Minął wrzesień. Książkowo.

We wrześniu na liczniku 20 książek. Co prawda, przez pierwsze 4 dni choroby, nic nie czytałam, to potem zaczęłam nadrabiać zaległości. Ale powiem szczerze, jakoś ciężko mi się czytało, chyba naprawdę mam covidową mgłę mózgową, ciężko mi się skupić, szczególnie wieczorem. Ale do rzeczy, co polecam, a czego nie?

Co mnie zaskoczyło na minus?

Tomasz Piątek i Kilka nocy poza domem. No cóż, zupełnie nie mój klimat, nie moja bajka. Wyjątkowo się zmęczyłam czytaniem tej historii. Nie mówię, że autor jest kiepski, po prostu to nie książka dla mnie. Z tego co widzę, książka ma naprawdę dobre recenzje i ponoć ktoś już kupił prawa do sfilmowania tego dzieła. Nie wiem jak to określić, kryminał, albo sensacja. Dla mnie jednak totalne nieporozumienie.

Nie wiem co mi się śniło, ale było to coś związanego z masłem albo mydłem, w każdym razie z czymś męczącym.

Deidree Purcell, Marmurowe ogrody. Dość dziwna i niestety słaba książka. Niby o przyjaźni, niby o chorobie, a tak naprawdę o niczym. Matka nie może pogodzić się z chorobą córki i szuka dla niej ratunku w dziwnej organizacji, a w zasadzie sekcie. Po drodze życie jej przyjaciółki rozpada się na milion kawałków. Dość banalne i totalnie nijakie.

Zdecydowanie polecam Poproś jeszcze raz, Mary Beth Keane. To jedna z tych książek, które długo siedzą w głowie czytelnika. Które zmuszą do refleksji i zastanowienia się nad postępowaniem bohaterów. Jednym słowem, to naprawdę świetna książka, porusza, wciąga i wyciąga wiele, wiele emocji.
Kate i Peter dorastali razem, jak to sąsiedzi. Są równolatkami, chodzą do tej samej szkoły. Ich ojcowie razem pracują, ale rodziny nie są szczególnie zaprzyjaźnione. Wszystko przez dziwne zachowanie matki Petera. Anne jest zaborcza w stosunku do syna, denerwuje go jego dorastanie i samodzielność. Dodatkowo Anne, nie jest zbyt towarzyska i mimo szczerych chęci matki Kate, nie ma między nimi sympatii. Pewna noc, i jedno wydarzenie rozdziela nastolatków i determinuje przyszłe losy dwóch rodzin…
Czy po latach można zapomnieć o przeszłości? Jaki wpływ na nasze życie i postępowanie ma nasza rodzina? Czy z perspektywy czasu potrafimy zapomnieć i czy pierwsza miłość daje się tak łatwo wymazać z serca?
Ta książka jest naprawdę świetnie napisana. Długo siedzi w człowieku. Solidna porcja rodzinnego piekiełka! Muszę tutaj podziękować mojej przyszłej bratowej, że mi ją pożyczyła, przed swoim przeczytaniem jej!

Myśli, uczucia, wszystko to, co, jak się mówi, pochodzi z serca, wnętrzności, to wszystko procesy fizyczne, nie bardziej abstrakcyjne niż kość czy ścięgno.

Reyes Monforte, Pocztówki ze Wschodu. Bywa, w moim przypadku bardzo często, że książki, które opowiadają obozowe historie, mnie irytują. Są łzawe, nijakie, płaskie, i bardzo przewidywalne. Ale z Pocztówkami ze Wschodu jest inaczej. To naprawdę piękna, poruszająca, dająca nadzieję historia…
Ella, jest główną bohaterką tej książki. To żydówka z Francji, która znajduje się w obozie, w Auschwitz. Ella ma szczęście, ma talent i wpada w oko doktorowi Mengele, który lubi jej dwukolorowe oczy i słoneczne piegi. Skromna, delikatna dziewczyna, musi przetrwać. Asystuje doktorowi przy jego szalonych eksperymentach, nawiązuje przyjaźnie i cóż, miłość. Dba też o zachowanie pamięci z tego czasu, zapisuje wspomnienia na pocztówkach…
Ella przeżywa piekło, i to piekło, które powtarza się dzień w dzień. I wydaje się, że to piekło nie ma końca….
Naprawdę poruszająca książka. Pięknie napisana, z dużą czułością i empatią. Pochłonęła mnie całkowicie, więc śmiało ją polecam.

Tylko przekopując ziemię w obozie, można było napisać historię tego, co wydarzyło się na powierzchni. Ogień nic nie zwojuje. Pod gliną kryła się prawdziwa historia Auschwitz.

Magdalena Witkiewicz, Czereśnie zawsze muszą być dwie. To naprawdę piękna historia!
To ponadczasowa historia miłosna, która łączy pokolenia. A zaczyna się od niezwykłej przyjaźni między młodziutką Zosią, a starszą panią Stefanią. To pokazuje jak drobne, wydawałoby się całkowicie niepozorne wydarzenia, decydują o całym naszym życiu. Decyzja o wagarach spowodowała, że życie Zosi, naprawdę się zmieniło.
To historia pięknej, uniwersalnej przyjaźni. Przyjaźni, która może przetrwać wszystko. Ale i przyjaźni, która ma moc uzdrawiania poranionych dusz. Przyjaźni, która dodaje nadziei i może oszukać przeznaczenie.
Jak każdą książkę Magdaleny Witkiewicz, i tę czytało mi się po prostu wspaniale! Muszę dodać, że czytałam ją w złym stanie zdrowia i bardzo mi pomogła. Ma więc uzdrawiające moce!

Człowiek nie powinien być sam na tym świecie. Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek, gdy kocha-rozkwita.

Maria Bennet, Hotel Angleterre. Ta książka opowiada losy młodego małżeństwa, Georga i Kerstin, których spokojne życie, przerywa na samym początku związku wojna i powołanie do służby. Kilka miesięcy zamienia się w kilka lat. Młodzi w zasadzie nie zdążyli się w pełni poznać, nacieszyć sobą, okrzepnąć w małżeństwie. On na dalekiej północy przeżywa bardzo ciężkie chwile, a trzyma go przy życiu myśl o żonie. Ona zaś musi wrócić do rodziców. Traci nadzieję na powrót męża, żyje wojenną codziennością i rozwijającą się przyjaźnią z Violą. Ta zupełnie inna od Kerstin dziewczyna, staje się kimś więcej niż tylko przyjaciółką Kerstin… Do czego doprowadzi ta znajomość?
Pierwszy raz tę książkę zobaczyłam kilka miesięcy temu u kuzynki, skusiła mnie okładka, niestety to nie była jej książka, a pożyczona od znajomej. Dorwałam ją w swojej bibliotece i czytałam z wielką przyjemnością. Uwielbiam takie historie, które rozwijają się na przestrzeni wielu lat. A w dodatku tutaj tłem jest wojna…
Owszem, to obszerna książka, ale czyta się ją z fascynacją i niesłabnącą ciekawością!

Pracują razem w więziennej bibliotece, ponieważ należą do najlepiej wykształconych więźniarek.

E. E. Lynes, Impreza sąsiedzka. W dwie minuty życie Avy zmieniło się o 180 stopni. Jej córeczka po prostu zniknęła, i to ze swojego własnego domu! Ava nie może sobie darować dania sobie przerwy, skorzystania z faktu, że mała jest grzeczna i szybkiego ogarnięcia prania. I przejrzenia Facebooka. Minął rok…
Dziewczynka wciąż jest nieodnaleziona. Ava jest w rozpaczy, chociaż jej mąż Matt, uważa, że powinni zacząć żyć normalnie. Jedna impreza u sąsiadów, zasiewa ziarno niepokoju w głowie Avy. Zdaje się jej, że wszystko co wiedziała o dniu zaginięcia Abbie, jest nieprawdą. A śledztwo dla niej, zaczyna się od nowa…
Książka wolno się rozgrzewa, taki jest zamysł autorki. Zakończenie jest zaś naprawdę zaskakujące i wielowątkowe.

Malwina Ferenz, Miłość z odzysku. To również książka, która pomaga dojść do zdrowia i ma silne właściwości terapeutyczne. To bardzo pozytywna i otulająca historia. To nie był dobry dzień dla Stanisława Koziołka, był na ogromnym kacu i marzył o wygodnym łóżku i tabletce przeciwbólowej. Tymczasem z powodu wiadomego stanu, Staszek popełnił pewien błąd. I ten błąd całkiem zmienił życie dyrektora szkoły, niejakiego Anatola.
Skromny i spokojny wdowiec, opiekun nastolatki, poważny pan dyrektor, musi wystawić drużynę w Biegu Niepodległości. Jest to dla niego wyzwanie, ale i okazja by lepiej poznać swoich nauczycieli i Barbarę, matkę nowego ucznia…
To naprawdę urocza, ciepła i zabawna książka, o tym, że uczucia nigdy nie przychodzą w porę i nawet najbardziej oporny na nie człowiek, w końcu pęknie!

Gabriela Gargaś, Kiedyś się odnajdziemy, Zawsze będziemy razem. Tym razem polecam od razu sagę, co prawda są 3 części, ja przeczytałam dwiem, ale po prostu tyle miałam w domu.

Bardzo lubię książki, które dzieją się na przestrzeni lat i pokazują dorastanie i rozwój bohaterów, w trudnych czasach.
Janka pochodzi z bogatej rodziny, z Wołynia. Jako dziecko przeżywa prawdziwą rzeź, straciwszy oboje rodziców, zmuszona jest uciekać z ciotką i szukać szczęścia w dalekiej i nieznanej Warszawie.
Tadeusz w trakcie Powstania, przeżył prawdziwą tragedię. Wydaje mu się, że na samym początku jego życie się skończyło, wtedy poznaje tak samo poniewieraną przez los Jankę…
To książka o miłości, przyjaźni, wielkich tragediach i życiu w tle olbrzymiej historii. Świetnie się ją czyta, od razu zabrałam się za drugi tom. A tam, mamy kontynuację losów rodziny Dobrzyńskich. Naturalną koleją rzeczy jest to, że po latach na pierwszy plan wysuwają się dzieci i to one są głównymi bohaterami opowieści. A ta opowieść cały czas tak samo zachwyca i tak samo świetnie się ją czyta.

Jakże pamięć potrafi zwodzić człowieka! Kiedy wydaje nam się, że o czymś zapomnieliśmy, wydarzenia z przeszłości powracają do nas nagłą falą, kiedy najmniej się tego spodziewamy.

Ścieżka dźwiękowa- Bloc Party – Exes 

Filmowo

Przegląd covidowych filmów, oglądanych z perspektywy łóżka.

Najmro. Kocha, kradnie, szanuje. Ależ dobry film! Idealny na weekend, lekki, bardzo przyjemny, szalone tempo, świetna muzyka, kolory, zdjęcia, aktorstwo-rozrywka na najwyższym poziomie. Naprawdę świetnie się go oglądało! Przegapiłam go w kinie, ale nadrobiłam w domowym, chorobowym zaciszu. To zdecydowanie film, dla tych, którzy lubią jak dużo się dzieje, jak akcja pędzi, jest dużo emocji. Przy tym filmie nie da się nudzić. Oparty na prawdziwej historii Zdzisława Najmrodzkiego, czyli przestępcy celebryty, który wielokrotnie wymykał się służbom. Ba, w tym filmie postać Najmrodzkiego, jest tak przedstawiona, że nie da się jemu nie kibicować! A do tego to kosmiczne i niesamowite zakończenie! Po prostu wow. Tak wiem, to nie jest film, który coś zmienia w życiu, ale za to daje niesamowitą i czystą przyjemność. Nie sposób nie uśmiechnąć się podczas oglądania. Naprawdę udana produkcja, ale kiedy w obsadzie mamy Dawida Ogrodnika i Roberta Więckiewicza, nie sposób mieć nieudany film. Czyli, jeżeli szukacie czystej rozrywki, to macie pomysł na wieczór.

Ojciec panny młodej. To taki film, który świetnie się oglądało w tym czasie, kiedy wciąż chora, ale już były jakieś tam przebłyski świadomości. Nowość z HBO MAX, co ciekawe film wyprodukował Brad Pitt, czyli po prostu trzeba obejrzeć. W głównej roli mamy Glorię Estefan i Andy’go Garcię. Tak jak mamy w tytule, jest panna młoda, będzie ślub i jej ojciec. Jak łatwo się domyślić, wyszła z tego komedia. Sytuacja jest następująca- Billy i Ingrid Herrera, mają za sobą kilkadziesiąt lat razem, i dwie dorosłe córki. Właśnie podejmują decyzję o rozwodzie, ale ogłoszenie tej rewelacji, przyćmiewa informacja o ślubie pierworodnej córki Sofii. Aby nie przeszkadzać córce w spokojnym przygotowaniu się do ślubu, rodzice postanowili trochę poudawać. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że ślub już tuż, tuż, a rodzice nie znają pana młodego. Ot, taka komedia, która może jakoś specjalnie nie cieszy, długo się rozkręca i w zasadzie jest bardzo przewidywalna. Ale mimo to ogląda się to w miarę miło i bez nerwowego zerkania na zegarek- kiedy koniec. Aczkolwiek moja opinia jest podyktowana chorobą i całkiem możliwe, że podczas normalnego stanu świadomości, byłabym na nie. Także ani nie namawiam, ani nie odradzam. Ot, sprawdźcie sami.

Elvis. To film o dziwnej relacji między królem muzyki, a jego agentem, Tomem Parkerem. To film o uzależnieniu ich od siebie, wykorzystywaniu artysty i o wielkiej chciwości, która prowadziła do upadku. No dobrze, wiemy jak wyglądało życie Elvisa, nie ma tutaj alternatywnego zakończenia. W teorii nic Was nie zaskoczy,ale po tym filmie, uznacie, że Elvis to zagubiony i bardzo wrażliwy człowiek. Nieco to teledyskowy obraz, głośny, kolorowy i błyszczący. Ale zdecydowanie ma coś w sobie. Przede wszystkim genialna rola główna, Austin Butler zagrał bardzo dobrze, albo nawet świetnie. Genialnie zagrał Tom Hanks. Jego Tom Parker, jest chciwy, egoistyczny i brutalnie pewny siebie. Film jest długi, ale się nie dłuży. Bardzo dobrze się go ogląda, i nóżka sama chodzi w rytm muzyki. Ten film niewiele zmieni w życiu, ale pozwoli dostrzec w królu, kogoś więcej niż gwiazdora w białym stroju. Polecam na sobotni wieczór, z pewnością będziecie śpiewać Elvisowe przeboje, niejeden raz!

Jak mądrze wydawać pieniądze. Ha, to nie jest typowy film, a dokument, bardzo na czasie. Bo opowiada o pieniądzach. Mamy tutaj czworo bohaterów i czwórkę ekspertów, mamy cztery różne problemy, cztery poważne tematy. Jeden temat to całkowity brak oszczędności, drugi to przeciwnie, nadwyżka finansowa i brak wiedzy co z nią zrobić. Jedna bohaterka ma długi, a kolejna para chce zapewnić sobie w ciągu kilku-kilkunastu lat, niezależność finansową i wczesną emeryturę. Wiem, że nie jest to może najbardziej porywający temat na weekendowe oglądanie, ale muszę przyznać, że ja oglądałam ten film z ogromną przyjemnością. W bardzo prosty sposób, pokazuje jak można zacząć oszczędzać i wykorzystać swój potencjał. To nowość, więc skupiamy się na obecnej sytuacji gospodarczej na świecie, próbujemy przechytrzyć inflację. Bardzo ciekawy, nawet dla laika. Nie zadręcza fachowymi terminami i zbyteczną wiedzą, a pokazuje co robić by nie stać się ofiarą obecnej sytuacji, a wynieść z niej korzyści. Dlatego serdecznie wszystkim polecam!

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- World in my eyes

Kosmetycznie

Tołpa, Pre Age, energizujący krem na dzień. To krem dla nas, dziewczyn i kobiet, które zmagają się z niedoskonałościami, ale mają więcej niż 25 lat. To pielęgnacja przeciwzmarszczkowa, i jednocześnie matująca i zwalczająca trądzik. Zaciekawił mnie ten opis, oraz promocyjna cena w Rossmannie. Krem kosztował 22 złote, więc chętnie po niego sięgnęłam. W porównaniu do innych kremów antytrądzikowych, ten jest dość bogaty i konkretny, ale szybko się wchłania, nie zapycha cery, o dziwo, zostawia uczucie lekkości. Niesamowicie wygładza i nawilża cerę. Dodaje jej zdrowej porcji energii- to pewnie wynik witaminy C w składzie. Krem bardzo fajnie działa na moją cerę, mam wrażenie, że zaspokaja jej obecne potrzeby. Rozjaśnia ślady po niedoskonałościach, świetnie nawilża i wygładza cerę. Myślę, że jest świetny na obecną porę roku. Nie jest bowiem leciutki, świetnie nadaje się na chłodniejsze dni, kiedy cera wymaga nieco większej opieki. Na plus świetny zapach, fajne opakowanie i niską cenę.

Garnier, żel do twarzy oczyszczający i zwężający pory. Kupiłam go, bo akurat był w promocji. Jakoś specjalnie nie zastanawiałam się nad tym zakupem, ot, wiedziałam mniej więcej czego można się po nim spodziewać. Zależało mi na naprawdę solidnym oczyszczeniu cery i tutaj sprawdza się świetnie. Już sam zapach odświeża i oczyszcza, to zasługa eukaliptusa. Żel jest wydajny, ale mocny. Co to znaczy? Nie daj Boże, wpadnie Wam choć odrobinka do oka! Płacz i ból gwarantowany. Poza tym dobrze oczyszcza, odświeża, pozostawia uczucie świeżości i czystości. Zmniejsza pory, i doskonale matuje. Dla mnie minusem jest to, że jest taki niedelikatny wobec okolicy oczu, praktycznie codziennie sobie je nim zachlapię. Ale to w zasadzie efekt mojej niezdarności. Polecam tylko tym, którzy mają niedoskonałości, dla innych cer będzie za silny i niepotrzebnie ściągający.

Luksja, kokosowy żel pod prysznic z nutą gardenii. To coś dla fanów aromatu kokosa, to jest tak jakbym naprawdę kąpała się w mleku kokosowym! Zapach jest świetny, działanie w sumie jak to żelu pod prysznic, myjące, delikatne, nie podrażnia i nie wysuszona. Zapach zostaje na długo, miło otula skórę. Dla mnie najważniejsze jest to, że żel jest naprawdę wydajny, pięknie pachnie i zostawia skórę miękką. Tyle mi wystarczy.

Avon, Far Away, Splendoria. Ostatnio mam szczęście do tej serii, podobają mi się zapachy z tej serii, są naprawdę ciekawe i takie mało Avonowe, czyli ciekawe, oryginalne i świetnie się trzymają. W moje ręce wpadła nowa Splendoria. Czy jest udanym produktem? Zapach jest już jesienno-zimowy, czyli orientalno-waniliowy, z tych cięższych i konkretniejszych zapachów. Główną nutą ma być Biały Oud, czymkolwiek jest. Ja czuję tutaj głównie śliwki i wanilię. Jest deserowo, korzennie, jakbym otuliła się mocno korzennymi śliwkami pod kruszonką. Ale słodko, nie znaczy dziewczęco i nudnie. To z pewnością kobiecy zapach, na wieczór i z pewnością, nie dla młodzieży, bo chyba będzie dla nich za ciężki. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, ten zapach mnie oczarował i sprawił, że czułam się „luksusowo” w zwykłym swetrze.

Ścieżka dźwiękowa- Muse-Plug in baby

Filmowo.

Na rauszu. Ach, co to za wielkie dzieło! Naprawdę film, który robi niesamowite wrażenie, jest świetnie zagrany i cudownie wyreżyserowany. Sama nie wiem czemu obejrzałam go tak późno? Ale cóż, lepiej późno, niż nigdy! A ten film po prostu warto obejrzeć, wróć, go trzeba obejrzeć. Bohaterowie, czyli nauczyciele z lokalnej szkoły, postanawiają przetestować pewną metodę. Otóż człowiek, po ustalonej, stałej dawce alkoholu jest radosny, odporny na codzienne stresy i niepokoje. W skrócie, życie jest znośniejsze, problemy mniejsze, a rodzina dużo bardziej zadowolona z takiego ojca, męża czy partnera. Dodatkowo zyskać miała praca, czyli po prostu młodzież. W końcu radośni nauczyciele, to szczęśliwa młodzież. Jak łatwo się domyślić, eksperyment nieco wymyka się spod kontroli. Niełatwo bowiem przesadzić z ilością procentów. I dość szybko okazuje się, że bez procentów, ciężko jest poczuć zwykłą radość. Czy życie na trzeźwo naprawdę jest takie złe i beznadziejne? Dokąd zaprowadzi ten eksperyment? Czy bohaterowie będą żałować? Koniecznie zobaczcie. Oprócz świetnej fabuły, mamy jeszcze genialną obsadę i świetnie dobraną muzykę. To naprawdę film godny wszystkich nagród.

Dzień dobry TV. Wróciłam do tego obrazu po latach. Dlaczego? Po prostu leciał wieczorem, a ja byłam na urlopie. I jakoś tak, wymęczona wędrówkami, włączyłam telewizor i z wielką przyjemnością obejrzałam ten film. Fabuła nie jest zbyt zawiła, można powiedzieć genialnie pasowała na wakacyjny wieczór. Ot, młoda dziewczyna, Becky, znajduje pracę marzeń, jako producentka programu śniadaniowego. Wielkie miasto, świetny program, kariera stoi przed nią otworem. Niestety, oglądalność nie jest wybitna, i Becky wpada w kłopoty. Genialny prezenter Mike- w tej roli Harrison Ford, jest wielką nadzieją Becky, ale i przekleństwem. Becky musi pogodzić wodę z ogniem, czyli skupionego na rzetelnych, chociaż nieco nudnych wiadomościach i żywiołowej Colleen. W tej roli genialna Diane Keaton. Jest ona niezwykle wygadana, nie boi się wyzwań, ani ośmieszeń. Ten duet wydaje się nie mieć szans? A może jednak? Zobaczcie sami. To komedia, która pokazuje jak zmienia się świat, i czy wszyscy muszą za tymi zmianami nadążyć. Bardzo miło się to ogląda!

Kłamstewko. Jakiś czas temu ten film zrobił wiele zamieszania, pozytywnego. Czy zasłużonego? Kłamstewko to film o tym jak ciężko się żegna z bliskimi i jak ciężko zmierzyć się z prawdą. Bohaterowie tego filmu wiedzą, że seniorka rodu nie ma zbyt wiele czasu i niebawem umrze. Nie chcą jednak jej tego mówić. Zamiast tego decydują się na fikcyjny ślub, jednego z wnuków babci. To okazja do rodzinnego spotkania, pożegnania i spędzenia razem czasu. Ten film potrafi jednocześnie i wzruszyć i rozbawić. Jest bardzo szczery, uniwersalny i ponadczasowy. Pokazuje jak ciężko jest oswoić coś naturalnego jak śmierć, choroba i odchodzenie. Wyjątkowo ciekawy film, który oglądałam z wielką przyjemnością i szczerze go polecam!

Ścieżka dźwiękowa- Kings Of Leon – Slow Night, So Long 

Rok z Franusią

I minął rok, odkąd mała kula szczęścia, zwana Franusią jest z nami!

Nie wiem czy mówiłam Wam, ja mała do nas trafiła? Otóż któregoś dnia przeglądałam OLX, nie wiem co mnie strzeliło, ale weszłam na kocie ogłoszenia. I zobaczyłam ją. I już wiedziałam, że przepadłam. Te słodkie oczka, ten wzrok i słodki pyszczek. Był problem, bo byliśmy chwilę przed ślubem, bo nawet nie wiedzieliśmy, czy chcemy drugiego kota. To znaczy ja to sama z sobą ustaliłam, gorzej z Fotografem. On dowiedział się dostając zdjęcie. I przepadł. Był jednak problem, czy pani z ogłoszenia poczeka miesiąc, do czasu aż wrócimy z podróży i będziemy mogli na spokojnie poświęcić czas nowej kici. Pani na szczęście zgodziła się poczekać. Ba, miała na małą, chętną panią od razu. Ale nie była jej pewna, wolała poczekać na nas!

Pamiętam tę sobotę, o 16 przyjechały dwie panie, z szarą kulką. Frania od razu wbiegła do toalety, zwiedziła kuwetę i schowała się pod szafkę. Całą noc przeraźliwie płakała, a ja byłam pewna, że jest jej u nas źle. Następnego dnia wskoczyła jednak do łóżka i tak jej zostało. Ciągle ze mną śpi! Frania okazała się wielkim miziakiem, uwielbia przytulanie, noszenie na rączkach i kontakt z człowiekiem. Jest niesamowicie jednak nieśmiała. Każdy dzwonek do drzwi, wywołuje u niej strach. Tak naprawdę Franusia kocha tylko trzy osoby, nas i swojego brata. Czasem kocha brata aż za bardzo!

Frania okazała się nieco chorowita. No nawet bardzo. Najpierw zachorowała na koci katar, pamiętam te noce, gdzie nie spałam, a inhalowałam małą nad garnkiem z gotującym się majerankiem i tymiankiem. Te dni, kiedy mała co zjadła to zwracała i miała paskudną biegunkę, a ja z zapaleniem oskrzeli, latałam z nią po weterynarzach, szukając dla niej pomocy. W końcu trafiliśmy na powód jej problemów, wystarczyła zmiana diety, i od kiedy Franka jest na diecie, jest dużo lepiej. Chociaż często odwiedzamy weterynarza, to ostatnio nieco rzadziej.

Mała jest naszą wielką radością. To nasza księżniczka, która domaga się czułości. Dużo z nami rozmawia, bo niezła z niej gaduła. Do tego ma tak czarujące spojrzenie, że wszystko jej się wybaczy. Nawet to jak nocami zrzucała mi doniczki z kwiatkami, udało mi się uchronić jedynie 3 sztuki, przez Franusiowymi łapkami! Nie da się jednak na nią gniewać. Jest naszym promykiem i wielką radością. Nasza mała podróżniczka, ma za sobą kolejny wypad. Była dzielna i maksymalnie grzeczna.

Rok z Franią był trudny, ale jednocześnie magiczny i pełen bezinteresownej miłości. Dla tych zielonych oczek zrobię wszystko!

Ścieżka dźwiękowa- Here Is the News – Electric Light Orchestra

Minął miesiąc . Sierpień.

I skończył się sierpień. Ach, ależ to był piękny i całkiem długi miesiąc. I co tu dużo mówić, był to przecudowny miesiąc. Pogoda nas rozpieszczała, ilość atrakcji i pięknych dni, po prostu oszałamiała!

Sierpień zaczął się upalnie i bardzo miło, bo spotkaniem z blogową Myszą i jej kochaną rodzinką. Mamy farta, że udaje nam się spotykać co roku. Muszę tutaj publicznie złożyć obietnicę, że następne spotkanie powinno być tym razem w Szczecinie! Chociaż mam wrażenie, że mam Myszy do pokazania jeszcze milion fajnych miejsc w mojej okolicy. Także mimo wszystko, zapraszam dalej i częściej!

W ogóle w sierpniu tych spotkań było naprawdę dużo. Dużo się działo, wielu gości, wiele spotkań, aż do nocy. A wiadomo, gorące noce, sprzyjały rozmowom i biesiadowaniu. Czuję ogromną wdzięczność, za rodzinę i wspaniałych przyjaciół, którzy są obok. Sierpień mi pokazał, że jestem w pięknym momencie życia i aż chciałoby się, by ten stan trwał i trwał!

Sierpień to czas podsumowań, ale pozytywnych. W końcu za nami pierwsza rocznica ślubu. Wspomnienia wciąż żywe, jakby to było wczoraj. Impreza rocznicowa bardzo udana. A dzięki tej okazji, mieliśmy możliwość odbycia wielu miłych spotkań. Jak widać, same plusy!

Jako, że pogoda nas rozpieszczała, korzystałam z niej ile się da. Chociaż spacerowo było gorzej niż w lipcu, w końcu w tej najbardziej upalne momenty, spacerować jakby się nie chciało. Za to chętnie rozbijałam obóz w ogrodzie i czytałam tam książki, schowana przed całym światem. To była moja baza, w której jadałam obiady, śniadania i relaksowałam się po pracy. Wiem, że nigdy nie wrócę do mieszkania bez ogrodu. To zdecydowanie moja oaza.

Sierpień obfitował w miłe spotkania, piękne chwile spędzane wspólnie poza domem. Towarzysko to był rewelacyjny czas. Korzystałam z okolicznych atrakcji ile wlezie. Morze, jezioro, a w deszczowy dzień knajpy i kino. Udało mi się namówić moją 91 letnią babcię na wypad do kawiarni. To dla niej spore wydarzenie, a dla mnie sama radość. Byłam też na Męskim Graniu, które zostawiło po sobie niesmak. Próbowałam zatrzeć to złe wrażenie, oglądając finał finałów. Dzielnie dotrwałam niemal do północy. Ale nie dałam rady i pokonał mnie niejaki Sobel. Jego muzyka zadziałała na mnie wyjątkowo wręcz usypiająco i nie dane mi było zobaczyć koncertu Orkiestry. No cóż, najpierw Kortez, potem Sobel, emocje jak na grzybach!

Na MG zostawiłam mój kapelusz. Na szczęście odnalazł się u brata, ale, że dzieli nas ponad 120 km, to nie doszło wciąż do spotkania. Na ostatnie letnie podrygi poszukiwałam solidnego kapelusza, i zonk. W sierpniu można kupić cieplutkie kurtki i kozaczki, za to kapelusze są już cieplutkie i ocieplane. Nigdy tego nie zrozumiem! W każdym razie udało mi się kupić co trzeba i to nawet ze sporą zniżką. Szkoda tylko, że wybór taki mały. W gruncie rzeczy to śmieszne, że wciąż mnie to dziwi. W końcu w lutym, nie mogłam już kupić zimowych butów. Wszędzie trampki i balerinki. Jakoś nie umiem się wstrzelić.

Frania stęskniła się za swoim weterynarzem, zdecydowanie ciążyło jej to, że pan doktor nie wie co u niej słychać. Dlatego też jechałam z nią i jej zmianą na uszku niemal na sygnale. Ok, mi się wydawało, że to jakaś zwykła zmiana, ale pan doktor nie zbagatelizował problemu, wręcz przeciwnie, pochwalił za czujność. Malutka dzielnie znosiła zastrzyki i nacieranie uszka kropelkami. To moja bohaterka! Przy okazji okazało się, że jaka matka, taka córka. Franeczka ma chore zatoki, tak jak ja. To jej powikłanie po kocim katarku z dzieciństwa. Obie równo smarkamy!

Miałam wrażenie, że sierpień był bardzo długi i piękny. I nie mówię tylko o pogodzie. Mam takie poczucie, że wycisnęłam ten miesiąc jak cytrynę i zabrałam wszystko co mogłam.

Ścieżka dźwiękowa- Krzysztof Zalewski – Ósemko

Minął sierpień. Książkowo

W sierpniu przeczytałam 20 książek. Zacny to wynik, i to pomimo wakacyjnych aktywności. Aczkolwiek przyznaję, w ten gorący sierpień celowo wybierałam lżejsze pozycje, bo w nadmiarze słońca, moja głowa chciała odpocząć przy lekkim piórze.

Wielki minus? Emilia Teofila Nowa, Grand Hotel Granit. Dawno żadna książka, aż tak mnie nie zmęczyła! Ilość pracowników hotelu, pociotek, przyjaciółek, przechodniów jest taka, że nie da się spamiętać tych wszystkich imion, nazwisk i pseudonimów. Postaci się plączą i mylą. Sama zaś fabuła jest nijaka, bardzo nudna, naciągana i w zasadzie nie odnalazłam jej ani grama sensu. To książka, która zabiera nam cenny czas, nie dając nic w zamian. Zdecydowanie nie warto jej czytać. Wizyta w Grand Hotel Granit, to murowany ból głowy!

Gdyby była mężczyzną, ludzie nazywaliby ją playboyem. Ale jako kobieta mogła być albo rozwiązłą, albo cnotką niewydymką. Albo kurwą, albo świętą. Nie istniała inna możliwość. I to najzwyczajniej w świecie ją wkurwiało jak każde kłamstwo.

Bardzo mnie też rozczarowała historia Gra w kolory, Marzeny Rogalskiej. Jak zmęczyła mnie ta książka! Bardzo słaba, nie wiem czemu, ale spodziewałam się zdecydowanie czegoś lepszego. Taki męczący misz masz. Czekałam na koniec tej historii, jak na wybawienie. Nie potrafiłam polubić żadnego bohatera, ani odnaleźć się w gąszczu dialogów i opisów.


Jeśli umiesz już dawać, to naucz się czasem brać.

Teraz coś, co mogę polecić!

Osobni, Katarzyna Franus. Jest to debiut, który nie ustrzegł się kilku błędów, ale w ostatecznym rozrachunku to naprawdę solidna i warta przeczytania książka.
Jej wielkim plusem jest to, że jest to surowa historia, pokazująca trudne życie dwojga ludzi. Kinga i Mateusz, ludzie w pewnym wieku, z sukcesami zawodowymi na koncie, ale z pogmatwanym życiem osobistym. Ukojenia ona szuka w górach, on trafia tam przypadkiem. I teraz, jeżeli liczycie na to, że poznali się na szlaku i zeszli z niego zakochani, to się mylicie. Ta książka pokazuje wszystkie lęki bohaterów, ich wątpliwości, rozterki, ograniczenia i walkę z własną głową.
To książka o ludziach, którzy chcą być blisko, ale jednak są osobno.
To nie jest ckliwy i łzawy romans. To książka o dojrzewaniu i budowaniu zaufania. Nie tyle do innych, co do samego siebie.
Bardzo udany debiut!

Kingę od dawna korciło, żeby wyruszyć w trasę bez żadnego planu. Bez żadnej mapy z chronologią przyszłych wydarzeń. Żadnych konkretów. Żadnych odgórnych ustaleń. Tylko kierunek był oczywisty. Południe. Tam, gdzie góry.

W maratonie życia, Anna H., Niemczynow. Powiem tak, niesamowicie podobała mi się ta książka. Ale miałam ochotę główną bohaterkę wsadzić pod lodowaty prysznic i nią solidnie potrząsnąć.
Matylda od dziecka desperacko pragnęła miłości i akceptacji. Chciała szybko założyć swoją rodzinę, tak inną, od jej własnej, dysfunkcyjnej. Nie brakowało w niej pieniędzy i możliwości, ale brakowało czasu dla dziecka. Brakowało miłości i czułości.
Matylda szybko wychodzi za mąż i rodzi synka. Ale rzeczywistość nie jest bajkowa, wręcz przeciwnie. Na drodze Matyldy, zamiast niedzielnych śniadań, długich spacerów i rodzinnego szczęścia, stają niezrozumienia, zdrady, niepewność jutra. Młoda kobieta, nie tak wyobrażała sobie życie. Brakuje jej oparcia w mężu i jego miłości. Kiedy dziewczyna idzie do pracy, poznaje miłego i romantycznego nauczyciela wuefu…
Jakie szczęście, że Matylda ma kochającą babcię, która służy jej wsparciem, dobrym słowem i pomocą. Dzięki niej udaje jej się przetrwać najgorsze burze.
W maratonie życia, to rozliczenie 30 latki z jej przeszłością. To coś w rodzaju spowiedzi i odpuszczenia sobie grzechów. Czyta się świetnie. Polecam by dać się porwać temu maratonowi i pobiec przez życie Matyldy, razem z nią.

Urosły mi zbyt wielkie skrzydła, abym mogła racjonalnie stąpać po ziemi. Janek wykorzystywał każdą chwilę na to, aby pokazać mi, jak może wyglądać związek między dwojgiem kochających się ludzi.

Poszukiwacze muszelek, Rosamunde Pilcher. Kojąca, to najlepsze określenie dla tej historii. Otula czytelnika, spokojem, lekkością i nostalgią. Opowieść płynie powoli, przenosi nas do przeszłości i pokazuje teraźniejszość. Życie Penelopy Keeling, wydaje się uporządkowane. Ale to pozory. Jej przeszłość jest barwna i zaskakująca. Nawet dla trójki dzieci Penelopy.
emerytka czerpię z życia radość i chłonie je różnymi kolorami. Tak jakby chciała wymazać to co było szare, nijakie, a czasem czarne z żalu i rozpaczy.
Bardzo dobrze czytało mi się tę książkę, i śmiało mogę ją polecić, jako książkę, która koi i dodaje nadziei.

Kiedy wy dwoje jesteście razem, w powietrzu jest tyle elektryczności, że wystarczyłoby na burzę z piorunami.

Isabelle Broom, Moja magiczna Praga. Ta książka może być swoistym przewodnikiem po Pradze. Dla tych, którzy znają to miasto, będzie to sentymentalna wycieczka. Dla tych, którzy nigdy tam nie byli, okazja by poznać i zakochać się w Pradze.
„Trzy pary”, trzy zupełnie różne historie, które łączą się w jednym hotelu w Pradze. Miłość, przyjaźń, i piękne wspomnienia. Do tego dużo tęsknoty i niepewności. Pięcioro bohaterów, którym miasto pisze swój własny scenariusz.
Chociaż akcja dzieje się zimą, to miło ja przeczytać nawet latem. Kojąca, urocza, choć chwilami smutno chwyta za serce.
Polecam!

Żałowała, że nie może sięgnąć po przeszłość i chwycić wspomnień obiema dłońmi, rozłożyć ich gdzieś w bezpiecznym miejscu jak zasuszonych kwiatów, żeby móc do nich wracać, kiedy się ma ochotę.

Angielskie lato, Małgorzata Mroczkowska. Książka z dużym, ale to naprawdę dużym potencjałem. Pełna tajemnic, niedomówień, tęsknoty i nagłych emocji.
Anna i Walter to zgrane małżeństwo, szczęśliwie wiodą swoją życie, zarówno to osobiste, jak i zawodowe. Telefon od przyjaciółki Anny, przynosi jednak ogromne zmiany w życiu bohaterów…
Kiedy umiera matka Waltera, Anna podejmuje się remontu. Tak się składa, że syn wspomnianej przyjaciółki, szuka pracy. Anna proponuje więc Wojtkowi, i jego dziewczynie pracę przy remoncie. Młodzi zarobi, a Anna i Walter łatwiej sprzedadzą odświeżony dom.
Przyjazd „młodych” to początek dramatu, ale i pięknej historii. Życie z dala od Londynu, nad morzem, w otoczeniu o połowę młodszych gości, będzie przełomowe dla życia Anny….
Szkoda tylko, że historia nagle się urywa i zdecydowanie brakuje kilku, kilkunastu zdań wyjaśnień autorki, co dalszych losów bohaterów.

Chwila zawsze trwa za krótko, za płytko, za cicho.

Widzę cię, Mary Burton. Wyjątkowo solidny Thriller, który sam się czyta. Obfituje w moc akcji, napięcia i niepewności. Solidnie skonstruowana fabuła, wartka akcja, i świetnie nakreślone postaci – to czyni z tej książki, pozycję godną polecenia, po prostu każdemu!
Główną bohaterką jest Zoe. Zoe Spencer jest agentką, która zajmuje się odtwarzaniem twarzy ofiar, przy pomocy pozostałości czaszki. Zostaje wezwana do odnalezionych w skrzyni kości, po zmarłej niemal 20 lat temu dziewczynie. Okazuje się ona zaginioną dziewczyną, o której losach nikt nie wiedział od prawie 20 lat. Znalezisko dziwnie łączy się w nowymi morderstwami i atakami na kobiety. Tragedia dzieje się również w domu siostry, zmarłej dziewczyny.
Czy policja odnajdzie zabójcę sprzed lat? I to teraz zakłóca cenny spokój miasta?
Poszukajcie odpowiedzi!

Najlepiej funkcjonowała w stanie cierpienia.

Ścieżka dźwiękowa- Quiet Riot – Cum on feel the noize

Papierowe przemyślenia

„Miłość jest nie tylko uczuciem,
nie jest wzruszeniem ani zakochaniem się.
Jest dojrzewaniem, troską i wzajemną
odpowiedzialnością
za siebie.”

I tak, minął rok! Rok temu, dokładnie o tej porze, szykowałam się do tego wydarzenia, które zwało się nazywać sakramentem małżeństwa. I to już rok…

Czy coś zmieniło? Z jednej strony nic się nie zmieniło, z drugiej zaś, zmieniło się wszystko. Jesteśmy rodziną. Niby na papierze, bo przecież bez papierka, też można tworzyć rodzinę. Aczkolwiek, dla mnie osobiście, ten papier, był naprawdę ważny. Papier, sakrament, podpisy pod urzędowym dokumentem. To była ważna deklaracja, wobec siebie, Najwyższego i kilkudziesięciu świadków. Wiecie, nie jestem naiwna, nie mam 16 lat, nie wierzę we wróżki, wiem, że sama deklaracja i podpis, niewiele znaczą. Wiem, że to samo z siebie się nie uda i w ogóle, sam fakt, wzięcia ślubu, nic nie znaczy, bez pracy nas obojga. Ale ta deklaracja, pokazała mi, że traktujemy się poważnie i naszą relację, chcemy prowadzić to życie razem i razem przez nie iść. Że nie boimy się publicznie powiedzieć, że od dziś razem i na wieki i wieków. W zdrowiu i w chorobie. W niedostatku i w radości. Po prostu razem.

Dla mnie, osobiście, była to bardzo ważna chwila. I taki symboliczny moment założenia naszej małej rodziny. Jako żona czuję się świetnie. Jakoś tak dojrzalej i bardziej świadomie. Cieszę się, że jesteśmy małżeństwem. Że nie mieliśmy obaw i wątpliwości, że to po prostu był naturalny i kolejny krok. Tylko tyle, i aż tyle. No, może jeszcze to, że czujemy się jakoś tak, jakby silniejsi. Czy to magia obrączki?

Przez ten rok przyzwyczaiłam się do słowa – mąż i żona. Dzień po dniu, budujemy naszą rodzinę i jest nam naprawdę świetnie. Nasze kociaki są dopełnieniem naszej paczki. Codzienność nie zawsze jest bajkowa, ale to piękne móc na kogoś aż tak liczyć i wiedzieć, że ktoś za tobą zawsze stoi. Wspiera, popycha do przodu i wierzy w ciebie. Razem jakoś łatwiej znosić kolejne podwyżki rat kredytu hipotecznego!

Z wielką czułością wspominam dzień sprzed roku. Te emocje wciąż są we mnie, co do jednej. Wszystkie wspomnienia trzymam głęboko w sercu, pielęgnuje je i wzmacniam. I wracam dzień w dzień…

Jest naprawdę dobrze. I niech to trwa.

Ścieżka dźwiękowa- Budka Suflera – Szaro szary film

Kosmetycznie

Sielanka, krem do rąk jeżynowy. Skusił mnie zapachem, ale wiecie co? Po jakimś tygodniu ten zapach mnie zabijał, słodko-mdlący. Bardzo cukierkowy, mogłam go używać, tylko przy otwartym oknie. No dobrze, zapachem zabił mnie już wcześniej, chyba po dwóch dnia miałam go lekko dość. W dodatku jego działanie było hmm, nijakie. W zasadzie działał jak woda, nie zauważyłam tak naprawdę by w jakikolwiek sposób nawilżał dłonie, bądź poprawiał ich wygląd. Ot, kremik którego zapach raz na jakiś czas, przeniesie w letnie okolice. Ale trzeba go używać bardzo, ale to bardzo rzadko. I raczej nie jako krem do rąk, a poprawiacz humoru. Jestem zdecydowanie na nie. Na szczęście krem nie był drogi, więc rozstałam się z nim bez żalu i wylanych łez.

Celia, olejkowy balsam do ust, granat. Przyznam szczerze, kupiłam go, bo zaciekawiła mnie formuła, zapach i cóż, cena! Jestem maniaczką produktów do ust, i kupuję je, wydawać by się mogło, na okrągło. Zaraz zdradzę Wam mój sekret. Nigdy nie zużywam takich produktów do końca, po prostu nałogowo je gubię! Rano mam w torebce, a po dwóch godzinach bach, balsam znika. A, że jestem uzależniona od nawilżania ust, to potrafię wybiec do sklepiku, i kupić coś na szybko, bo przecież nie wytrzymam! Ot, i cały sekret. Ten balsam bardzo mi podpasował, idealnie się rozprowadzał, pięknie pachniał i smakował owocami. Dawał połysk, niczym błyszczyk, do tego na długo nawilżał usta. Niestety, zgubiłam go po niecałych dwóch tygodniach. Wielka to szkoda!

Only Bio, Anti Acne serum do twarzy. Kupiłam je w Rossmannie, miało dobrą, bo promocyjną cenę. Skusiło mnie działanie i dość sporo pozytywnych recenzji o samej firmie. No i cóż… Nie było szału. Serum jest dość galaretowate- nie wiem, czy to tylko mój egzemplarz, czy to ogół. Mimo wszystko dość szybko się wchłania. Jeżeli chodzi o działanie, to jak dla mnie jest średnie. Owszem, świetnie wysusza cerę, ale to jednocześnie zarzut. Z jednej strony koi stany zapalne i matuje cerę, ale robi to kosztem nawilżenia. Moja skóra zaczęła wyglądać dużo gorzej po używaniu tego serum. Nie zużyłam do końca. A szkoda. Bo serum ma wspaniałe, bardzo higieniczne opakowanie z pipetą, błyskawicznie się wchłania i w promocji ma świetną cenę. Ale cóż, nie ma między nami chemii.

Be Bio, balsam do ciała wiśnia/chia. Miałam go kiedyś i miałam pozytywne wrażenia, piękny zapach i dobre działanie. Chętnie więc do niego wróciłam. Nie wiem czy popsuła się formuła, czy skład, czy co się stało, ale ten balsam okropnie mnie uczulił. Przez tydzień, po ostatnim użyciu, okropnie swędziało mnie całe ciało, i wyskoczyła wysypka. Kiedy po jakimś czasie zrobiłam test i użyłam go na małym kawałku ręki, po kwadransie pojawiło się ponownie okropnie swędzenie, balsam więc wyrzuciłam i nigdy już do niego wrócę. Kompletnie nie wiem co się stało i dlaczego teraz mnie uczulił. Może to jakaś trefna partia? W każdym razie nie będę mu dawać kolejnej szansy. I zdecydowanie nie polecam!

Ścieżka dźwiękowa- Beta Radio – First Began

Minął lipiec. Książkowo.

W lipcu naprawdę dużo przeczytałam, na liczniku 21 książek. Także jest co oceniać, polecać, albo wręcz przeciwnie. To co? Zaczynamy!

Zaczynamy od książek, które nie zdobyły mojej wielkiej sympatii.

Kate Morton, Córka zegarmistrza. Obiecywałam sobie wiele, ale nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Owszem, to dalej ładnie napisana książka, bardzo tajemnicza, obiecująca. Ale mnie w ogóle nie wciągnęła. A najbardziej rozczarowało mnie zakończenie. Bardzo spłycone i naprawdę nijakie. Męczyłam się z tą książka, i naprawdę się cieszyłam, kiedy nadszedł koniec.

Bycie rodzicem to pestka-…-To jak z opaską na oczach sterować samolotem, który ma dziury w skrzydłach.

Rozczarowałam się też Zatoką Tajemnic, Rosanny Ley. Przyznam szczerze, nie zachwyciła mnie ta książka. Miałam duże nadzieje, ale nie wyszło. Książka dawała obietnicę wielkiej tajemnicy i zagadki. Ale druga połowa książki jest niesamowicie rozwleczona, przegadana i w zasadzie się urywa. O czym jest? Bohaterkami są Julia i Ruby. Jedna to hiszpańska zakonnica, druga to 35 latka z Anglii, która odkrywa, że została adoptowana. Ruby rusza w podróż, w poszukiwaniu korzeni.
Spore rozczarowanie, szczególnie tą drugą częścią książki.

to typowe dla współczesnego świata, żeby najpierw myśleć o tym co niedostępne i zabronione, zamiast cieszyć się tym, co osiągalne i ważniej…

Adam Silvera, Nasz ostatni dzień. Książka zbiera dobre, ba, bardzo dobre recenzje. Aczkolwiek mnie nie porwała. Adam Silvera przedstawia historię Rufusa i Mateo, którzy dostają wiadomość, że dziś umrą. Mają przed sobą ostatni dzień życia. Dwójka nieznajomych, staje się swoimi Ostatnimi Przyjaciółmi. Książka wiele obiecuje, kończy się zbyt szybko, jakby autorowi zabrakło papieru na dalszą opowieść.
W zasadzie całość sprowadza się do dość banalnych wniosków- żyj tak, jakby każdy dzień był tym ostatnim. Korzystaj z życia i doceniaj przyjaźnie.

Lepiej żyć, marząc o śmierci, niż umierać, marząc o wiecznym życiu.

Wyznanie, Jessie Burton. Czy to jest najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku? Tak wygląda.
To piękna historia, której bohaterkami są trzy kobiety. Connie, Elise i Rose. To historia o miłości, braku zrozumienia, chęci akceptacji. To książka o wielkim pogubieniu, młodości, naiwności, szukaniu siebie. To opowieść o wielkich emocjach, nieprzemyślanych decyzjach i błędach jakie popełnia każdy z nas.
Jessie Burton opowiedziała piękną i ponadczasową historię. Niewiele jest pisarek, które tak lekko i tak pięknie, potrafią pisać. Które aż tak czarują czytelnika. To zupełnie inna książka niż debiutancka Miniaturzystka. Osobiście wyjątkowo mnie zaskoczyła i niesamowicie wciągnęła. Nie mogłam się oderwać. Śledziłam losy bohaterek, kibicowałam Rose w walce o siebie. Złościłam się na naiwność Elise. Odrzucał mnie chłód Connie. Mimo to każda z bohaterek stała mi się bliska.
To książka, którą naprawdę warto poznać, zagłębić się w jej piękno i dać się porwać nurtowi tej historii.

Każda kobieta zasługuje na prawo do porażki, lecz otrzymują go tylko nieliczne – pisała. – To bowiem wielki przywilej móc katastrofalnie zawieść i otrzymać drugą szansę, jakby nic się nie stało. Mężczyźni robią to nieustannie, a jeśli są poddawani krytyce, to zawsze jako jednostki. Mam na myśli polityków, biznesmenów, ba nawet morderców. Białe diabły, które niszczą świat. Oczywiście kobiety też potrafią być diabłami. Kiedy jednak kobieta doznaje porażki, zwykle robi to w imieniu całej swojej płci, jakbyśmy tkwiły w jednym ciele. Dlaczego nam nie wolno niczego spieprzyć?! Bojaźń jest w życiu kobiet plagą szarańczy!

Diane Setterfield, Czarne skrzydła czasu. Jak dla mnie ta książka jest przepiękna. Opowieść wręcz płynie, jest piękna, spokojna, pełna wdzięku, umiłowania każdego słowa i szacunku dla czytelnika. Tak, ci co liczą na wielkie zwroty akcji i niesamowite emocje, mogą się solidnie rozczarować. Mnie jednak ta książka szczerze zachwyciła i zapewniła wiele pięknych wieczorów…
William to niezwykłe dziecko. Od małego wykazuje wielkie talenty, opanowanie i skłonność do przyswajania wiedzy. Mimo rodzinnej hańby, jaką dzierży jego ojciec, jego stryj pokłada w nim wielkie nadzieje. William pracuje z nim w fabryce, wynosząc ją na zupełnie inny poziom.
W osobistym życiu, William doznaje wiele szczęścia. Ma przepiękną żonę i cudowne dzieci. Jak na swoje czasy, rodzina odniosła wielki sukces. Ale wtedy daje o sobie znać przeszłość. A ta przeszłość to strzelanie z procy i zabicie czarnego jak noc kruka. Od pewnego czasu, kolor czarny zasnuje życie Williama….
To książka o pożegnaniu, wielkiej stracie, ciężkiej pracy. Akcja toczy się wolno, a czytanie tej książki, to prawdziwa czytelnicza uczta!

Jak mierzyć stratę? Jak liczyć, ważyć, oceniać smutek?

Jess Ryder, Tylko jedna noc. Amber w teorii ma wszystko. Cudownego męża, piękne mieszkanie i wymarzoną córeczkę Mabel. Ma też olbrzymie wyrzuty sumienia, bo nie cieszy się macierzyństwo. Amber ma depresję poporodową, ale wstydzi się do tego przyznać. Aby odciążyć Amber, jej siostra Ruby, przejmuje małą Mabel na jedną noc. Amber z mężem mają odpocząć, spędzić razem czas i oderwać się od codzienności. Jedna noc, a tyle zmian w ich życiu!
To niesamowicie wciągający thriller, od którego nie można się oderwać. Autorka wyciąga na światło dziennie, kolejne kłamstwa i tajemnice. Nic nie jest oczywiste, ani takie jakim się wydaje. Akcja pędzi i nie pozwala odetchnąć.
To bardzo solidna książka. Gwarantuje niesamowitą dawkę emocji. Wciąga, angażuje czytelnika w rozwiązanie zagadki. I faktycznie do samego końca trzyma w napięciu!

Magdalena Witkiewicz, Cześć, co słychać. Zuza jest u progu 40 urodzin. Ma męża, tego samego od 15 lat, Wojtka. Jej rodzinę dopełniają dwie córeczki, Iga i Pola. Zuzę i Wojtka łączy dom, rodzicielstwo, codzienność. Oczywiście jest między nimi miłość, ale nie ma co ukrywać, po tylu latach nie ma już tego ognia, pasji i namiętności. Zamiast nastoletnich uniesień, jest stabilizacja, pewność, poczucie bezpieczeństwa.
Jeden post koleżanki, znaleziony w sieci, jedno spotkanie w gronie czterech licealnych przyjaciółek. Niby nic, ale wróciły wspomnienia i chęć powrotu do lat minionych. Do emocji i miłości, która paliła policzki i wywołała dreszcze. Tą miłością dla Zuzy, był Paweł. Ich losy dawno temu przekreślił los. Ale dziś można wysłać mu wiadomość. Taką niewinną i przyjacielską…
Cześć co słychać?
Jedna wiadomość budzi dawne demony, emocje i pasję. Czy Zuza zaryzykuje rodzinne szczęście, czy w porę się opamięta?
Koniecznie przeczytajcie tę książkę. Pokazuje bowiem jak łatwo można zmienić swoje życie o 180 stopni, ale czy na lepsze? Czy można dwa razy wejść do tej samej rzeki? Czy naprawdę miłość to tylko dzika namiętność?
Zdecydowanie daje do myślenia!

Wiesz. On raczej jest taką wygodną, swojską wysiedzianą sofą. Z licznymi plamami po kawie i pękniętą sprężyną. Ale jest mój. – Stare meble się wyrzuca – powiedziałam. – Ale nie takie. To mebel dobrej klasy. Może go już nie lubisz tak bardzo jak kiedyś, może wnerwia cię, bo sprężyna wbija ci się w tyłek. Ale każda plama ma swoją historię. Nie pozbędziesz się go, bo masz do niego sentyment. Poza tym…-dodała po chwili. – Nie miałabyś już na czym usiąść. I byłoby ci bardzo niewygodnie.

Sue Watson, Kobieta z sąsiedztwa. Wow, czytałam naprawdę z zapartym tchem. Świetna intryga, bardzo solidny thriller, który trzyma w napięciu, żongluje emocjami i nie pozwala odłożyć książki ani na moment. Książkę przeczytałam w jeden dzień! Nie mogłam się od niej oderwać ani na krok.
Matt i Lucy są małżeństwem. Bardzo się kochają, wspierają i razem walczą z bezpłodnością. Ich sąsiadką zostaje pogodynka, lokalna gwiazda, Amber.
Lucy i Amber bardzo się zaprzyjaźniają. Aż za bardzo… Ich relacja staje się toksyczna. Nakręca ją prześladowca Amber. Kobieta czuje się ofiara stalkingu, nie czuje się pewnie we własnym domu i przeprowadza do przyjaciółki. Niezbyt cieszy się Matta, który nie darzy Amber przyjaźnią. Sprawa komplikuje się, kiedy podejrzenia o stalking spadają na Lucy…
Bardzo polecam tę nieoczywistą i zaskakującą książkę.

Choć Amber jest piękna, zamożna i ma udaną karierę, szczerze jej współczuję, bo tak naprawdę pragnie ona tego samego co każdy – kochać kogoś, kto i ja kocha, a ja to właśnie mam.

Guilaume Musso-Sekretne życie pisarzy. Jeżeli miałabym opisać tę książkę jednym słowem to byłoby to słowo- Pogmatwana. I uwaga, jest to pozytywny kontekst. Ta książka jest pogmatwana, lawirująca pomiędzy prawdą a literackim kłamstwem, które dzieje się w tej historii. Mąci, gnębi czytelnika, sprawia, że granice pomiędzy jawą i snem, wyraźnie się zacierają.
Historia snuje się wokół pisarza, który nagle zakończył karierę i zaszył na wyspie. Nie pisze, nie chce wrócić na sam szczyt. Zniknął z życia publicznego. Tropem Nathana, rusza młoda kobieta. Ma dla niego niesamowitą historię, której podstawę daje stary aparat fotograficzny. Co wyniknie ze spotkania pisarza i Mathilde? Koniecznie musicie przeczytać.
To piękna, tajemnicza i naprawdę zagmatwana książka, która daje ogrom przyjemności.

Jak narkoman kochałem te chwile, gdy fikcja włamywała się w codzienność. To z tego powodu tyle czytałem. Nie żeby uciec od życia w świat wyobraźni, ale żeby wróci do życia zmieniony dzięki lekturom. Bogatszy o doświadczenia z wyimaginowanych podróży, o spotkania z wyimaginowanymi ludźmi, gotowy, by skorzystać z tego bogactwa w życiu codziennym.

Joy Fielding, Martwa natura. To jest bardzo przyzwoita książka. Mogłaby być naprawdę świetna, ale ma kilka drobnych wad. Największą jest podanie rozwiązania w połowie książki. Zabiło to we mnie nieco ciekawość. Owszem, akcja dalej się toczy, i jest nawet napięcie, ale mi osobiście to wyjątkowo przeszkadzało. Wolałabym więcej niewiadomych i więcej napięcia. Jeszcze więcej!
Narratorką książki, jest Casey. Kobieta, która po spotkaniu z przyjaciółkami pada ofiarą okropnego wypadku. Od tego czasu pozostaje w śpiączce. Wraca jest słuch i świadomość. Ale o ile umysł ma jasny, to jej ciało odmawia współpracy. Casey nie widzi, nie mówi, nie może ruszać swoimi kończynami.
Otoczona rodziną i bliskimi, kochającymi ją ludźmi, ma wracać do zdrowia, albo raczej do życia. Ale jedno nie daje jej spokoju, czy to na pewno był tylko wypadek? Czy komuś zależy na jej życiu? I do czego ten ktoś będzie zdolny? Mimo wad, książka naprawdę mi się podobała. Był potencjał na coś wielkiego, wyszło bardzo solidnie, ale i tak, warto ją polecić na letnią lekturę.

,,Chodzi o to, że nad naszym życiem nie mamy żadnej kontroli, nie panujemy nad nim. Nie mamy żadnych gwarancji i nigdy nie będziemy wiedzieć, co się w naszym życiu wydarzy, co nas czeka. Lecz mimo to nie możemy poddać się ślepemu losowi i być całkowicie bierni. Istota rzeczy polega na tym, że niezależnie, jak bardzo jesteśmy omylni i ułomni, nie możemy się losowi oddać, musimy otwierać się na innych…”

Ścieżka dźwiękowa-PJ Harvey – Near the Memorials to Vietnam and Lincoln