Minął miesiąc. Lipiec

O ile czerwiec minął błyskawicznie, o tyle lipiec minął ekspresowo. Sama nie wiem jak. Szczerze? Pogodowo w dużej części ideał, ale pod innymi względami bardzo wymagający, stresujący i po prostu fizycznie i psychicznie ciężki.

Jak poznać, że już lipiec? Kiedy nagle przez praktycznie cały tydzień pada deszcz. Tak jest u nas, lipcowe opady i spadek temperatury to norma. Zgubiłam kolejny parasol, tak przy okazji… Ale większość miesiąca była ciepła i całkiem sympatyczna, dużo słońca, kilka upalnych dni, ale w większości miła pogoda, która dawała żyć i pracować.

Praktycznie cały lipiec był też niezwykle pracowity i męczący. Dwa razy udało mi się wrócić do domu, przed godziną 17. Standardem było to, że obiad jadłam na późną kolację. W głowie lekki chaos, dużo się działo, i niestety, niekoniecznie wszystko było dobre. Nawet sporo tego wszystkiego było po prostu złe i kiepskie. Niech o moim roztargnieniu świadczy to, że jadąc pociągiem, zagapiłam się i kupiłam bilet na następny dzień. Uwagę zwróciła mi pani, która upierała się, że zajęłam jej miejsce. Cóż, przeprosiłam i w połowie podróży poszłam kupić nowy bilet. Jako, że to był pociąg TLK, dopłata miała wynieść 100 zł, a bilet kosztował 12! W tym zalewie trudnych chwil było kilka drobnych perełek, kilka miłych chwil. Życie, cóż życie, musiałam zmarnować bilety na Dawida Podsiadłę i jego koncert wciąż przede mną. O ile się odbędzie we wrześniu. O ile… Ale teraz w pewną sobotę nie mogłam pójść. Poszłam za to dwa razy do kosmetyczki, oczyszczanie wodorowe, serum i maseczki, to były dwa miłe popołudnia, kiedy to poczułam się zadbana i mogłam zapomnieć na chwilę o codzienności.

W lipcu cierpiałam na niedobór sił i snu. Kilka źle przespanych nocy i musiałam kupić żelki z melatoniną bym na nowo wpadła w dobry rytm. Powiem Wam, te żelki nie dość, że smaczne, to naprawdę działają. Pozwoliły mi jakoś funkcjonować w tym szalonym i trudnym czasie. A czas był tak ciężki i męczący, że nie wiem ile razy zjadłam domowy obiad. Już nie wspomnę o cieście. W lipcu tylko raz upiekłam ciasto! Ale za to pyszotkowe drożdżowe z truskawkami i czereśniami, zniknęło w mniej niż 24 godziny. Ale szczerze? Nawet jakoś truskawki mnie nie kręciły w tym sezonie za bardzo. Kurtyna….

Na początku miesiąca usechł modrzew, kupiłam więc drzewko do ogródka, mini jałowiec, wygląda pięknie i dobrze się przyjął. Oby rósł na zdrowie, tak jak łąka kwietna w mieście. Ogród rozkwitał. Kot za to chorował, przysporzył nam sporo stresów i nerwowych chwil. Znów broi , mało śpi, dużo je i szaleje w całym domu. I takiego go lubię!

Mogłabym też napisać doktorat o infolinii Netii. Okazało się, że nasza pracowa usługa jest tak skomplikowana, że nikt w szanownej Netii tego nie ogarnia. W każdym razie, każda rozmowa trwała niemal godzinę, a ja zostałam za każdym razem, odsyłana z działu od działu. Dział techniczny umywał ręce, zapraszamy do obsługi klienta.Jako, że tam nie mogli mi pomóc kierowali do działu finansowego. Tam też nie znaleźli sposobu, więc kierowali do działu utrzymania klienta, który to nie chciał mnie utrzymać i kierował znów do działu technicznego, który znów rozkładał ręce. Poznałam chyba każdego pracownika i możemy sobie mówić po imieniu. Sprawa dalej nie jest załatwiona, owszem przyszedł pan od internetu, ale bez zgody działu obsługi klienta nie może wymienić routera, którego to dział obsługi nie zamierza wymieniać…. Jedno wielkie dno!

Ogólnie to raz byłam na kajakach, i raz w skansenie. I to tyle z atrakcji lipca. Nawet nie korzystam jakoś szczególnie z obecności morza tuż obok. Ba, mój krokomierz wysyła mi powiadomienia- kolejny dzień, kolejny tydzień nie osiągnęłaś swojego celu! Tak mi wstyd, najgorszy dzień to ledwie jeden tysiąc kroków, ale wtedy dopadło mnie takie wyczerpanie, że leżałam 99 % dnia. Ale po prostu druga połowa lipca to nie był mój najlepszy czas. Ani psychicznie , ani fizycznie nie osiągnęłam stabilizacji. Mam nadzieję, że sierpień będzie spokojniejszy. Że będzie czas na małe i większe przyjemności, więcej spacerów, więc radosnych zdarzeń i ogólnie, dużo mniej stresu! Bo generalnie, na lipiec miałam milion planów, nie zrealizowałam nawet 20 % z nich….

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Leave in silence

Filmowo

Ja to już sama nie wiem. Z niczym się nie wyrabiam, czas ucieka, zdecydowanie zbyt szybko. Na szybko więc relacja z jednej bezsennej nocy, kiedy to ciurkiem obejrzałam trzy filmy.

Oszustki. Jeżeli szukacie czegoś lekkiego na lato, to polecam ten film. Lekki, łatwy i całkiem przyjemny. Może banalny i nie jest zbyt wysokich lotów, ale za to jest świetnie zagrany. Rebel Wilson i Anne Hathaway dobrze się bawią i to czuć. Fabuła nie jest oryginalna, otóż dwie panie żyją z wykorzystywania naiwności mężczyzn. Kiedy łączą siły, pojawia się pewien mężczyzna, który mocno komplikuje całą sprawę. Fajne zakończenie,dość zaskakujące, szybko się ogląda, idealne na upalny wieczór;)

Włoskie wakacje. To jsst film,który jest wyjątkowo wakacyjny. Włochy, Toskania, magiczne widoki, przystojni aktorzy, świetnie ubrane panie i włoska kuchnia. Ten film ogląda się z niezwykłą wręcz przyjemnością. Ojciec i syn,chcą sprzedać dom po żonie i mamie. Dom w Toskanii. Jak wiadomo, w burej Anglii łatwo podjąć taką decyzję, ale kiedy jest się na miejscu to wracają wspomnienia, sentymenty,pojawiają się urocze sąsiadki i kusi pasta. To taki film, po którym powiesz – następne wakacje tylko w Toskanii!

Polubić czy poślubić. Taka to lekka, naiwna komedia, ale ogląda się ją naprawdę miło. Do tego mamy tutaj młodą Salmę Hayek, no i Mathew Perry, czyli Chandler z Przyjaciół. Oboje mają główne role, zaczyna się banalnie. Jest ona i on, dobrze mija wieczór, dziękują sobie za miłe chwile, a po 3 miesiącach ona wraca z informacją o ciąży. On uważa, że powinien się z nią ożenić. Problem w tym, że nic o sobie nie wiedzą i wyjątkowo się różnią. Ale próbują zbudować związek i rodzinę. Bardzo to podobne do Ślubu od pierwszego wejrzenia. Takie to, na deszczowe popołudnie. Znów, szybko się ogląda i kilka razy można się uśmiechnąć.

Polubić czy poślubić

Ścieżka dźwiękowa- Cat Power- Naked If I want to

Pomysł na weekend. Skansen we Wdzydzach

Kiedy myślisz-województwo Pomorskie, kątem oka widzisz plaże, Gdańsk i wielki błękit. A jakby tak pojechać głębiej? Na południe, na Kaszuby? Co byście powiedzieli na wycieczkę do skansenu we Wdzydzach?

To miejsce przepięknie położone, w lesie, nad cudownym jeziorem. Skansen jest na świeżym powietrzu, jego rozłożenie gwarantuje naprawdę solidny spacer po całym terenie. Ja zrobiłam 11 tysięcy kroków! Jak dla mnie to miejsce dla całej rodziny. Generalnie każdy znajdzie tam coś dla siebie. Dzieci nie będą się nudzić, a dorośli tym bardziej. Bardzo uniwersalna rozrywka. I dyplomatyczna, bo każdy będzie zadowolony.

Cóż to za skansen? Mamy tam kilkadziesiąt historycznych obiektów, chat i domów sprzed wieków. Wszystkie związane z Kaszubami. Możemy zobaczyć jak kiedyś mieszkali i żyli ludzie. Jak pracowali, gdzie się modlili i gdzie się uczyli. Chaty są wspaniale utrzymane. W czasie przed wirusem można było spokojnie po nich chodzić, dziś swobodnie spacerować można po 3-4, plus szkoła i kościoły. Reszta jest niestety za barierkami, czyli wejdziemy do środka, popatrzymy, ale nie siądziemy na posłaniu, nie obejrzymy z każdej strony kuchni i nie poudajemy, że pracujemy przy biurku. Jest to lekka niedoskonałość, ale i tak docenia się kunszt i pietyzm, w dbaniu o najdrobniejsze szczegóły. Ten chleb na stole, te pudełka na przyprawy, brudne buty w przedsionku, czy finezyjnie upięte firanki. To zwiedzanie naprawdę wciąga! Miłe panie chętnie odpowiedzą na każde pytanie, tylko pamiętajcie, w środku chat obowiązują maseczki!

Na wizytę w skansenie należy poświęcić co najmniej 2,5- 3 godziny. Z dziećmi obowiązkowo trzeba będzie odwiedzić muzealną salę zabaw. A kogo dopadnie pragnienie, niech pędzi do skansenowej karczmy. Polecam kompot i wodę pietruszkową. Aczkolwiek kolejki w sezonie są ogromne. Dlatego od razu zamówcie lokalny przysmak, drożdżowe racuchy o wdzięcznej nazwie Ruchanki. Taki wypad dostarczy wiele atrakcji każdemu. I będzie ciekawym przerywnikiem, między kolejnymi dniami na plaży. Ja już wiem, że wrześniu znów tam wrócę!

Ścieżka dźwiękowa-Editors – At All Cost

Kosmetycznie

Lekki temat na weekend. Czyli kosmetycznie.

Garnier, suchy szampon kokosowy. Czyli ratunek kiedy zapomnisz umyć włosów, zaśpisz, albo nagle wyskoczy okazja do wyjścia, bądź wpadną niezapowiedziani goście. Plusy? Świeży kokosowy zapach. Ale raczej dla fanów kokosa, lekko słodki i wyraźny. Działa super, nie zostawia białych śladów, zwiększa objętość i mocno odświeża włosy. Dla mnie bomba i ratunek w kryzysowe poranki.

Garnier, Fructis, Dry Shampoo Coco (Suchy szampon) - cena, opinie, recenzja  | KWC

Eveline, balsam do ciała 4 mleczko roślinne. Jak mówiłam w balsamie najważniejsze dla mnie jest to,by super nawilżał i nie kosztował majątku. Zwykle kupuję taki,który akurat jest w promocji w Rossmannie. Tym razem wybór padł na nowość w super cenie. Balsam przyjemnie pachnie, znów odrobinę kokosowo. Szybko się wchłania, ma idealną konsystencję i wyjątkowo praktyczną pompkę. Chętnie do niego wrócę, jak znów złapię go w promocyjnej cenie.

Eveline Botanic Expert Mleczko w Balsamie 350ml

Dove, żel pod prysznic pistacja/magnolia. W kwestii żeli pod prysznic, jestem mało wybredna. Najważniejszy jest dla mnie zapach produktu i cena. Z okazji promocji kupiłam dwa opakowania w bardzo dobrej cenie. Na pierwszy ogień poszła pistacja. Na minus taki trochę bury kolor, zgniła zieleń, ale to przecież nie o to chodzi. Żel pachnie naprawdę super, bardzo dobrze się pieni, jest wydajny i co najważniejsze, pozostawia niezwykle miękką skórę.

Dove Purely Pampering Shower Gel Pistachio Cream & Magnolia Żel pod prysznic  750ml - Opinie i ceny na Ceneo.pl

Iwostin, żel do mycia twarzy, dla mnie super wybór. Żel świetnie oczyszcza, działa przeciw niedoskonałościom, a najważniejsze, nie podrażnia cery. Nie wywołuje szczypania, swędzenia, ani podrażnienia oczy. Jest mega delikatny, przy tym tak skuteczny! Szybko poprawia stan skóry, genialnie matuje, a jednocześnie nie wysusza. Ja używałam od razu całej serii i myślę,że tę serię szczerze można polecać. Pomoże w razie niespodzianek. A żel to początek i podstawa udanej pielęgnacji.

Iwostin Purritin, aktywny żel do mycia twarzy, skóra tłusta i trądzikowa,  150 ml - Portal DOZ.pl

Ścieżka dźwiękowa- Brodka- Ostatni

Minął czerwiec. Książkowo

W czerwcu przeczytałam 15 książek. Znów nie bardzo wiem jak, bo przez egzaminy miałam wrażenie, że czytam jedynie branżową literaturę. A tu proszę, tych zwykłych książek, wyszło całkiem sporo! Aczkolwiek, nie były to w większości jakieś intrygujące tytuły, po nauce sięgałam po pozycje raczej lekkie, łatwe i przyjemne, choć kilka książek, mnie pozytywnie zaskoczyło.

Wróbel w getcie, autorstwa Kristy Cambron, był książką, która była negatywnym zaskoczeniem. Po tak optymistycznych recenzjach spodziewałam się naprawdę dobrej i ciekawej książki. Ale nie, rozczarowałam się po całości. Książka ta, porusza temat wojny, holokaustu Żydów i dramatu ludzi w getcie. Ale jak to bywało wiele razy, dostaliśmy łzawą, ckliwą i przewidywalną książkę. Zdecydowanie nijaka. Nie wiem czemu dostaje tak wysokie recenzje i zbiera zachwyty? Jest ona napisana ledwie poprawnie, a swoim podniosłym tonem, wywołuje raczej zażenowanie niż emocjonalne zaangażowanie.Słabiutko, słabiutko!

[…] pomyślała o przyszłości, która będzie wyglądać inaczej niż ich teraźniejszość. Takiej, w jakiej Niemcy i Żydzi nie będą już wrogami, a wróbelki Boga będą się troszczyć o siebie nawzajem. W której nie będzie miejsca na nienawiść, bo ludzie będą kochać i pielęgnować w sobie dobro.

Czas na książki, które zyskały moją sympatię.

J.P. Delaney, W błogiej nieświadomości.

Co się stanie kiedy po dwóch latach, ktoś zapuka do twoich drzwi o ogłosi, że twoje dziecko nie jest twoje? To spotkało Maddie i Pete’a. Ich synek Theo, okazuje się być zamienionym w szpitalu maluchem. Nowa rzeczywistość rodziny jest przytłaczająca. Czy da się zaprzyjaźnić z drugą rodziną? Czy można wychowywać nieswoje dziecko z pełną miłością?
W życiu Maddie i Pete’a wszystko się zmienia. A dobre intencje biologicznych rodziców Theo zostają wystawione na próbę.
W tej książce akcja goni akcję. Jest bardzo ciekawie napisana, z perspektywy raz Pete’a, a raz Maddie. Widzimy i czujemy ich rozterki i emocje. To jak reagują na poszczególne zdarzenia i co czują.
Ta książka z pewnością zapewni czytelnikowi bezsenną noc. Jest po prostu świetnie napisana! A zakończenie? Wielki to smaczek!

(...)W chwilach kryzysu ludziom przychodzą do głowy najdziwniejsze myśli.

Pam Fluttert, Aż do dziś.

Niezwykle poruszająca historia. Rodzina Kat jest jak z obrazka. Trójka dzieci, realizujący się zawodowo rodzice, ładny domek, wielu przyjaciół. Kat jednak nosi w sobie ogromny ciężar.
To bardzo smutna historia, która podnosi temat molestowania seksualnego nieletnich. Pokazuje, że takie dramaty mogą dziać się w domu rodzinnym, przy niewiedzy najbliższych, a ich sprawcami są bliscy nam ludzie.
Krótka forma, może niekoniecznie najbardziej piękny styl, ale to szczera i prawdziwa historia.

Maggie Brooks, Żona więźnia.

Piękna i wzruszająca historia wojennej, zakazanej miłości. On jest brytyjskim jeńcem wojennym, żołnierzem, którego wysłali do obozu. Ona młodą Czeszką, która się zakochała w nim od pierwszego spojrzenia. Postawiła wszystko na jedną kartę i ruszyła za mężem, w przebraniu mężczyzny..
Historia oparta na prawdzie. Prawdziwie porusza serca czytelników. To opowieść o wielkim poświęceniu, strachu, głodzie, ale i wielkiej, szczerej miłości. Ta książka to światełko w tunelu na wszystkie trudne czasy. A także, jakaś taka ulga. Po Wróblu w getcie, pokazała mi, że nie każda wojenno-obozowa książka, musi być lukrem, cukrem pudrem i ckliwym wyciskaczem łez dla gimnazjalistek.

– Wznieśmy toast – proponuje. – Za tych, co odnaleźli szczęście: oby nigdy ich nie opuściło. Za tych, co wciąż go szukają: obu spłynęło na nich i pozostało z nimi do końca życia. Stukamy się kubkami i odpowiadamy: – Za szczęście! – I za przyjaciół – dodaje Bill. Spełniamy i ten toast, po czym odzywa się Scotty: – I za kuniec tej paściastej wojny! Mój mąż wstaje z krzesła, unosi kubek i powtarza uroczyście: – Za koniec wojny.

Nurt i Tim Johnston.

To jest bardzo dobra książka, ale jednocześnie bardzo intensywna, męcząca i trudna dla czytelnika.
Nie można powiedzieć, że to po prostu kryminał czy thriller. Autor skupia się bardziej na stracie, rozpaczy i wielkim bólu. To książka, która naprawdę porusza czytelnika. Czytając ją, wpadamy w nurt, który niesie nas do małego miasteczka, gdzie kiedyś i dziś wydarzyła się prawdziwa tragedia…
Lubię takie historie, gdzie powoli, żmudnie, odkrywamy prawdę. Nawet tę najgorszą. I chociaż czytało mi się ją ciężko, to naprawdę polecam!

I na koniec. William Landay, W obronie syna.

Bardzo wciągająca. Nie jest to zwykły kryminał, chociaż mamy tutaj zbrodnię, ofiarę i podejrzanego. Jest to zapis bezgranicznej miłości i zaufania ojca do syna.
Jacob jest oskarżony o popełnienie morderstwa na koledze ze szkoły. Andy, to prokurator i ojciec. Wierzy synowi, nawet na przekór dowodom. Zrobi by wszystko by uratować jedynaka przed więzieniem.
Naprawdę solidnie napisana i poruszająca historia!

Czyn nie stwarza winy, dopóki umysł nie jest także winny.

Ścieżka dźwiękowa- Stevie Wonder – Signed, Sealed, Delivered I’m Yours

Europiana

Od kilku tygodni już, katuję jedną płytę. Europianę, od Jacka Savaretti. To wyjątkowa płyta. Jest różnorodna, oryginalna, ale wszystkie utwory łączy niezwykły głos Jacka. Nie potrafię wyłączyć tych piosenek. Całkowicie mną zawładnęły. Słucham na okrągło, albo wręcz katuje. Uwielbiam The way you say goodbye, a kiedy słucham I remember us, to mam ciarki! Do gotowania idealnie nadaje się Dance in the livingroom, a na poranny rozruch To much history.

Wiecie co, jakoś ciężko mi się pisze, odkąd nie ma Ervishki. Muszę się przyzwyczaić, że już nie wpadnie z dobrym słowem….

Europiana - Jack Savoretti | Muzyka, mp3 Sklep EMPIK.COM

Beatka.

Nie pamiętam już kiedy wpadłyśmy na swoje blogi, ale było to naprawdę bardzo dawno temu. I od dobrych kilku lat, byłyśmy u siebie codziennie. Dużo, bardzo dużo pisałyśmy do siebie prywatnie. Na różne tematy, dużo o życiu, szczęściu, codzienności.

Beatka nie miała w życiu lekko, mocno chorowała. Ale cechowała ją niesamowita życzliwość wobec innych ludzi. Bardzo cieszyła się z moich radości, małych sukcesów. Wiedziałam, że jest mi życzliwa i kibicuje.

Wiedziałam, że ostatni czas nie był dla niej lekki, wiedziałam, że mocno szwankuje jej zdrowie i samopoczucie. Mimo wszystko nie liczyłam, że tak będzie, że tak się stanie. Sama jej pisałam, że będzie dobrze, że trzymam kciuki. Bo przecież tak dobry człowiek, nie może ot tak odejść….

A jednak może…. Tak cichutko i bez pożegnania.

Kochana Ervishko, wierzę ,że teraz jest Ci lepiej, bo nie cierpisz. Wierzę, że teraz bez ustanku czytasz książki i grasz w ukochane planszówki. Że kiedy, te wszystkie doczesne bolączki nie ciążą, czujesz błogi spokój.

P.S. Dziękuję Ci za przepis na pieczonego kalafiora z masłem orzechowym!

Ścieżka dźwiękowaJack Savoretti – The Way You Said Goodbye

Minął miesiąc. Czerwiec

Ależ ten miesiąc szybko minął! Zupełnie niepostrzeżenie. Sama nie wiem, jak to się dzieje. Listopadowe dni, albo te styczniowe, ciągną się jak spaghetti. A czerwiec i maj, mija błyskawicznie. Dopiero co się zaczął ten piękny miesiąc, a już mówię mu Żegnaj!

Miesiąc zaczął się cudownie, wyjazdem na długi weekend. W planie był Zamość i Kazimierz. Pogoda dopisała, było upalnie, słonecznie i pięknie. To było naprawdę pięknych, pięć dni. Takie urocze przedwakacje. Chociaż był to dość intensywny czas, to jednak odpoczęłam, naładowałam baterie, nasyciłam wzrok pięknymi widokami, i najadłam się po korek wielu wspaniałości. Pierwszy raz w życiu, zjadłam dwudaniowy obiad, już o godzinie 11 rano. Pardon, był jeszcze deser! W każdym razie wyjazd był po prostu cudowny i chętnie wracam do niego wspomnieniami.

W końcu dopisała nam pogoda, było upalnie, pięknie i niezwykle słonecznie. Było dużo spacerów, dużo truskawek, dużo lemoniady. Były dwa urodzinowe weekendy, i znów. Dużo gości i jeszcze więcej pyszności Fajne chwile z przyjaciółmi i pewien miły wieczór nad morzem z pysznym drinkiem i muzyką na żywo.

Do tego zaszczepiłam się, i naprawdę okazało, że organizacja cudowna, a samo szczepienie zniosłam fenomenalnie. Aż mi było trochę smutno, bo liczyłam na jakiś dzień wolny, a tu nic! Jak widać nie mogłam na nic narzekać , ani na organizację, ani na samo szczepienie i na skutki uboczne. Czyli jestem w pełni zaczipowana, niestety stan konta się nie zwiększył, Billu Gates’ie-ciągle czekam na przelew!

Sesja minęła mi dobrze. Może nie lekko, łatwo i przyjemnie, bo jednak była tam matematyka, a ja tych macierzy za żadne skarby nie umiałam pojąć, ale dzięki naukom mojego brata dwa egzaminym, zdałam na czwórki z plusem. Młody ma talent pedagogiczny. Aczkolwiek w życiu nie chciałabym już określać pochodnych funkcji. Mam nadzieję,że w następnym semestrze, nie będzie takich przedmiotów.

Czerwiec to truskawki, piwonie, pierwsze czereśnie zrywane z drzewa. To makaron z owocami na obiad, knedle z truskawkami, dużo kompotu z rabarbaru i szparagów. Hurtowo robiłam spaghetti i risotto z tymi warzywami. I wiecie co? Nigdy mi tego nie będzie dość! Zostałam królową spaghetti ze szpagarami, naprawdę mi to wychodzi.

Czerwiec to trochę urodzinowych prezentów, a ja sama sprezentowałam sobie dwie nowe sukienki, idealne na letnie dni. Było nawet kilka sesji opalania się w słoneczne dni. Wróć, chodziło mi o naukę na świeżym powietrzu. Nie lubię plażowania, ale tak brakowało mi słońca, tyle miesięcy szarości i zimna, że to było mi maksymalnie potrzebne.

Czerwiec to dużo pracy, i stan permanentnego zmęczenia. Brakowało mi snu, energii, do tego ataki alergii. Wypiłam dużo, dużo mrożonej kawy. I zaczęłam ją lubić, szczególnie w wersji z truskawkowym purre. Oczywiście zaczęło się też Euro, które jakoś mnie wkręciło. Na szczęście Hiszpania wciąż gra i mam komu kibicować. Chociaż nie porywa, to idzie naprzód. A ja oglądam i zajadam orzechowe chrupki.t

Taki to był czerwiec.

Ścieżka dźwiękowa- Martha & The Vandellas „Dancing in the Streets”

Kosmetycznie

Czas na relaks. Kosmetyczny relaks.

Nyx, podkład. To nowość w mojej kosmetyczce, nigdy wcześniej nie miałam nic wspólnego z tą marką. Było więc wielkie testowanie. Podkład jest naprawdę super. Ma moją ulubioną formę, kropelek, krycie jest więc idealnie stopniowane, jak mam potrzebę ukryć więcej, to nie ma sprawy. Jak mam ochotę na dwie kropelki, też nie ma sprawy. Efekt jest naprawdę naturalny, satynowy, elegancki. Nie tworzy efektu maski i świetnie dopasowuje się do koloru cery. No i na plus wydajność, podkład jest wyjątkowo wydajny, starcza naprawdę na długo, wszystko dzięki swojej dość oryginalnej konsystencji. To naprawdę najbardziej wodnisty podkład jaki miałam okazję używać, a jednocześnie tak świetnie kryjący. Dla mnie coś nowego i fajnego. Z pewnością będę do niego wracać.

NYX, Podkład Total Control, 06 Vanilla, 13 ml - 9656389285 - oficjalne  archiwum Allegro

Eveline, odżywka Terapia do paznokci ekstremalnie zniszczonych paznokci. Po każdym pomalowaniu paznokci na kolorowo, sięgam po odżywkę. To mój obowiązkowy rytuał. Ta odżywka to nowość. Chętnie po nią sięgnęłam z Rossmanowej półki. Jak nowość i do tego w promocji, to jestem chętna! Odżywki używałam regularnie i naprawdę fajnie się sprawdza. Paznokcie wyglądają dużo zdrowiej, są bardziej nawilżone, pięknie się błyszczą, zdecydowanie szybciej rosną. I co najważniejsze, ta odżywka ma ten plus, że nadaje płytce lekko różowy kolor, nie tylko więc dba o paznokcie, ale i sprawia, że od razu są dużo piękniejsze, jakbym miała manicure za sobą.

Eveline Cosmetics Nail Therapy Professional Therapy For Damage Nails -  Odżywka do paznokci | Makeup.pl

Neonail, One step. Nie jestem największą fanką hybrydy na świecie, ale raz na jakiś czas to czemu nie? Spróbowałam nowości, czyli lakieru, który nakłada się wyjątkowo prosto i prosto zmywa. Tak obiecuje producent, kupiłam trzy kolory, wiosenna mięta, delikatny beż i leciutki, zgaszony róż. Plusy? Bardzo szybko przyszły. Nakłada się je naprawdę szybko, ładnie się błyszczą i trzymają 8-10 dni. Nie jest to klasyczna hybryda, więc nie ma mowy o 3 tygodniowym komforcie posiadania idealnego manikiuru. Jak ze zmywaniem? No cóż, nie jest to takie proste jak obiecuje producent, owszem, nieco szybciej niż normalnie, ale nie jest to takie proste, jak w reklamie. Generalnie to coś dla tych, co nie lubią spędzania godzin na tradycyjnej hybrydzie. I lubią częstą zmianę kolorów. Kolory mają super, dodają okolicznościowe kolekcje, więc warto spróbować. Mimo zmywania.

NEONAIL Simple One Step Color Protein Loving 7,2ml - Opinie i ceny na  Ceneo.pl

Yumi, balsam aloes&ananas. Nie będę czarować, to jeden z tych produktów, który jest genialny, ale go nienawidzę. Dlaczego? Bo strasznie śmierdzi! Działa wspaniale, bez zarzutów. Ale nie potrafię znieść tego zapachu, jest koszmarny. Wyjątkowo sztuczny, mdlący wręcz. Ananas? To jakaś kpina. To ulepek cukrowo-chemiczny. Okropny zapach niweczy świetne działanie nawilżające. Zużyłam ten balsam do końca i koniec. Więcej nie spojrzę w jego stronę. Ten okropny zapach,ciągle mnie prześladuje. Okropność!

Ścieżka dźwiękowa- Jack Savoretti – The Way You Said Goodbye

Co za weekend

Ach, co to był za weekend. Tyle się działo!

Siedziałam ciurkiem po 13 godzin dziennie na krześle, przed monitorem. Resztę cennego czasu przeznaczyłam na sen, kąpiel i jedzenie. Wróć, do tego nauka. W ten weekend nie spałam za wiele, może z 3-4 godziny w nocy. A reszta to nauka, nauka i nauka. Zdecydowanie odwykłam od trybu sesji, ciężko jest pogodzić pracę, codzienne obowiązki, wykłady, szykowanie projektów i naukę. Ale mam wrażenie, że teraz, w dorosłym życiu, kiedy sama chciałam tych studiów, jakoś bardziej mi zależy. I z niektórych przedmiotów mam ogromną radość, przygotowanie kampanii reklamowej, było dla mnie ciekawym wyzwaniem, a docenienie jej, przez panią profesor, było miodkiem dla mego serca.

Generalnie jest wyjątkowo zmęczona. Niemal kosmicznie, czuję, że ten cały tydzień, kiedy zajęcia miałam również w ciągu tygodnia, bardzo mnie wyeksploatował. I fizycznie i psychicznie, ale nie żałuję. Sesja pięknie zaliczona, łącznie z tymi wszystkimi dziwnymi funkcjami i macierzami, z których dostałam czwórkę z plusem. Największym wyzwaniem była dla mnie jednak rachunkowość z bardzo wymagającą panią doktor. Stresowałam się ogromnie, nie mogłam spać, dwie noce śnił mi się egzamin. Od 5 rano byłam w pełni gotowości, bo egzamin na 8 rano. No cóż, pani zaspała, pojawiła się o 9 rano, a ja trzęsłam się jak osika. Był to najbardziej wymagający egzamin w moim życiu, pochwalę się, jako jedna z nielicznych go zdałam. Czułam się jak królowa świata! Jestem z siebie bardzo, ale to bardzo dumna. I może jestem nieskromna, ale co tam. Ogarnęłam trudny czas w pracy, wszystkie egzaminy i jeszcze dużo pobocznych zajętości. Tak, jestem wypomponowana, ale nie żałuję, że poszłam na te studia. Dziś zamierzam iść spać najwcześniej jak się da, wypić kieliszek Prosecco i zjeść ogromny kawałek brownie! I z ogromną wręcz przyjemnością wyrzucę wszystkie notatki z rachunkowości.

A co, należy mi się!

Happy students, pupils, school ceremony, students celebration, students  jumping icon - Download on Iconfinder

Ścieżka dźwiękowa- Dave Matthews Band — Dreams of our Fathers