Pomysł na randkę. Pchli targ i spacer

Co byście powiedzieli na niedzielę poza domem? Niedzielę w Oliwie? Uwielbiam tę gdańską dzielnicę. Jest taka inna od wszystkich innych, pełna historii, pięknych kamienic i willi. I co najważniejsze- jest cudownie zielona i kolorowa. Szczególnie wiosną i latem, uwielbiam tam spacerować i spędzać czas.

W niedzielne ranki i przedpołudnia polecam wpaść na Pchli Targ, który odbywa się zaraz przy Parku Oliwskim. To miejsce, gdzie rządzą zwykli ludzie. Jest kameralnie, apetycznie, kolorowo i można złapać setki okazji. Nieważne czy szukacie domowych konfitur, regionalnych dżemów, sukienki z drugiej ręki, czy zastawy stołowej po prababci- znajdziecie to właśnie tam. Piękne i niebanalne dodatki do codziennego życia. Talerzyki, łyżeczki, przeczytane już książki za 1/3 ceny, dziecięce zabawki z duszą, i regionalne przysmaki. Kawa z termosu, i jeszcze ciepłe ciasto od sąsiadki. Pełnia szczęścia!

A kiedy już znajdziecie coś idealnego dla siebie, to ruszajcie dalej, przecież obok mamy Park Oliwski. Zanim wejdziemy, oczywiście idziemy na lody do Ole Swawole! Nigdzie nie ma tak różnych smaków- mleko z rumem? pomidor z chilli? a może lukrecja? Uwielbiam gdy mnie tam zaskakują! Więc tak, bierzemy lody. Oczywiście prosimy by z kranika polali nam wafelek dużą ilością czekolady. Idziemy do parku!

Kwitną wciąż magnolie, w końcu mamy otwartą palmiarnię, wszędzie kwitną kolorowe kwiaty, jest tak zielono! Na szczęście nie ma wakacji, więc nie ma jeszcze dzikich tłumów, jest za to kameralnie i romantycznie.

Spędziliśmy tak ponad trzy godziny. Było pięknie!

Jeżeli w Waszej okolic jest pchli targ, koniecznie idźcie. Albo zapraszam do cudownej Oliwy.

Ścieżka dźwiękowa- Kortez- Z imbirem

Wąwóz Homole

Nowy tydzień zaczniemy wizytą w Wąwozie Homole, czyli wracamy na majówkę! Jestem fanką takich miejsc i wiedziałam, że muszę je odwiedzić. Przeczytałam, że wąwóz prowadzi na najwyższy szczyt Pienin, czyli Wysoką. Poza tym jest bardzo kameralnym i atrakcyjnym miejsce. Idealny dla rodzin z dziećmi, ze względu na łagodną ścieżkę i urocze widoki po drodze. Cały wąwóz wije się w wokół potoku Kamionki, jest to z pewnością jedna z większych atrakcji Pienin, a co najważniejsze, wstęp jest bezpłatny.

My do Wąwozu, wybraliśmy się po wędrówce na Sokolicę. Nie wiedzieliśmy, że tutaj padało, kiedy więc przyjechaliśmy zaskoczyli nas przemoczeni ludzi, mokre oraz śliskie skalne ścieżki. Z pewnością to spowodowało, że nie mogliśmy w pełni czerpać z tego miejsca. Poślizgnęłam się trzy razy, i musiałam po prostu patrzeć pod nogi bardzo, ale to bardzo uważnie. Dodatkowo, nie było to spokojne miejsce. Wraz ze słońcem otoczył nas dziki tłum, faktycznie całych rodzin, które przybyły na to miejsce. Zakłócało to z pewnością odbiór tego miejsca, i chociaż było przepięknie, to ja nie czułam się tam jakoś wyjątkowo. Było za głośno, jak na miejsce pełne natury, a do tego nieco zbyt mokro, przez co starałam po prostu przejść wąwóz i wrócić w jednym kawałku.

Oczywiście, Wąwóz Homole jest wart zobaczenia, faktycznie, ta dość łatwa i świetnie zagospodarowana ścieżka, spodoba się całym rodzinom. Najlepiej będzie odwiedzić to miejsce wcześnie rano, tak by uniknąć tłumów. I w pełni cieszyć się niesamowitymi skalnymi ścianami i pięknem Kamionki, która naprawdę jest urokliwym górskim potoczkiem.

Czy wrócę? Z pewnością. Mam bowiem duży, duży niedosyt!

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Halo

Pomysł na randkę. Wycieczka rowerowa.

Wiosna, maj, piękna pogoda, dużo słonecznych dni, ale brak wyniszczających ciało upałów. To idealny czas by wybrać się na rowerową randkę!

Ja wybrałam się na wycieczkę przed las, klifem nad morze. Planowanie wycieczki to już okazja by wspólnie spędzić czas. By ustalić trasę, porozmawiać co lubimy i czego oczekujemy. To okazja by zadbać o przekąski, i może wspólnie przygotować kanapki i zdrowe przekąski. W końcu rowerzyście nie przystoi zjadać czipsów i pić gazowanych napoi.

A potem obowiązkowy przegląd rowerów i w drogę! Jak będziecie w Trójmieście, bardzo polecam Wam trasę z Gdyni do Mechelinek. Niestety, na miejskie rowery, trzeba poczekać aż do przyszłej wiosny( znów będą dostępne elektryki), ale można podróżować swoim, bądź wypożyczonym z wypożyczalni. Trójmiasto jest bardzo przyjazne fanom czterech kółek. A Mechelinki zachwycą klifem, na którym możecie pogrillować, zrobić sobie piknik i cieszyć oczy pięknymi widokami. Mam wrażenie, że tylko tutaj woda jest taka niebiesko-zielona, a powietrze pachnie tak wyjątkowo.

Moja pierwsza, w tym sezonie rowerowa wycieczka, była ponad 10 kilometrowa. Sama się dziwie, że moja miętowa Rozalka dała radę i jechała po piachu i gałęziach. Jeździmy powoli, tempem turystycznym, rozmawiamy z sobą, cieszymy ładną pogodą i samą przejażdżką. To naprawdę cudowny, wspólny czas!

Najważniejsze, na wycieczkę możecie jechać z siostrą, przyjaciółką, mężem, mamą, czy sąsiadką. Nieważne z kim, ważne by razem zmierzać do celu i świetnie się razem bawić.

Kazik i Rozalka dojechali nad morze!

Widok wart każdego wysiłku!

Ścieżka zdjęciowa- Edyta Górniak- Dotyk

Kosmetycznie

SVR Sebiaclear Creme SPF50. Krem ten kupiłam z myślą o wiośnie, bardzo lubię kremy z filtrami, które jednocześnie solidnie pielęgnują cerę. Ten, jest idealny dla mojej cery, skłonnej do niedoskonałości. To co mnie skusiło to wyjątkowo wysoki filtr! Co mnie zaskoczyło? To, że mimo wysokiego filtra jest taki fajny. Błyskawicznie się wchłania, genialnie rozprowadza, nie zostawia białej powłoki. Matuje cerę, ale i nawilża, nie zostawia uczucia ściągnięcia. Przy regularnym stosowaniu cera wygląda lepiej, jest gładsza, jaśniejsza, niespodzianki stopniowo znikają z twarzy. Minusy? Dla mnie na ten moment brak.

Avon, Attraction Game. Bardzo podobał mi się początek tej serii, czarny Attraction to mój hit! Pachnie ostro, męsko, intensywnie, niebanalnie. Do tego ta trwałość. Po tej wersji spodziewałam się podobnych wrażeń, niestety, po „matce” nie zostało nawet wspomnienie. Zapach jest słodki, nijaki, nie ma w sobie nic z oryginalności. Niczym nie przyciąga uwagi, takich słodziaków to jest na pęczki! Czuję się rozczarowana, liczyłam na zabawę konwencją, coś nowego, ale bazującego na oryginale. Dostałam owszem, coś nowego, ale wtórnego i przesłodzonego. Opis kusił nutami pieprzu i gorzkiej czekolady, a ja mam wrażenie, że wącham mocno mleczną czekoladę, zawiniętą w różową gumę balonową…

Timotei, Szampon głęboko oczyszczający `Ekstrakt z ogórka`. Pamiętam, że bardzo go lubiłam, musiałam kupić szampon na szybko, bo poprzedni się dziwnie szybko i niespodziewanie skończył. Sięgnęłam po ten wyrób, w Biedronce, podczas zwykłych, codziennych zakupów. Nie wiem czy coś zmienili w tym szamponie, ale zdecydowanie jest inny. Jakby gorszy. Po pierwsze jest niesamowicie wręcz „żelowy”. Przez co jest w ogóle niewydajny, nic a nic, znika w moment. A działanie? No cóż, jak na szampon głęboko oczyszczający, nie czuję tego działania. Szampon oczyszcza, ale działanie ogranicza się do 24 godzin, i to naciągając pojęcie świeżości. Dlatego też straciłam do niego cały swój sentyment.

L’ORÉAL PARIS Revitalift Filler – Serum. No dobra, myślę sobie, masz te 34 lata ( zaraz stuknie), to może warto zrobić sobie kurację dla młodej skóry. Postanowiłam więc, że przez 3 tygodnie będę wieczorem, stosować to serum i zobaczę jak działa. Po trzech tygodniach widzę, że cera jest bardziej napięta, dużo gładsza i solidnie nawilżona. Kurację chętnie powtórzę za jakiś czas. Serum jest bardzo wydajne, więc warto je kupić. Myślę, że co jakiś czas taki zastrzyk młodości, sprawi, że moja cera będzie wyglądała na dużo bardziej wypoczętą i zrelaksowaną. Serum bazuje na kwasie hialuronowym, które naprawdę działa. I co ważne, nie zapchał mojej cery, która lubi być tłusta i wrażliwa na niedoskonałości.

Ścieżka dźwiękowa- Tori Amos – Enjoy the silence

Małe gesty

„Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z nas mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego” (Papież Franciszek).

Wojna trwa. Ale my jakby oswojeni, przyzwyczajeni, już jakby zmęczeni nadmiarem informacji. Po pierwszym zrywie, jakby mniej w nas zapału i chęci. W sklepach stoją wózki, gdzie zbierane są produkty dla uchodźców. Najpierw były pełne, dziś są zupełnie puste…

Owszem, znam wiele przypadków, że uchodźcy w sile wieku, pełni energii, z głową na karku, znaleźli pracę, mieszkanie, zapisali dzieci do szkoły. Ale wśród nas ciągle dużo starszych, schorowanych wojennych uciekinierów. Wciąż pełno kobiet w ciąży, i matek z maluszkami, które nie mogą podjąć pracy. Za chwilę rusza sezon turystyczny, w mojej okolicy hotele i pensjonaty, które zaprosiły uchodźców, będą musiały ich wyprosić. Co w ogóle nie dziwi, przecież oni też muszą zarabiać.

Dlatego podczas weekendowych zakupów pamiętajmy o sąsiadach, wrzućmy coś do koszy. Kupmy dodatkową czekoladę dla dziecka, kaszkę dla malucha, makaron czy szampon do włosów.

Bądźmy razem i nie zapominajmy o naszych dzielnych Sąsiadach!

Ścieżka dźwiękowa- The Alan Parsons Project – Don’t Answer Me 

I po Świętach

I znów było zbyt szybko. To już nawet lekko nudne. Staram się spokojnie przetrwać świąteczny i przedświąteczny czas. Nie szaleję z porządkami, bo na bieżąco sprzątam. Wzięłam wolny piątek, by w piątkowy poranek na spokojnie zrobić zakupy i zacząć piec ciasta. Wróć, czy ja napisałam- Spokojne zakupy? Mimo bardzo, ale to bardzo wczesnej pory, w sklepie były dzikie tłumy. Na szczęście ja miałam gotową listę zakupów, i raz, dwa. Poszło szybko, poza kolejką do kasy i mocno zdenerwowanymi ludźmi. Każdy pędzi, kupuje tyle ile utrzyma wózek, i złości się na każdego dookoła. Zupełnie tego nie rozumiem… Niestety, wizyta w dwóch sklepach nadwątliła moje nerwy. Jak co roku! To jest tradycja i chyba nie ma sposobu, na przedświąteczną gorączkę.

Do moich obowiązków należało upieczenie ciast, zrobienie sałatki i obiadu na poniedziałkowe popołudnie. Jako, że lubię wyzwania, postanowiłam wypróbować nowe przepisy. Tak, wiem, dość to odważne, ale do odważnych świat należy. Upiekłam więc sernik baskijski i babkę caffe latte. Zrobiłam wiosenną sałatkę i roladki ze schabu z pieczarkami. Ja to chyba lubię wyzwania! Ale te kuchenne, pieczenie i gotowanie to dla mnie genialny sposób na spędzenie dnia.

W zasadzie mieliśmy jechać w sobotę do mojej siostry, i tam miało zacząć się świętowanie. Ale Franusia w piątkowy wieczór źle się poczuła, znów pojawiły się wymioty, wolałam więc mieć ją na oku i nie zostawiać na noc, nawet pod czujnym okiem sąsiadów. Biedna Franeczka, przespała całą sobotę, ale regularnie chodziła skubać karmę i popijać wodę. Frania każde Święta ubarwia swoimi dolegliwościami, taka jej natura. Sytuacja powtórzyła się w samą Wielkanoc, znów nas czeka weterynarz. Widać mała się za nim stęskniła i chce koniecznie przejechać się autem przez pół miasta. W Wielką sobotę, poszliśmy na spokojnie ze święconką do kościoła. Przypomnijcie mi za rok, bym kupiła świąteczną serwetę. Papierowe, wielkanocne serwetki, w połączeniu z wietrzną aurą, nie mają żadnych szans. Dodatkowo nieco się wstydziłam mego skromnego koszyczka. Ale nie powiem, moje „marmurkowe” jajka były przepiękne. Nie ma to jak kupić dobre farbki, i beztalenciu coś wyjdzie!

W niedzielny poranek ruszyliśmy do moich rodziców. Uzbrojeni w blachy i salaterki. Do pokonania prawie 40 kilometrów, a ja z sercem w gardle i sernikiem na kolanach. Upiekłam genialny sernik, który bez sensu wyjęłam z formy i wiozłam na pięknej paterze. Czasem i mnie opuszcza rozum. No dobrze, było mocno wcześnie, w domu śniadanie jemy bliżej południa, w zasadzie wychodzi z tego brunch. Korzystając z pięknej pogody poszliśmy na godzinny spacer, nad rzekę. Ok, nie było najcieplej, ale słońce pięknie prażyło i umilało spacer. Po nim nadszedł czas na długie świętowanie- przed deserem, czyli maminą, drożdżową babą, a moim sernikiem, dziękowałam za ten spacer! Pobiesiadowali, więc ruszamy nad morze. Babcia była zachwycona, dawno nie była na takim spacerze. Pół Gdańska wpadło na ten sam pomysł, ale co tam, było pięknie. Z kawą w dłoni, spokojnym krokiem, spalamy świąteczne kalorie i szykujemy się na obiad. Nie ma lekko, święta to dużo jedzenia. Mama nie popuści, gotuje pysznie i ma oczekiwania, że wszystko zniknie ze stołu. A tutaj po obiedzie, musimy opuścić towarzystwo. Przyjaciel Fotografa miał urodziny i zapraszał na wieczór.

7 godzin później, tak naprawdę już w poniedziałek, byłam znów u siebie. Na szczęście, przyjaciele to jednocześnie sąsiedzi przez ścianę, mogłam doglądać Franusi. Oczywiście za ścianą była masa pyszności, ba, o 23, podano chilli con carne. Jeżeli mam być szczera, to było bardzo miło, ale tak intensywny dzień, daje mi do zrozumienia, że jednak jestem starszą panią i lubię być w moim łóżku o 22.

Poniedziałek był na szczęście dużo spokojniejszy. Wczesne przedpołudnie spędziliśmy w lesie, na kojącym spacerze. Przygotowałam obiad, bo mieliśmy gościa na obiedzie. Gość idealny, chwalił jedzenie, zabawiał rozmową, ale nie nadużył gościnności, i po dwóch godzinach ruszył do domu. No dobrze, odprowadziliśmy go prawie pod sam dom. W końcu trzeba dbać o ciągłość formy i wychodzić dużo kroków!

Wieczorem, wróć o 19.45 w piżamach, obejrzeliśmy premierowego Batmana. Cóż, fanką nie jestem i raczej nie zostanę, ale to było idealne zakończenie świąt. Bardzo na luzie, z pełnymi brzuszkami, z ciastem jedzonym w łóżku, w otoczeniu ukochanych kotów.

Nie mogło być piękniej!

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode – World In My Eyes

Pięknych Świąt!

Gdy pierwsze kotki brzozowe
i listki drżące zielenią
niziutko skłaniają głowy
w cichym oczekiwaniu
na radość Niedzieli Palmowej
i kiedy świat cały
trwa w podniosłym Hosanna
choć wiemy
że przed największym Darem
naszej wiary
Krwawą Ofiarą
i Zmartwychwstaniem
Najwyższego
na Mękę zostanie skazany
co stanie się Jego udziałem
lecz zburzy bramę śmierci
zapewni nam życie wieczne
więc już teraz
w skupionym dziękczynieniu
także się w chór ten włączamy…
Alleluja!

Ścieżka dźwiękowa- Editors – Oh My World 

O małej zmianie planów

Miałam być właśnie na wyjeździe. Apartament zamówiony, opłacony już od stycznia. Lista atrakcji dokładnie przygotowana. Ba, na piątek w pracy wzięłam nawet wolne. W środę podałam właścicielowi godzinę przyjazdu, odpisał, że będzie czekał. A w nocy napisał maila, że jednak anulował naszą rezerwację. I zonk.

Okazało się wielkim problemem znaleźć coś na ten weekend w normalnej cenie. Nie mówię, że nie było nic, ale wiecie, dwie noce w polskim mieście za 1600 zł, średnio mnie zadowalały. Dostałam odpowiedź, że podobno panu zdublował się kalendarz i zapisał dwie rezerwacje na ten sam weekend. Zdarza się. Trochę kiepsko, że odpowiedź dostałam dopiero po 24 godzinach.

Wiem, że w skali świata to nic wielkiego, pogoda i tak marna, mało wiosenna. Ale i tak szkoda. Bo od stycznia czekałaś, planowałaś, i nic z tego nie wyszło. Ale ostatni czas jednak pokazał, że dystans do takich spraw naprawdę łatwo złapać. Nie wyszło teraz, wyjdzie później. Może będzie lepsza pogoda i dłuższe spacery? Może będzie nawet lepiej? Ba, jako, że nie spędziłam tego czasu w podróży, udało mi się złapać bileciki na gdańskie Męskie Granie w sierpniu. Na pewno nie udałoby mi się tego zrobić, gdybym jechała autem.

A teraz? Teraz przyjdzie mi spędzić całkiem spontaniczny weekend. Inny niż planowany, ale na pewno nie gorszy.

Ścieżka dźwiękowa- Robert Plant – Burning Down One Side 

Minął miesiąc. Marzec.

I marzec za nami. Czyli koniec zimy, witaj wiosno.

Marzec nie zaczął się w dobrych nastrojach. Wiadomo, wojna, duże emocje. Ale po dłuższym załamaniu, chyba w końcu wyszłam na prostą. Duży w tym udział miała pogoda, która zrobiła się słoneczna i cudownie wiosenna. Dostałam zastrzyk energii, endorfin i sił. Tego było mi trzeba. W końcu sobie uświadomiłam, że nie zbawię całego świata, nie wygram wojny w pojedynkę, a żeby pomagać innym, muszę mieć w sobie siłę i spokój. Inaczej zwariuję. Także zmiana na plus.

Marzec pozwolił mi na małe wycieczki, byłam w Jastrzębiej Górze i Ciechocinku. Niby ten drugi wyjazd, to była asysta rodzicom, ale udało się pospacerować, zjeść dobry obiad i wpaść na pyszną różaną herbatę. Wzmocniły mnie te chwile i to mocno. Codziennie zresztą solidnie spacerowałam, w lutym moja średnia dzienna kroków to 8 tysięcy, w marcu już 11 tysięcy, to mówi samo za siebie. Może moje spacery nie były w jakichś spektakularnych okolicznościach przyrody, ale za to były bardzo regularne. Pilnowałam też regularnej praktyki jogi i medytacji. Koniec z labą!

Marzec to czas wiosennych zakupów. Nieco odświeżyłam swoją szafę. Udało mi się kupić wiosenny płaszczyk. Bardzo to trudna sztuka, kiedy w świecie mody rządzi oversize,a ty bardzo źle w tym wyglądasz. W każdym razie musiałam dwa odesłać i dopiero ten trzeci zaakceptowałam. Bardzo długo szukałam również wiosennych botków. Czyli te buty, które nosimy między kozakami, a trampkami. W marcu, w sklepach rządzi pełnia lata i bardzo ciężko szło mi szukanie botków. W poprzednich, ukochanych czteroletnich, zrobiła się solidna dziura. Ostatecznie botki kupiłam, ale po pierwszym, solidnym spacerze-13 tysięcy kroków, skończyłam z 4 plastrami na palcach. Biorąc pod uwagę ich cenę, jestem solidnie zawiedziona. Zdecydowałam się również na cygaretki i to dwie pary. Chciałam wprowadzić nieco koloru do mojej szafy, skończyło się na ciemniej zieleni i beżu. Szaleństwo! I uwaga, kiedy przygotowałam się na wiosnę, wróciła zima!

Jako, że dawno nie widzieliśmy weterynarza, Fifi postanowił nadrobić braki i odwiedzić pana doktora. Rana na jego łapce była naprawdę solidna, wystraszyłam się okropnie. Ale na miejscu okazało się, że nie jest tak źle. Poza portfelem, który odczuł 3 dni zastrzyków z antybiotyku.

Rozwijam się ogrodowo. Zasadziłam moje pierwsze w życiu drzewko! Ma być z niego najdłużej kwitnące drzewko na świecie, całe cztery miesiące różowych kwiatków. Na razie jest metrowy „patyk”. Zajęłam się lawendą i hortensjami. Stworzyłam kwiatową kompozycję na schodki do ogródka. I żałuję, że po wiośnie zostało wspomnienie i mamy wiosenne przymrozki i śnieg! A ja już planowałam posadzenie niedźwiedzich traw. W każdym razie dzielnie suszę cebule hiacyntowe, za rok wiosna mnie nie zaskoczy.

Zrobiliśmy mały remont w salonie. Co prawda wciąż czekam na półkę w sypialni -bije 8 miesiąc czekania, tyle samo czekam na listwy podłogowe, ale za to zmieniliśmy szafę w salonie. W zasadzie skończyło się na frontach, które połączyły się kolorem z kuchnią. Może w kwietniu doczekam się półek? Drewno jest, ponoć potrzeba ciepła, by je oszlifować na podwórku…

W marcu chętnie gotowałam i w zasadzie pochwalę się, co piekłam ciasto, to było lepsze niż poprzednie. Także tego, mój piekarnik jest cudowny i nigdy mnie nie zawodzi. No, może też tam trochę zasługa mojego talentu?

Udało nam się w końcu spotkać z przyjaciółmi. W końcu! Samo spotkanie było cudowne, aż żal patrzeć, jak ten czas szybko leci, i 7 letnia Zuzia uczyła mnie podstaw kodowania! Weszliśmy za dnia, wyszliśmy praktycznie dnia następnego. Co prawda nastrój po spotkaniu lekko się obniżył, gdy dzień po dostałam informację, że u młodego pojawiła się jelitówka. Czekałam w napięciu kiedy nas dopadnie, ale nie dopadło. Ani nas, ani nikogo od przyjaciół, poza najmłodszym członkiem rodzinki. Uff, odetchnęłam z ulgą.

Poza kilkoma chwilami marzec był naprawdę udany. I zawodowo i prywatnie. Szkoda, że to nie jest ten czas, gdy możemy powiedzieć, że wojna u sąsiada jest wspomnieniem. Może w kwietniu? Modlę się o to!

Ścieżka dźwiękowa- Kasabian – Wasted

Kogo podglądam w sieci?….

Dziś powiem Wam do kogo regularnie zaglądam, i bez kogo nie wyobrażam sobie dnia. Jakoś tak wyszło, że do autorów tych blogów czuję dużą sympatię i czerpię od nich wiele, wiele inspiracji! Oczywiście do Was zaglądam również z wielką przyjemnością, i stale polecam Wasze blogi 🙂

Najdłużej zaglądam do…. Kasi Tusk. Uwielbiam ją i jej blog, który jest połączeniem mody, urody i stylu życia. Czuję jakąś dziwną więź z Kasią, może to przez to, że mieszkamy w Trójmieście i jesteśmy praktycznie w tym samym wieku? Ale odczuwam dużą przyjemność zaglądając na jej blog. Uwielbiam dowiadywać się co w modzie piszczy ( chociaż i tak wierna jestem klasyce). Lubię jej styl życia, taki skupiony na rodzinie i celebrowaniu codzienności. To naprawdę miejsce, gdzie mając zły humor, szybko go tracę i na chwilę przenoszę się w milszy świat.

https://makelifeeasier.pl/

Jak już zaglądam do Kasi, to od razu wpadam do Zosi, czyli do Make Cooking Easier. Uwielbiam jej stylistykę zdjęć, cudowne przepisy i ciepło jakie bije od Zosi. Zosia uwielbia gotowanie i swoich czytelników, chętnie odpowiada na pytania i podpowiada co zrobić by wszystko wyszło idealnie. Często korzystam z jej przepisów i nigdy, ale to nigdy się nie zawiodłam. Szczególnie u Zosi podoba mi się to, że jest taka „swojska”. Może to dlatego, że mieszka rzut beretem ode mnie. I chociaż jej nie znam, to szczerze lubię!

http://www.makecookingeasier.pl/

Polska po godzinach. Podróże, te małe i nieco większe, to coś co uwielbiam. I  żałuję,że nie mam tyle wolnego czasu, by co weekend gdzieś ruszyć. Kiedy więc nigdzie nie wyjeżdżam, szukam nowych inspiracji na wycieczki na tym właśnie blogu. Nawet nie przypuszczacie, ile miejsc poznałam dzięki temu blogowi! Polecam, jeżeli lubicie ruszać się z domu i poznawać nasz kraj. Ale nie tylko. Po godzinach, poznacie wiele zakątków świata!

Jak już wiecie, od jakiegoś czasu kocham swój ogródek. I staram się by był najpiękniejszym ogródkiem w mojej gminie. No dobrze jeszcze mi do tego daleko, ale ostatnie dwa piątkowe popołudnia spędziłam w kwiatowej szkółce, powiększając zasób swoich ogrodowych roślin. Dużo inspiracji, nie tylko do ogrodu, ale i na balkon, czy taras, znajdziecie na bardzo przyjaznym czytelnikom blogu Leniwa Niedziela. Nawet jeżeli jeszcze nie jesteście maniakami roślinności, to szybko się staniecie. Gwarantuję to Wam!

http://www.leniwaniedziela.pl/

Jak już wiecie, nie grzeszę nadmiarem zdrowia. Dużo czasu spędzam w aptece, próbując jakoś wzmocnić odporność, walcząc z różnymi alergiami, z zatokami i niezbyt współpracującym żołądkiem. Kiedyś kupowałam dużo suplementów, zupełnie bez potrzeby. Uświadomił to nie lekarz- bo oni sami wypisywali mi dużo, dużo magicznych suplementów Ale właśnie Pan Tabletka, kompendium wiedzy o lekach i suplementach wszelakich. Dzięki niemu oszczędziłam dużo pieniędzy, ograniczyłam apteczkę i nie daję się nabrać na reklamowe triki. Polecam tę stronę każdemu!

Ścieżka dźwiękowa- Editors- An end has a start