Minął miesiąc. Wrzesień.

I minął wrzesień, zaczęła się jesień. Minął już ten wrzesień całkiem dawno, prawie połowa października, a ja dopiero podsumowuję wrzesień. Wstyd!

Tegoroczny wrzesień to deszcz, zimno, czas czapek i tych ciepłych jesiennych kurtek. Jak nie deszcz, to wiatr. Jak nie ulewa, to szarość i zimnica. I tak przez 90 % tego miesiąca. Początek był ładny, miałam , a w zasadzie mieliśmy sesję zdjęciową poślubną. Dwóch fotografów, a wyszło tak, że nie sprawdzili w jakich godzinach czynny jest skansen, gdzie ma być sesja. Także tego, pocałowaliśmy klamkę. Z drugiej strony to dziwne, że od września skansen w niedzielę jest czynny do godziny 16! Mówimy tutaj o dniu 4 września, dniu ładnej pogody, dniu pełnym słońca. Jako, że byliśmy na Kaszubach, mieliśmy sesję kaszubską, aczkolwiek odrobina rozczarowania we mnie się pojawiła. Ale zniknęła w dniu kiedy dostaliśmy zdjęcia ze ślubu i wesela. Pojawiły się u nas błyskawicznie, 3 tygodnie po ślubie. Ciągle do nich wracam i mam do nich ogromny sentyment! Moim skromnym zdaniem wyszły pięknie, ale to już zasługa idealnej fotografki, z wielkim talentem i sercem do pracy.

We wrześniu chętnie chodziłam do kina, byłam tam dwa razy. Nasze rodzime filmy, naprawdę są świetne i warto wspierać naszą filmografię. Mam jeszcze w planie dwa kolejne tytuły, ale to kiedy indziej. O ile znajdę czas i nie zamkną kin. W każdym razie wyjścia do kina to świetny pomysł kiedy na dworze była jesień w pełni, chociaż w kalendarzu wciąż lato.

We wrześniu zakładałam już czapkę i rękawiczki. A to dlatego, że poranki witały mnie 2-3 stopniami. Czapkę musiałam zakupić, bo zgubiłam moją idealną jesienną czapę. Nieco za nią tęsknię, ale nowa nie jest taka zła. Aczkolwiek nie nosiłam chyba nigdy we wrześniu czapki.

Cały wrzesień czekałam na wyjazd w Bieszczady, i ostatniego dnia września w końcu wyruszyłam, chociaż tego dnia trafiłam do Zamościa by szerzyć weselne wspomnienia. Mimo nawału pracy, udało się wyjechać i cieszyć wspólnym czasem. Od jakiegoś czasu uwielbiam długie jazdy autem. Nadrabiam wtedy czytanie 🙂

We wrześniu niezbyt wiele spacerowałam. Bo i pogoda, i brak czasu i coraz szybsze wieczory-podczas popołudniowego spaceru po Gdyni, odkryłam ze zdumieniem, że to nie jest 21.30, a dopiero 19!. Ale kilka razy udało mi się zajść nad morze, wypić pierwszą pumpkin latte i cieszyć słońcem. Albo chociaż brakiem deszczu. Zakochałam się za to w lawendowej herbacie i zbożowej kawie po południu. Znalazłam też kartonik kokosowych pralinek, które za 3 dni kończyły termin ważności. Podjęłam wyzwanie i zjadłam wszystkie w 3 dni. Brawo ja.

Upiekłam kilka świetnych ciast. Jedno zaniosłam na do przyjaciół i rozdałam 4 przepisy na prosty jabłecznik. Od jakiegoś czasu najlepiej wychodzą mi najprostsze ciasta, które robię jakby mimochodem. Te zyskują największe uznanie i znikają błyskawicznie. Opracowałam sobie szybką kuchnię, bo ciągle cierpię na brak czasu.

Wrzesień to planowanie remontu i dużo siedzenia na projektem kuchni. Spotkania ze stolarzami, latanie po sklepach i szukanie idealnego okapu. Meble się tworzą, sprzęty są, zostało czekanie na nową kuchnię. Nie mogę się doczekać, bo sama wszystko sobie zaprojektowałam. Ale wiadomo jak dziś jest, na wszystko się czeka. Okazuje się,że mój zlew jest robiony na zamówienie, a to stolarz ciągle czekał na materiały. W efekcie pół miesiąca mieszkałam z kartonami pełnymi sprzętów. W sumie wciąż mieszkam. Ale za to przemalowaliśmy sypialnię, ze zwykłej białej, stała się granitową białą, czyli wpadającą w odrobinę szarości. Poszło to mega sprawnie, uwielbiam malowanie! Myślę, że mogłabym to robić zawodowo.

Największą wrześniową zmianą, było pojawienie się Frani. Malutka, prześliczna, ale wymagająca kotka. Malutka, mimo szczepienia, zachorowała na szczątkowy koci katar. Kosztowało mnie to tydzień, kiedy to kompletnie nie spałam, bo inhalowałam malutki zatkany nosek. Dodatkowo Frania została porzucona przez matkę, cierpi na chorobę sierocą. Budzi mnie w nocy po 4-5 razy, domaga się głaskania, przytulania i pełni uwagi. Musi ze mną spać, a raczej na mnie. Odkąd Franusia jest z nami, nie przespałam ciurkiem żadnej nocy. Ale nie żałuję, bo Franeczka, chociaż szalona, daje nam masę miłości. Jest bardzo dzielna, pełna radości i oddania. Ma najpiękniejsze oczka na świecie!

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode – Get the Balance Right

Minął sierpień. Książkowo

Ile w sierpniu książek na liczniku? Wybiło 18. Sporo, zważyszy na ilość zadań. Ale marna pogoda sprzyjała domowym wieczorom z książką, a potem dwie podróże po 10 godzin, było kiedy czytać!

Zacznę tradycyjnie od rozczarowań, będzie to książka, która gościła na wielu blogach i profilach społecznościowych. Bo ładna okładka, bo gwiazdy polecają treść. Zachwytom nie było końca! Książkę dostałam na urodziny, ale dopiero po nią sięgnęłam. O ile uwielbiam felietony Natalii De Barbaro, to książka mnie rozczarowała. Jej treść niczego nowego nie wniosła do mojego życia, i raczej nie została moją Czułą Przewodniczką po życiu. Jako, że od zawsze interesuję się psychologią i własnym rozwojem, cała treść wydała mi się lekko wtórna i dobrze znana. Owszem, jeżeli to kogoś pierwsza pozycja z samorozwoju i psychologii, z pewnością będzie zadowolony, może nawet zafascynowany jej tematyką. Ja nie znalazłam tutaj nic, co powtarza się od lat w kobiecych poradnikach. Dbaj o siebie, bądź sobą, nie bój się poświęcić sobie czasu i bądź dla siebie dobra i wyrozumiała.
To książka mądra, z ładną okładką, którą warto się chwalić na Instagramie. Natomiast nie jest to przełomowa pozycja i pewnie wiele osób, czytało lepsze i bardziej rozwojowe pozycje.

Nie wybieramy tego, co dostajemy –
możemy natomiast choć trochę wybrać, jak postąpimy z tym,
co dostałyśmy.

A co polecam?

Jenifer Steil, Rok w Jemenie.

Powiem szczerze, świetnie się czytało tę książkę. Szczera, prawdziwa, przybliża życie w tak odległym Jemenie. To historia dziennikarki Jennifer Steil, która przez rok prowadziła w Jemenie gazetę. Musiała zmierzyć się ze światem nieprzyjaznym kobietom, ze światem pełnym religijnych nakazów i nieprzewidywalności jutra. Świat z książki, to świat, gdzie pracuje i żyje się inaczej. Ale w smakach i kolorach tego świata, z pewnością można się szczerze zakochać! 

Blef, S.K. Barnett

Jenny zaginęła w wieku 6 lat. Po 12 latach wraca do domu.
Tak zaczyna się tak historia. Wracamy do wydarzeń sprzed lat, dlaczego Jenny zaginęła na swojej ulicy w biały dzień? Czy łatwo jest nawiązać zerwane więzi? I dlaczego brat Jenny, Ben nie wierzy, że dziewczyna jest jego siostrą?
To historia pełna napięcia i emocji. Świetne zakończenie potęguje emocje. Świetnie się czytało!

Świat stał się czarny. Czarny jak sen. Czarny jak nicość. Czarny jak śmierć

Głos z zaświatów, Bernard Werber

Genialny pomysł na książkę!
Gabriel pewnego dnia budzi się i dokonuje szokującego odkrycia. Dowiaduje się, że zmarł zdecydowanie przedwcześnie. Bardzo go to gnębi, z pomocą medium chce dowiedzieć się dlaczego musiał umrzeć, a jednocześnie rozlicza się z życiem.
To książka poniekąd kryminalna, bywa szczerze komediowa, psychologiczna i solidnie z pogranicza fantastyki i mistycyzmu. Całość dała wprost fenomenalny efekt. Połączenie dwóch światów, masa emocji i sporo refleksji. Tę niezwykłą podróż Gabriela, czyta się jednym tchem!

W rzeczywistości moje życie ominęło mnie, ponieważ uważałem, że mam jeszcze czas. Teraz, kiedy zaskoczyła mnie śmierć, uświadamiam sobie, że czekałem zbyt długo z dokonaniem rzeczy ważnych.

Zmyślenie, Jess Ryder

Jedna z najbardziej wciągających historii, jakie ostatnio czytałam! Pełna zwrotów akcji i niesamowitego napięcia. Ne sposób się od niej oderwać, jak dla mnie to idealny thriller!
Stella kupuje dom. Wydaje się jej idealny, chociaż wymaga generalnego remontu. Jack, partner Stelli jest przeciwny tej transakcji. A tym bardziej wtedy, kiedy na progu domu staje Lori, posinaczona i zakrwawiona kobieta, która błaga by nie wzywać policji. Jakie tajemnice kryje nowy dom Stelli? Czy w spokojnej, nadmorskiej miejscowości da się odzyskać spokój?
Nie moglam się oderwać od historii Stelii i powolnego odkrywania tajemnic starego domu z wieżyczką,. Zmyślenie to historia o przemocy w rodzinie, o strachu, braku zrozumienia i wielkich tajemnicach, które kryją się za ładnymi drzwiami…. 

Jak długo to będzie się ciągnąć? Jak długo będzie ponosiła karę za jedną lekkomyślną rzecz, którą zrobiła, gdy miała zaledwie piętnaście lat?

Agata Przybyłek, Droga, którą przeszłam

Opowieść o Alicji i Stefanii.
Alicja to młoda, wykształcona i zadowolona z życia kobieta. Ma świetnego męża i próbuje zapomnieć o bolesnej stracie.
Stefania to niechciane i niekochane dziecko. Cierpi, tęskni za miłością i czułością matki. Jej życie, dzieciństwo i młodość to wieczne cierpienie i próba bycia idealną córką.
Dwie różne perspektywy, łączy je miejsce. Dworek, który kryje okropną i bolesną tajemnicę. To książka, wobec której nie przejdzie się obojętnie. Jest bardzo emocjonalna. Ale i pięknie napisana, porusza i rozczula

„Człowiek ma niesłychane możliwości przystosowania się do każdych warunków, więc w końcu i ja poradziłam się ze swoim losem”.

Córka piekarza, Sarah McCoy

Bardzo wzruszająca historia. Reba ma napisać artykuł o świętach. Trafia do niemieckiej piekarni, którą prowadzi Elsie z córką Jane. Odwiedziny w piekarni, zmieniają życie trzech kobiet. Rodzi się między nimi wspaniała relacja. Jednocześnie poznajemy przeszłość Elsie, której młode lata przypadały na czas wojny.
Cudowna, pełna ciepła historia. Naznaczona wojenną traumą. Pięknie łączy teraźniejszość i przeszłość. Trzy różne kobiety, a wszystko łączą cudowne bułeczki, pachnące chlebki i pączki. Ta książka pachnie spokojem, domem i szczęściem. Mimo wszystko

Miłość polega na małych rzeczach, codziennej trosce, czułości i wybaczaniu.

Ścieżka dźwiękowa- Krzysztof Zalewski- Miłość, miłość

Minął miesiąc. Sierpień.

Ach, co to był za miesiąc! Wiadomo, zdeterminował go temat ślubu. Ostatnie przygotowania, masa pracy, miliony tematów do ogarnięcia. Do tego intensywny czas w pracy, nie pamiętam kiedy wróciłam po pracy do domu przed 19. Zawsze coś było do zrobienia, do ogarnięcia, oczywiście wszystko na wczoraj, albo na przedwczoraj. Sama nie wiem jak udało mi się przetrwać ten jakże gorący czas i po prostu nie zwariować. Ale coś za coś, podenerwowałam się przed ślubem, to na ślubie byłam chociaż wyjątkowo zrelaksowana. Ale cóż, przez większość miesiąca codziennie popijałam melisowe herbatki i to pi kilka kubków!

Pogoda w sierpniu była typowo listopadowa. Nie wiem czy był choć jeden dzień, kiedy mogłam bez przeszkód założyć letnią sukienkę i sandałki? To był czas jeansów, trampek i kurteczki na deszcz. Jestem szczerze rozczarowana. Poranki zimne, wieczory jeszcze chłodniejsze. Przedślubny tydzień był maksymalnie deszczowy, trafiliśmy w okienko pogodowe i tego dnia, chociaż brakowało słońca, to nie padało. Ale wiecie co? Kiedy wracaliśmy z wesela, termometr pokazał 9 stopni. To chyba najzimniejszy i najmniej słoneczny sierpień od lat!

Sierpień to nie tylko przygotowania do ślubu, to również wieczór panieński, który okazał się świetnym wieczorem. Dziewczyny dopisały i świetnie się bawiłam. Może minus to, że z domu siostry musiałam zniknąć o 11.00, i pojawić na 17. W międzyczasie miała umówioną makijażystkę i fryzjerkę na wielkie próbowanie, ale niestety obie musiały przełożyć spotkania. Włóczyłam się więc po mieście i odliczałam minuty. Byłam tak zmęczona, że w gdzieś koło 15 godziny, marzyłam już tylko wygodnym łóżku i leniwym wieczorze. Ale dziewczyny nie dały mi tak łatwo odpocząć. Było super! Strzelanie z łóżku, wypad na miasto, i domowe przyjemności, w tym cudowny tort o smaku bobu tonka! Takie imprezy mogłabym mieć codziennie.

Siostra stała się posiadaczką malutkiego kitka o wdzięcznym imieniu Krakers. Skradł on moje serce! Ten mały tygrysek to po Filemonie Najsłodziak w kociej kategorii! Uwielbia człowieka i kocie zabawy. Lubię go odwiedzać!

W sierpniu byłam modelką na własnej sesji narzeczeńskiej 🙂 To było świetne doświadczenie! Cała sesja wypadła tak cudownie, że ciągle przeglądam te zdjęcia i co dwa dni zmieniam tapetę na telefonie. Poza tym, jak już wiecie, w sierpniu zmieniłam stan cywilny, wyjechałam na wakacje, a w ogródku mam wsadzonych 20 krzaków lawendy z weselnych dekoracji.

W skrócie sierpień to super miesiąc. Taki mityczny kres lata. Mam wrażenie, że zbyt mało je wykorzystałam. Chociaż mieszkam nad morzem, ani razu nie opalałam się na plaży! Za mało spacerowałam!

Ścieżka dźwiękowa- Kasabian- Shoot the runner

Minął lipiec. Książkowo.

W lipcu na liczniku 18 pozycji. I muszę przyznać, że większość była naprawdę super! A wynika to z tego, że znów mogę samodzielnie buszować w zasobach biblioteki i szukam książek idealnych dla mnie! Oczywiście na liście mam też dwie książki, które nie wzbudziły mojego zachwytu. To co? Zaczynamy!

Co mi nie podeszło? Katarzyna Bonda i Miłość leczy rany.

Katarzyna Bonda była dla mnie zawsze synonimem jakości. No cóż, jeżeli ktoś od Miłości… zaczął przygodę z Bondą to raczej nie była owocna przygoda. Bardzo rozwleczona, pełna nazwisk i imion , których nie sposób spamiętać, i które nie wnoszą zbyt wiele. Zbyt magiczna, za mało kryminalna. W zasadzie to mocno nijako. Nie wciąga, nie wkręca, brakuje jej klimatu, tajemnicy i niepewności. Widać, czuć, że książka była pisana podczas związku z Mrozem, pisana na siłę.

Każdy dar ma swoją cenę, a czas odpłaty przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie.

Izabela Milik. Z teściową za pan wróg.

Bardzo dziwna książka.
Widzimy Olę i Rafala, wspaniałą parę, która chce mieć szybko dziecko. Ale, ale, nie są parą, są trójkątem, z teściową w tle. 99 % książki jest zabawne, takie to typowe, mamusia się wtrąca, synek nie widzi zawsze problemu, a zgnębionej żony zawsze wysłucha przyjaciółka. A zakończenie? Kompletnie tutaj nie pasuje, jest zupełnie od czapy i pokazuje, że autor zupełnie nie wiedział jaką książkę pisał….

Czas na milszą część, czyli moje zachwycenia.

Sam Lloyd, Schronisko.

Jeżeli szukacie thrillera, który zawładnie Wami od pierwszej strony. Książki, która kipi od emocji, to znaczy, że musicie po nią sięgnąć.
Las, chatka, Jaś i Małgosia. Znamy tę bajkę. W Schronisku klimat jest podobny. Jest tajemniczy i mroczny las. Ciemna, przerażającą chatka. Jest Elissa, która czeka na ratunek i Elijah, jedyna osoba, na której może polegać, ale czy może do końca?
Ta książka, ta historia, nie pozwoli Wam zasnąć. Wciąga maksymalnie, nie sposób odłożyć jej na półkę. Historia porwanej Elissy i akcja ratunkowa, mrożą w krew. Kibicujemy 13 latce, trzymamy za nią kciuki, razem z nią odczuwamy wszystkie negatywne emocje. Tutaj nie ma miejsca na odpoczynek. Schronisko,. to po prostu walka o życie!

Czasami życie jest tak cholernie dziwne, że wydaje się nierealne.

Valerie Keogh, Fatalne kłamstwo

Co tu dużo mówić, świetna skonstruowana fabuła.
Trzy przyjaciółki, połączyła je wizyta w kawiarni, razem przeszły etap studiów, następnie wydarzyła się tragedia…. Zaczyna się bardzo niewinnie i powoli.
Po latach jedna z dziewczyn, obecnie już dorosła Megan, zaprasza Beth i Joanne na sentymentalną wycieczkę. Ten weekend na zawsze odmieni ich życie. To spotkanie wywołało lawinę wyrzutów sumienia i bolesnych wspomnień. Wystawia to na szwank ich przyjaźń, a także sprawia, że codzienność staje się nie do zniesienia.
Ta historia mną zawładnęła. Nie mogłam się doczekać finału, a ten nie tyle mnie nie zawiódł, co wywołał jeszcze większą ekscytację. Jak dla mnie rewelacyjna książka i polecam ją każdemu!

sekrety, których lepiej nie wyjawiać.

C.L. Taylor, Teraz zaśniesz.

Ta książka jest naprawdę bardzo ciekawa i wciągająca. Aczkolwiek, akcja rozwija się powoli, a dodatkowo styl książki jest taki, że nie każdemu przypadnie do gustu. Ja jestem nią zauroczona. Była to naprawdę świetna lektura!
Anna ucieka od poczucia winy i przeszłości na wyspę Rum. W Hotelu, gdzie znajduje prace, przybywa 7 turystów. Wśród nich jest prześladowca Anny. Czy Anna dowie się w porę, kim on jest, czy uda jej się uciec przeznaczeniu?
Zaskakujące zakończenie i dużo emocji!

Właśnie to jest najgorsze w śmierci – cisza, którą po sobie pozostawia.

Shulem Deen. Kto odejdzie już nie wróci.

Wyjątkowo poruszająca książka!
Shulem był całe , dotychczasowe życie wyjątkowo ortodoksyjnym Żydem. Takim go wychowano, i tak się żyło w jego okolicy. Młodziutko się ożenił, z Gitty, której w ogóle nie znał. Szybko został ojcem 5 dzieci. Ale Shulem zaczął wątpić i poznać świat poza murami Williamsburga. Shulem odkrył moc internetu i normalnego życia, w którym każda sekunda nie jest kontrolowana przez religijne nakazy. Zaczęła go kusić normalność i postanowił postawić wszystko na jedną kartę.
Ale czy mając dzieci, rodzinę i całe życie po tamtej stronie, można tak łatwo zacząć żyć jako zwykły człowiek?
Czytałam tę książkę z wypiekami na twarzy. Polecam ją każdemu, kto jest ciekawy innych kultur i religii.

Pamiętaj tylko, że jeżeli wszystko co masz, to ślepa wiara, to kończysz przecinając opony w samochodzie kogoś, kto nie zaprosił rabego na bris.

Thrity Umrigar, Przepaść między nami.

Bardzo poruszająca i pełna emocji książka. Czytałam ją z zapartym tchem, naprawdę każdy powinien po nią sięgnąć.
Akcja książki dzieje się niby w jednym domu, ale w dwóch światach. Jeden to świat lokalnej elity i bogactwa, a drugi to slamsy, życie służącej i jej wnuczki. Sera zaprzyjaźnia się ze swoją służącą, jest obecna w jej życiu i życiu jej wnuczki. Chce pomóc Mai wydostać się z biedy, zależy jej na edukacji dziewczyny i popchnięciu ją w lepszy świat. Sprawa się komplikuje gdy Maja zachodzi w ciążę…
Smutna historia o kobietach, które tyle dzieli, a jednocześnie łączy kobieca solidarność. Smutna historia, w której nie ma co liczyć na happy end. Historia o tragedii, tajemnicy i trudach życia.
Naprawdę mnie poruszyła i sprawiła, że długo myślałam o bohaterkach tej powieści.

Żaden mężczyzna nie uczynił jej ani szczęśliwszą, ani bardziej nieszczęśliwą. Żaden mężczyzna nie kochał jej tak namiętnie. Żaden nie zrobił więcej, by zdusić jej miłość. Feroz trzymał klucze do jej szczęścia, ale otworzyły one jedynie bramy piekieł.

I na koniec, zaskoczenie. Katarzyna Bonda i Miłość czyni dobrym.

Pierwszy tom, kompletnie mnie nie porwał, aż bałam się sięgnąć po drugi. Aczkolwiek nie są to książki w jakikolwiek sposób z sobą związane. Łączy je jedynie to, że są inspirowane prawdziwymi wydarzeniami.
Tym razem na tapecie Katarzyny Bondy ląduje Daniel Skalski, przebiegły i niezwykle cwany oszust. Wymyśla i knuje wielopoziomowe intrygi, dzięki którym opływa w miliony. Ma wszędzie wrogów, kilka imion i nazwisk. Kocha luksus i smak zwycięstwa. Jest cyniczny, pewny siebie i bezkompromisowy. Wykorzystuje ludzi , a jego celem jest powiększanie majątku.
Świetnie napisana historia człowieka, który dla pieniędzy i za duże pieniądze, zrobi wszystko! 

Ścieżka dźwiękowa- Deep Purple „Throw My Bones

Minął miesiąc. Lipiec

O ile czerwiec minął błyskawicznie, o tyle lipiec minął ekspresowo. Sama nie wiem jak. Szczerze? Pogodowo w dużej części ideał, ale pod innymi względami bardzo wymagający, stresujący i po prostu fizycznie i psychicznie ciężki.

Jak poznać, że już lipiec? Kiedy nagle przez praktycznie cały tydzień pada deszcz. Tak jest u nas, lipcowe opady i spadek temperatury to norma. Zgubiłam kolejny parasol, tak przy okazji… Ale większość miesiąca była ciepła i całkiem sympatyczna, dużo słońca, kilka upalnych dni, ale w większości miła pogoda, która dawała żyć i pracować.

Praktycznie cały lipiec był też niezwykle pracowity i męczący. Dwa razy udało mi się wrócić do domu, przed godziną 17. Standardem było to, że obiad jadłam na późną kolację. W głowie lekki chaos, dużo się działo, i niestety, niekoniecznie wszystko było dobre. Nawet sporo tego wszystkiego było po prostu złe i kiepskie. Niech o moim roztargnieniu świadczy to, że jadąc pociągiem, zagapiłam się i kupiłam bilet na następny dzień. Uwagę zwróciła mi pani, która upierała się, że zajęłam jej miejsce. Cóż, przeprosiłam i w połowie podróży poszłam kupić nowy bilet. Jako, że to był pociąg TLK, dopłata miała wynieść 100 zł, a bilet kosztował 12! W tym zalewie trudnych chwil było kilka drobnych perełek, kilka miłych chwil. Życie, cóż życie, musiałam zmarnować bilety na Dawida Podsiadłę i jego koncert wciąż przede mną. O ile się odbędzie we wrześniu. O ile… Ale teraz w pewną sobotę nie mogłam pójść. Poszłam za to dwa razy do kosmetyczki, oczyszczanie wodorowe, serum i maseczki, to były dwa miłe popołudnia, kiedy to poczułam się zadbana i mogłam zapomnieć na chwilę o codzienności.

W lipcu cierpiałam na niedobór sił i snu. Kilka źle przespanych nocy i musiałam kupić żelki z melatoniną bym na nowo wpadła w dobry rytm. Powiem Wam, te żelki nie dość, że smaczne, to naprawdę działają. Pozwoliły mi jakoś funkcjonować w tym szalonym i trudnym czasie. A czas był tak ciężki i męczący, że nie wiem ile razy zjadłam domowy obiad. Już nie wspomnę o cieście. W lipcu tylko raz upiekłam ciasto! Ale za to pyszotkowe drożdżowe z truskawkami i czereśniami, zniknęło w mniej niż 24 godziny. Ale szczerze? Nawet jakoś truskawki mnie nie kręciły w tym sezonie za bardzo. Kurtyna….

Na początku miesiąca usechł modrzew, kupiłam więc drzewko do ogródka, mini jałowiec, wygląda pięknie i dobrze się przyjął. Oby rósł na zdrowie, tak jak łąka kwietna w mieście. Ogród rozkwitał. Kot za to chorował, przysporzył nam sporo stresów i nerwowych chwil. Znów broi , mało śpi, dużo je i szaleje w całym domu. I takiego go lubię!

Mogłabym też napisać doktorat o infolinii Netii. Okazało się, że nasza pracowa usługa jest tak skomplikowana, że nikt w szanownej Netii tego nie ogarnia. W każdym razie, każda rozmowa trwała niemal godzinę, a ja zostałam za każdym razem, odsyłana z działu od działu. Dział techniczny umywał ręce, zapraszamy do obsługi klienta.Jako, że tam nie mogli mi pomóc kierowali do działu finansowego. Tam też nie znaleźli sposobu, więc kierowali do działu utrzymania klienta, który to nie chciał mnie utrzymać i kierował znów do działu technicznego, który znów rozkładał ręce. Poznałam chyba każdego pracownika i możemy sobie mówić po imieniu. Sprawa dalej nie jest załatwiona, owszem przyszedł pan od internetu, ale bez zgody działu obsługi klienta nie może wymienić routera, którego to dział obsługi nie zamierza wymieniać…. Jedno wielkie dno!

Ogólnie to raz byłam na kajakach, i raz w skansenie. I to tyle z atrakcji lipca. Nawet nie korzystam jakoś szczególnie z obecności morza tuż obok. Ba, mój krokomierz wysyła mi powiadomienia- kolejny dzień, kolejny tydzień nie osiągnęłaś swojego celu! Tak mi wstyd, najgorszy dzień to ledwie jeden tysiąc kroków, ale wtedy dopadło mnie takie wyczerpanie, że leżałam 99 % dnia. Ale po prostu druga połowa lipca to nie był mój najlepszy czas. Ani psychicznie , ani fizycznie nie osiągnęłam stabilizacji. Mam nadzieję, że sierpień będzie spokojniejszy. Że będzie czas na małe i większe przyjemności, więcej spacerów, więc radosnych zdarzeń i ogólnie, dużo mniej stresu! Bo generalnie, na lipiec miałam milion planów, nie zrealizowałam nawet 20 % z nich….

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Leave in silence

Minął miesiąc. Maj.

I piękny maj minął. Hmm, wróć, piękny? Deszczowy, ekstremalnie zimny i wietrzny. Ładnie było przez 6 dni. Reszta to …. Eh, bez nawet był nieśmiały, długo ukryty, w końcu zakwitł i błyskawicznie zniknął. Ja wszystko rozumiem, ale 10 stopni w maju? Moja parasolka się poddała i odeszła w krainę wiecznej suszy. Musiałam kupić nową, która to już pierwszego dnia, o mało się nie poddała w starciu z ulewą. Ale ostatecznie została ze mną przez większość maja. A jak powtórzę to był wyjątkowo zimny i deszczowy miesiąc.

Mimo wszystko to był przyjemny miesiąc. Było kino, pierwsze wizyty w ogródkach gastronomicznych, w pogodne dni było dużo, dużo spacerów. W te niepogodne również, ale chyba szlo się jakby szybciej! W każdym razie pogoda nieco pokrzyżowała mi plany. Wiele z nich musiałam przełożyć, albo i odwołać. Bo jak to spacerować po zoo jak leje? Jak zaprosić na grilla gdy ciągle leje i jest góra 10 kresek? Było dużo czytania, domowych chwil i popijania gorącej herbaty. Były ogrodowe prace, zielnik pięknie się rozwija. Tak jak moje kwietniki z pelargonii. A hitem jest mięta czekoladowa!

Dużym plusem był fakt, że pandemia hamuje. Że szczepienia idą dobrze, i już jestem po 1 dawce. To był naprawdę świetny dzień. A poza tym to rozważnie korzystam z wolności. Unikam tłoków, noszę maskę, nie jeżdżę komunikacją miejską niepotrzebnie. Ale do kina ciągnęło! I dałam się skusić. Chociaż ciągnie do ludzi i do normalności. Ale staram się zachować rozsądek! Byłam pierwszy raz w knajpie, w ogródku, pasta truflowa smakowała wybitnie i dobra, co z tego, że lał deszcz? O mało nie straciłam życia, kiedy to w pracy zakrztusiłam się orzechami w sezamie. Dosłownie zabrakło mi powietrza, jeszcze chwila, a szef wzywałby karetkę, a ja dziś pewnie bym nic nie napisała. Uważajcie na pyszne orzeszki w karmelu i sezamie!

Maj był pogodowo paskudny. 90 % czasu chodziłam z bólem głowy i brakiem energii. Do tego męczyła mnie alergia. Chyba nigdy tyle się nie nakichałam co teraz! Zabrakło mi spacerów po bez, leniwych chwil na powietrzu i ciepła! Mam nadzieję, że czerwiec będzie pod tym względem dużo lepszy!

A teraz dużo zdjęć! Będzie kotek, bez, rzepak, debiut Rozalki w tym roku, trochę pyszności i ładnych widoczków.

Ścieżka dźwiękowa-Editors – An End Has a Start

Minął maj. Książkowo.

Ile książek na liczniku? Ano sztuk 16. Zacny wynik. Bo i pogoda przez cały miesiąc była książkowo – herbaciana.

Co mnie rozczarowało?

Wśród celebrytów. Luke Bradbury. No cóż, bardzo słabe, bardzo miałkie, nijakie, nudne i kiepsko napisane. Jestem na wielkie NIE. To taka książka, którą radzę omijać z daleka.

Zakochani w Rzymie. Bardzo słabe opowieści, nudne i przewidywalne. Bardzo mało w nich Rzymu. Mdło, cukierkowo i kompletnie nijako. Ta książka w żaden sposób nie zachęca do odwiedzin Wiecznego Miasta. To taka książka, po lekturze której, nie masz ochoty zwiedzać i podróżować.

Czas na lepsze historie.

Britt Bennet. Moja znikająca połowa. Ach, co to była za książka! Desirre i Stella są bliźniaczkami. Mieszkają w malutkiej miejscowości, ale mają miejskie marzenia i aspiracje. Obie chcą od życia czegoś więcej, więc w wieku 16 lat uciekają z domu. Stella ucieka również od siostry.Udaje, że jest całkiem biała, wymazuje z pamięci przeszłość. Żyje nowym, lepszym życie. Desirre przez lata szuka siostry, wraca do miasteczka, porzuciła większość marzeń….
Czy można zapomnieć o swoich dziedzictwie? Czy można odciąć się od rodziny i po prostu zapomnieć?
Książka o szukaniu siebie, o segregacji rasowej i nietolerancji. Pięknie, ale bardzo prosto napisana. To taka książka, którą po prostu chce się czytać!

Świat jest ogromny, ale zwiedzamy go tylko raz.

Moja mroczna Vanesso, Kate Russell. Książka, która z pewnością zostaje w pamięci.
To co mnie w niej urzekło, to wspaniała konstrukcja. Mamy teraźniejszość, kiedy już dorosła kobieta zdaje sobie sprawę, że w młodości padła ofiarą molestowania i była wykorzystywana. I radość, zakochanie, fascynację, młodej dziewczyny z przeszłości, i jej dumę, że zakochał się w niej nauczyciel.
Ta powieść jest naprawdę mroczna i dołująca. Bardzo angażująca. Smutna, ale wciąga i czyta się ją po prostu rewelacyjnie. Nie daje o sobie zapomnieć, długo siedzi w głowie i każe myśleć i myśleć.

Mogłabym się rozpłakać. Wiem, że mój szloch sprowadziłby go z powrotem, rozczulił, nawet jeśli ta czułość byłaby zapowiedzią sztywności, wzwodu wciskającego mi się w udo. Pragnę chwil poprzedzających seks. Chcę, żeby się o mnie zatroszczył.

Magdalena Witkiewicz i Zamek z piasku. Weronika i Marek, licealna para, wielka, pierwsza miłość. Pierwsze chwile razem, potem ślub, małżeńskie życie i problemy. Żyło im się wygodnie, do czasu, aż zapragnęli dziecka. Coś nie wychodziło, ona desperacko pragnęła być w ciąży, jemu ciążyło życie z nią i obsesja na punkcie macierzyństwa.
Kiedy było źle pojawił się On. Nieznajomy, tajemniczy, wszedł jej do głowy i zdecydowanie nie chciał wyjść…
Czy związek da się uratować? Czy miłość polegnie w starciu z trudnościami? Czy można kochać dwóch mężczyzn, ale każdego innym rodzajem uczucia? Czy warto się starać?
Ciekawa książka, dodatkowy plus za to, że dzieje się w moim Gdańsku.

Dzisiaj wiem jedno. Tworzenie wzajemnych relacji, to jak budowanie zamku z piasku. Nieustannie trzeba o niego dbać, by nie runął… I by nikt nie wszedł w niego butami… Nie można na chwilę go spuścić z oczu. Związek pomiędzy dwojgiem ludzi bywa również kruchy. Dokładnie tak jak zamek z piasku. Gdy odwrócisz głowę, zaleje go morska fala. Pozostanie tylko słona morska woda, albo słone łzy.

Słodki smak miłości, Sarah Vaughan. Ta książka jest słodka i rozkoszna jak kawałek ciasta w ponure popołudnie!
Niby nic wielkiego, historia uczestników kulinarnego konkursu. Karen, Vicky, Claire, Jenny i Mark, chcą zostać cukierniczymi mistrzami. Udział w konkursie to nie tylko szansa na nowe zawodowe życie, ale i szansa na zmiany w duszy. Karen staje twarzą w twarz ze swoimi lękami. Vicky odkrywa czym jest dla niej macierzyństwo. Claire , samotna matka, zyskuje pewność siebie. A Jenny, gospodyni domowa, odkrywa w sobie siłę do radykalnych zmian.
Ciepła, przyjemna, bardzo dobrze napisana. Odskocznia od cięższych historii. W sam raz na wiosnę.

W domu innego. Rhidian Brook. Książka, o tym jak łatwo z nienawiści może zrodzić się miłość…
Lewis ma za zadanie odbudować Hamburg. Zajmuje willę, ale pozwala w niej mieszkać niemieckiej rodzinie. Do Lewisa dojeżdża żona i syn. Pana domu nie ma w nim często. Jest wyjątkowo zajęty. Chociaż Raechel straciła w wojnie wiele i powinna żywić nienawiść do Niemców, zaczyna ją fascynować pierwotny właściciel domu. A wspólne mieszkanie zbliża ich do siebie…
Książka ciekawie napisana, bardzo wciągająca. Bogata w różne emocje.Można pochłonąć ją dosłownie jednym tchem.

Łatwiej kochać kogoś, kto jest daleko

Ścieżka dźwiękowa- Krzysztof Zalewski-Annuszka

Minął kwiecień. Książkowo.

W tym miesiącu na liczniku było 19 książek. Fakt, i mnie to dziwi.

Klapa czytelnicza? Spod Kołdry, Luke Bradbury. W skrócie, ogromna strata czasu, nie polecam największemu wrogowi. Tego się nie da odczytać!

Ale idziemy do dobrych książek.

Karolina Kuszyk, Poniemieckie.

Książkę pożyczył mi tata, i jestem mu za to wdzięczna. Wiedział, że interesują mnie takie tematy. Sposób ujęcia tematu, bardzo przypomina mi styl pisania Magdaleny Grzebałkowskiej. Jest to zbiór małych „reportaży”, chwilami wręcz wycinków. To sprawia, że książka nie nudzi, nie męczy, nie zadręcza naukowymi faktami.
Poniemieckie, to historia o ludziach i rzeczach. Rzeczach, którzy Niemcy zostawiali, i Polakach, którzy wracając do ojczyzny, żyli wśród tych rzeczy, uważali je za swoje i przyjęli jako coś normalnego.
Naprawdę polecam tę pozycję każdemu!

Ałbena Grabowska, Lady M.

Jeżeli szukasz historii obyczajowej, która wciągnie Ciebie maksymalnie, to ją znalazłeś!
Małgorzata i Krzysztof są małżeństwem. Ona to nauczycielka w klasach 1-3, on wykładowca akademicki na uczelni medycznej. Mają dwóch dorosłych już synów, z daleka ich związek wygląda idealnie. Wciąż młodzi, atrakcyjni i bardzo inteligentni. I właśnie inteligencja i nadmierna, chorobliwa wręcz ambicja, powoli zrzucają Małgorzatę w obłęd.
Pragnie awansu dla męża, jego kariery, najchętniej zostałaby panią rektorową. Wszystko podporządkowuje awansowi, dogadza mężowi, a kluczem do sukcesu, mają być domowe obiadki i idealny porządek.
Krzysztofowi mielone nie pasują, szuka od życia czegoś więcej. I to coś więcej staje się osią dramatu. Tak, Lady M., Lady Makbet, pojawia się zdrada, rozpacz, zemsta i krew…
Książka ma fantastyczną strukturę, czyta się ją po prostu jednym tchem!

Kocham cię i chciałbym spędzić z tobą resztę życia, ale nawet dla ciebie nie będę uprawiał zawodu, który mnie unieszczęśliwi.

Bev Thomas, Terapeutka.

Bardzo dobry, psychologiczny thriller. Mocno trzyma w napięciu, chociaż nie każdemu przypadnie do gustu.
Ruth, jest terapeutką, specjalizuje się w traumie. Ale w pracy przeszkadza jej własna trauma. Niedawno zaginął jej nastoletni syn Tim. To wszystko sprawia, że Ruth traci kontrolę, za bardzo zbliża się do swojego pacjenta i w konsekwencji dochodzi do tragedii.
Mi czytało się ją świetnie! Duszna atmosfera gabinetu terapeutycznego sprawia, że nie można się od niej oderwać! 

Miej nadzieję, pracuj ciężko, marz o wielkich rzeczach.

Rebecca Makkai, Wierzyliśmy jak nikt.

Ta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Tak, nie jest to historia z niesamowicie wartką akcją, ale jest tak przesycona emocjami, że ciężko ją odłożyć na półkę. A po przeczytaniu ciężko przestać o niej myśleć.
Akcja dzieje się dwutorowo. Przeszłość, to część dotycząca epidemii AIDS wśród gejów w Nowym Jorku, mamy burzliwe lata 80, miłość, przyjaźń, wielkie cierpienie. To co dzieje się współcześnie, to losy Fiony, która w tej epidemii straciła brata, a teraz próbuje odzyskać córkę.
To historia o wielkim poświęceniu i oddaniu. O potrzebie miłości, akceptacji i uznania. To historia o ogromnym cierpieniu i braku nadziei. To historia powolnego umierania grupy przyjaciół.
Pięknie napisana, naprawę chwyta za serce. Tak, to smutna historia, ale mimo wszystko opis przyjaźni pokazuje, że to uczucie przetrwa wszystko. Nawet ostateczność.

Czekamy tylko, aż świat się rozpadnie. Kiedy wszystko trzyma się kupy, jest to zawsze li tylko jakiś stan przejściowy.

Tomasz Kieres, Historia małżeńska.

Czy studencka miłość może trwać całe życie? Czy uczucie się nie zmienia? Czy po 20 latach małżeństwa można poczuć przesyt?
Malwina i Alek są parą od czasów studiów. Są rodzicami, którzy właśnie doświadczają wyfrunięcia pisklaka z domu. Pola zaczyna dorosłe życie i zostawia rodziców samych sobie. Dla Alka i Malwiny zaczyna się nowy etap. Oboje jednak widzą go inaczej. Malwina ma w sobie pełno tajemnic, żalu i bólu. Alek zaś widzi w wyjeździe córki szansę na odnowę uczucia, na to by znów być zakochanymi studentami. Ale czy oboje mają na to taką samą ochotę? Czy wciąż kochają się nastolatkowie? Czy po tylu latach, pierwszy wolny weekend, okaże się nowym początkiem?
Warto przeczytać tę piękną książkę o prawdziwym uczuciu. Takim życiowym, ludzkim, codziennym…

Na koniec, Co się stało w Janestown?, Jeff Guinn.

Wyjątkowo solidny i rzetelny reportaż. Pokazuje on skalę dramatu i skupia się na osobie przywódcy ruchu religijnego. Jima Jones’a. Autor pokazuje jego życie i to jak ze zwykłego chłopaka, stał się fanatycznym guru, który pociągnął za sobą tysiące ludzi.
Ta książka pokazuje kulisy życia Jima i jego powoli budowaną sławę. To jak wspiął się na szczyt, zawładnął umysłami tysięcy i zachęcał do życia zgodnego z jego zasadami, a potem do śmierci. Ostatnia część, ta która opisuje dramatyczną akcję odbierania życia przez 900 osób, jest ciężka, ale pokazuje prawdziwe przywiązanie tych ludzi do siebie. A także pokazuje jak wiele ludzi w ostatnich chwilach walczyło o dalsze życie.
Naprawdę poruszający reportaż.

Do Świątyni dołączył pewien młody mężczyzna i od razu awansował do wysokiej rangi i ważnych obowiązków, ponieważ Jones docenił jego wysokie umiejętności organizacyjne. Kiedyś po nabożeństwie Jones zdumiał tego mężczyznę, kiedy rzucił od niechcenia: „Wyrucham cię w dupę, jeśli chcesz”. Gdy tamten wyjąkał: „Nie, dziękuję”, Jones uśmiechnął się szeroko i rzekł: „W każdym razie pamiętaj, jak coś”.

Ścieżka dźwiękowa- The Dumplings- Nie gotujemy

Minął marzec. Książkowo.

Tym razem przeczytanych mam 16 książek. Bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę, że cały jeden tydzień miałam zajęcia online na studiach i praktycznie nie czytałam, bo nie miałam czasu.

Nie będzie klapy miesiąca. Będą dwie książki, które mnie rozczarowały, ale dalej trzymały poziom.

Normalni ludzie.

Sally Rooney, to najgorętsze pisarskie nazwisko ostatnich dwóch lat. Ja w końcu sięgnęłam po Normalnych ludzi. Czy to arcydzieło? Wątpię. Czyta się naprawdę dobrze, o ile ktoś w pełni zaakceptuje surowy styl autorki.
Historia dzieje się między dwójką młodych ludzi. Przez lata lawirują między miłością , przyjaźnią, pożądaniem, zazdrością i złością. Łączy ich coś osobistego, trudnego do zdefiniowania. Są z dwóch różnych światów. Ona, to ta bogata z problemami i pokręconą rodziną. On, otwarty, dusza towarzystwa, syn sprzątaczki. Oboje są wybitnie inteligentni i dość wrażliwi, może nawet nadwrażliwi?
Tę skomplikowaną relację oglądamy na przestrzeni lat. Książka jest bardzo intymna, ma się wrażenie, że siedzi się w głowie bohaterów. Taka narracja, osobista i bezpośrednia, bardzo mi pasuje.
Czy to jest jest jednak książka o typowych przedstawicielach młodego pokolenia? Owych normalnych ludziach? Śmiem wątpić.
Tak, to dobra książka. Ale czy to arcydzieło? Śmiem wątpić…

Kultura jest rodzajem performansu społecznego, a literaturę fetyszyzuje się za zdolność zabierania ludzi wykształconych w fałszywą emocjonalną podróż, żeby mogli później czuć się lepsi od ludzi niewykształconych, o których podróżach emocjonalnych lubią czytać.

Tajemnica chaosu .


Ktoś kto zna już twórczość Chattama, będzie zaskoczony. Ktoś kto dopiero zaczyna z nim przygodę, może nie do końca go polubić. Cóż, to zupełnie inny Chattam i zupełnie inna książka.
Mamy tutaj teorie spiskowe w ilości kosmicznej. Czuć niezdrową chwilami fascynację Danem Brownem. Cienie, które rządzą światem. Spiski, zagadki, wszystko zostało z góry ustalone i zaplanowane, przy ukrytą grupę, która rządzi światem.
No cóż, mnie odrzucają właśnie te ciągle spiski. A już na pewno naciągane teorie o zamachu na World Trade Center. Lekko to naciągane i co najważniejsze, po 20 latach, lekko już nieświeże.
Z jednej strony to Chattam, więc książka trzyma poziom swoim stylem. Ale treść tym razem mnie nie urzekła. Coś nowego, ale nie porwała nic a nic. 

Władcy marionetek, a mimo to kukły.

Czas na wielkie polecenia.

Blondynka.

Bardzo smutna historia ikony światowego kina. Wielka blondynka,wielka kariera i wielki smutek. Życie Marylin było naznaczone dramatami, smutkiem i żalem. Oraz ogromną tęsknotą za uczuciem. Aktorka lgnęła do mężczyzn, szukała miłości na siłę, wchodziła w trudne, i niszczące związki. Jej życie dalekie było od bajki rodem ze srebrnego ekranu. Przebija z niego dojmujące pragnienie bycia dla kogoś kimś wyjątkowym,a nie tylko dla całego świata. Była boginią dla tłumów, a tak naprawdę była dużym dzieckiem, niepewnym siebie, ogromnie samotnym i smutnym. Szukała akceptacji, piękna i miłości.
Smutna to książka, ale mimo pokaźnych rozmiarów, czyta się ją świetnie! Ale mogę być nieobiektywna, bo Joyce Carol Oates, to jedna z moich ulubionych pisarek.

Wygląd, styl i osobowość, Normo Jeane, to nie wszystko, trzeba jeszcze przestrzegać pewnych zasad. Okazywać pokorę. Ukrywać własną dumę i harować jak koń.

Druga strona recepty. Zofia Sokołowska.

Smutna to historia, ale czyta się rewelacyjnie.
Agata była najlepszą uczennicą, skończyła medycynę i jest pediatrą. Pracuje w przychodni, ma kilka przyjaciółek, ale jej życie od małego naznaczone jest smutkiem. Była niechcianym i niekochanym dzieckiem. Rozpadło się jej małżeństwo. Wchodziła w dziwne związki i chwilowe romanse. Dużo narzekała, była ogromną pesymistką.
Praca-dom-praca-dom. Smutne to życie. Agata czuła złość, rozczarowanie i smutek. Nie lubiła samej siebie, nie lubiła ludzi, nie lubiła swojej pracy i generalnie, w życiu dni uciekały jej przez palce. W zasadzie była mierna w każdej dziedzinie życia, choć z aspiracjami.
To taki smutny, quasi pamiętnik. Chociaż trudny, to czysta się raz i dwa. 

To, co zostawiła. Ellen Wiseman.

Książka i historia, wciągają do reszty, Dwie młode dziewczyny, dwie historie, które dzieli tyle czasu! Izzy, znajduje listy i dokumenty jednej z pacjentek zakładu psychiatrycznego. Poznaje losy Clary, dziewczyny, która praktycznie przez lata była tam więziona. Historia Clary, dla nastolatki jest odskocznią od jej własnych dramatycznych wspomnień i przeszłości, która rzuca cień na teraźniejszość. Byłam zaskoczona, że ta książka aż tak mnie wciągnie! Nie mogłam doczekać się finału, tej zaskakującej historii. Kibicowałam im obu, bo wiedziałam, że każda zasługuje na szczęście.
To książka pełna emocji, bolesnej przeszłości, ale i nadziei.

Nie pozwolę, żeby moja przeszłość określała moją przyszłość”.

Pani Wyrocznia.

Przyznam szczerze, że twórczość Atwood mnie fascynuje. Są lepsze i gorsze książki. Do jakich należy Pani Wyrocznia? Do najlepszych!
To skomplikowana powieść, skomplikowana bo łączy tyle gatunków literackich, że można się pogubić, a chwilami aż stracić dech. Joan Foster i jej życie, jest fascynujące. Pełne zwrotów akcji. Jest komedią, dramatem, sensacją, kryminałem, a czasem po prostu tragifarsą. Romanse, trudne dzieciństwo pod okiem despotycznej matki, walka z kompleksami i literacka kariera. To świetny miks na książkę!
Margaret Atwood ma wielki talent, zgrabnie łączy wszystkie wątki. Książkę ciężko odłożyć na półkę , a życie Joan na długo zostaje w naszej pamięci.

A mnie się wydaje, że kobieta debilka jest z punktu widzenia społecznego bardziej do przyjęcia niż mężczyzna idiota.

Na koniec polecam całą serię, trzy wspaniałe książki, które to przeczytałam jednym tchem. Autorką tej sagi jest Colleen Coble, i od razu uprzedzam, książki należy czytać od początku, zgodnie z kolejnością. To cykl dla wszystkich fanek- bo to bardziej kobieca literatura, obyczajówek, z wątkami kryminalnymi.

Hotel nad oceanem.

Przyznam szczerze, książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Czytało się ją naprawdę świetnie. Taka książka, która gwarantuje kilka przemiłych wieczorów.
Pewien służbowy wyjazd ojca z córką, staje się początkiem końca życia pełnego tajemnic. Mamy tutaj rodzinny dramat, tajemnice sprzed lat. Kryminał, solidny dramat i romans. Wiele wątków, wiele ciekawych rozwiązań. Kobieca książka, ale nie jest trywialna, ani nudna. Chce się ją czytać i czytać!

Księżyc nad przylądkiem.

Pierwszą część dosłownie pochłonęłam. Ta podobała mi się bardzo, aczkolwiek bardziej niż pierwsza, skupiona była na wątku kryminalnym, niż obyczajowym. Nie znaczy to, że książka nie jest dobra, aczkolwiek brakowało mi takich emocji jak w 1 części tej serii. Znów mamy miłosne dramaty, traumy z dzieciństwa i temat żalu, który powraca w najbardziej nieoczekiwanym momencie. W książce jest dużo napięcia, próbujemy walczyć z czasem i ocalić to co najcenniejsze! Warto przeczytać nie tylko tę książkę, ale i część pierwszą. Aczkolwiek są one bardzo luźno z sobą powiązane. Zaraz zabiorę się za ostatnią część tej sagi.

Zmierzch nad jagodowymi polami.


Trzecia część historii, gdzie bohaterkami są Claire i Kate. Claire jest szczęśliwą narzeczoną, a Kate szuka nowej drogi życiowej. Rozpacza nad swoją niepłodnością i brakiem miłości. Aż nagle jej jagodowe pole, przyciąga pewnego wynalazcę i jego małe bratanice…
Bardzo dobrze się czytało i tę część. Kobieca, pełna napięcia i wrażeń, Pełna różnych emocji! Trudno odłożyć ją na bok! Polecam, nie tylko tę część, ale i dwie poprzednie

Ścieżka dźwiękowa- Franz Ferdinand – Walk Away

Minął miesiąc. Marzec.

I przyszło nam żegnać kolejny miesiąc. Tym razem padło na marzec. Z małym poślizgiem zapraszam na podsumowanie!

Marzec zdominował temat Filemona. Koteł się zgubił. Tydzień w nerwach i stresie. Z jednej strony wielka mobilizacja, spacery w deszczu i śniegu. Nie wspominając o wichurach. Rozwieszanie ogłoszeń, i tysiąc razy zawołane Filemon. W końcu książę sam wrócił do domu. Zjadł dwie puszki mięska i poszedł spać na 16 godzin. Ja dopiero po 4 dniach odespałam wszystkie godziny poszukiwań. Do dziś kociak nie wymiałczał gdzie był i co robił. Obecnie odbywa karę domowego więzienia. Ma jednak jak w raju. No dobra, raz dostał ogródkową przepustkę i pomagał nam sadzić bratki. Zuch chłopak!

Marzec to czas intensywnej pracy. Dużo się działo, czasami aż za dużo. Dużo było też nauki. Akurat kiedy Fifi się zgubił. Dziwne to było, miałam cały tydzień masę zajęć, a podsumowaniem były 3 egzaminy. Sama nie wiem jak mi się udało to zaliczyć, i to uwaga, z komunikacji interpersonalnej na piątkę, a z etyki reklamy na pięć z minusem. Brawo ja. Generalnie muszę przyznać, wiele się dowiedziałam z tych zajęć i były naprawdę pasjonujące.

Marzec pogodowo był kiepski. Ciągle padało. Jedynie dwa ostatnie dni przyniosły prawdziwy podmuch wiosny. Reszta to ciągły deszcz, śnieg, wiatr i przejmująca zimnica. Jak ja marzę o pięknej wiośnie! By nieco ją zaczarować, bratki znalazły swoje miejsce na parapetach. Planowanie ogrodu okazuje się fascynującym zajęciem. Rok temu, na początku pandemii mówiłam, że uwięziona w mieszkaniu z balkonem metr na metr,. pragnęłam mieć swój kawałek zieleni. I mam! Teraz mam listę rzeczy do aranżacji ogrodu, które muszę zakupić. Na razie mam dwie ręcznie, robione drewniane skrzynki, pełne białe-różowych bratków. Kwiatki do skrzynek ogrodowych już zasiane. Czekam na cieplejsze dni by zasiać maciejkę. Udało się też zrobić regał. Półki zostały kupione, wyszlifowane, docięte, zabezpieczone olejem i już mam regał! Książki i kwiatki mają nowy dom. Musiałam, po prostu musiałam i kupiłam nowy kwiatek, chiński lampion, jest tak piękny, że nie mogę przestać patrzeć!

W końcu udało mi się kupić wiosenny płaszczyk i trampki. Tylko wiosny brak! A tak mi się marzą rowerowe wycieczki i długie spacery. A na razie jest koc, seriale, książki i dużo herbaty.

Do tego ten cały pandemiczny stres. Chwilami byłam już tym tak zmęczona i zniesmaczona brakiem odpowiedzialności pewnych osób, że to cud, że jestem w jednym kawałku!

Marzec minął jakoś tak bez żalu. Przez pogodę ciągle bolała mnie głowa i byłam senna. Kotowe nerwy i czekanie na ciepłe dni. Tak minął Marzec. I dobrze, że minął.

Ścieżka dźwiękowa- Muse – Invincible