego słuchać! Nie mój styl. ale kiedy słyszę Wiesiek, żyjesz, Wiesiek, Wiesiek żyjesz? To noga sama mi się rusza!

Już pisałam, że Bluszcz to odkrycie tego roku. Piosenkę Simson uwielbiam. Przypomina mi wakacje! Albo je przywołuje.

No no, Brodka nagrała świetną piosenkę i cóż, od razu wpada w ucho, od razu zapada w pamięć, nie sposób jej nie polubić!