Filmowo

Zapraszam na małe filmowe podsumowanie, w sam raz na szary, brzydki listopadowy weekend. Dodatkowo weekend z okropnym przeziębieniem.

Podatek od miłości. Dużo osób chwaliło ten film. Ja oczywiście po kilku latach postanowiłam nadrobić braki i go obejrzeć. Tak, tak, mój kultowy wręcz ogarniacz tematu! Skusiło mnie to, że to miała być komedia romantyczna rodzimej produkcji na wysokim poziomie. A jak wiadomo, nie ma zbyt często takich filmów, pozostało tylko włączenie Playera i nastawienie popcornu. No cóż, film faktycznie, jest lekki i przyjemny, o dziwo nie ogłupia. Naprawdę miło się go ogląda. Żadne tam arcydzieło, czy film, który wspomina się latami, ale jednak było to całkiem udane kino. Świetnie pasuje do zakatarzonego nosa. Mamy dobrych aktorów, dość ciekawa historia, która na pierwszy rzut okna nie trąci banałem. Do tego fajni aktorzy, ci mniej znani, dzięki temu film się dobrze ogląda. Nie mogę powiedzieć, że zmarnowałam czas, a w przypadku rodzimej komedii romantycznej, to olbrzymi plus!

Diuna. No dobrze, miałam na ten film iść w listopadzie do kina, ale się rozchorowałam. Zostałam w domu, na zmianę kichając i kaszląc. A tu proszę, HBO MAX zaproponowało mi seans, drugiej okazji nie mogłam zmarnować! W końcu Fotograf z kina wrócił naprawdę zachwycony, jako, że lubię Gwiezdne Wojny, byłam pewna, że i Diuna mnie wciągnie. No i tutaj pojawił się zgrzyt. Nie mogłam się z Diuną polubić. Za nic! Oglądałam, czas mijał, film się skończył, a ja mimo, że na ekranie pokazywał się ulubiony Timothee Chalamet, to nie mogłam się w niego wczuć. Wręcz poczułam ulgę, że to koniec. Owszem ładne, owszem, ładnie zagrane, ale to tyle. Nie znalazłam w tym głębi. Moja cierpliwość do fantastyki musiała się wyczerpać na Gwiezdnych Wojnach. Nie znałam książki, zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, podeszłam do tego filmu jako do ciekawostki. Ale nie dostałam nic, co by mnie zaintrygowało. Dość sztuczne i drętwe dialogi, brak jakiegokolwiek wprowadzenia w świat bohaterów, sprawia, że z nikim nie mogłam się polubić, i jakoś emocjonalnie wczuć się w ten film. Zabrakło mi konkretów, było tam tyle niedomówień, że miałam wrażenie, że nieznajomość książki całkowicie wyłącza mnie z tego świata. Po prostu film dla fanów, nie dla mnie.

Życie Pi. Dobrze, dobrze, macie mnie. Nie widziałam wcześniej tego filmu, i tak czułam się z tym dziwnie. Ale książkę mam przeczytaną, więc chyba nie jest ze mną aż tak źle? Historię znałam, ale wersję kinową widziałam dopiero niedawno, i powiem Wam, zakochałam się w tym obrazie. Poruszył mnie on niesamowicie, wywołał wielkie emocje. Pozytywne, aczkolwiek trudne. Jeżeli nie widzieliście, albo nie pamiętacie już fabuły. Jest to opowieść życia, w formie wywiadu, jaką dorosły bohater, przedstawia pisarzowi. I chociaż większa część tej historii jest po prostu bajkowa, to elementy wywiadu, sprawiają, że film staje się niesamowicie prawdopodobny. Życie tytułowego bohatera, jest pełne niesamowitych wydarzeń i pełne magicznych chwil. Najpierw poznajemy rodzinę bohatera i decyzję o morskiej podróży. A potem walkę o życie i podróż z tygrysem, którego chyba większość już kojarzy. Tak na marginesie, filmowy tygrys, chociaż to animacja, to prawdziwy majstersztyk. W ogóle cały film wizualnie zachwyca i wywołuje ciarki. Dawno nie widziałam tak pięknie zrealizowanego filmu, od którego nie sposób oderwać wzroku. Cały film jest magiczny, baśniowy, opowiada piękną i uniwersalną historię.Na wielką uwagę i oklaski, zasługuje odtwórca głównej roli, młodziutki aktor, debiutant, który udźwignął ten film na swoich barkach. Dawno nie widziałam tak poruszającego i wzruszającego filmu. Wciągnął mnie bez reszty, zaczarował i dostarczył dwie godziny wzruszeń.

Ścieżka dźwiękowa- Pink Floyd- Money

Reklama

Na Ekranie

Mam problem z dobrymi filmami, powiem Wam co widziałam i liczę na Wasze polecenia!

Annette. To film, który albo się pokocha, albo znienawidzi. Nie da się być gdzieś pośrodku. Albo przyjmie się ten obraz za arcydzieło, albo będzie się miało poczucie straconych dwóch godzin życia. To nagrodzony musical, który jest kiczem, pastiżem i celowo zrobionym komiksem. Aczkolwiek treść tego musicalu, nie jest wcale komediowa. Owszem, to wszystko jest przerysowane i dziwaczne, ale temat dotyczy zazdrości, poczucia winy i miłości , która rozwija się w świecie kolorowej prasy i mediów. Każdy krok bohaterów jest śledzony, media niby kibicują, ale tak naprawdę czekają na upadek i doniosły kryzys. Henry i Ann, łączą dwa różne światy. On jest komikiem, stand-uperem. Ona śpiewaczką operową. On żeruje na najniższych instynktach i marnych żartach. Ona wzbudza wielkie emocje i prezentuje klasę, elegancję, wielką sztukę. Łączy ich miłość, ślub i córka, tytułowa Annette. A następnie dzieli olbrzymia tragedia. Ok, ten opis może zachęcać. Ale, ale… W filmie padają pojedyncze słowa, reszta to śpiew. Tak z 99, 9% czasu, postaci z sobą śpiewają. A utwory, cóż, poza motywem przewodnim, nic nie wpada w ucho. Ja sama mam z tym filmem problem. Miałam duże oczekiwania i nadzieję. Wystarczyło, że spojrzałam na obsadę i już mi się spodobało. Ale potem? Cóż, w ogóle mnie nie porwał ten film, byłam nim bardzo rozczarowana. Po prostu nie kupiłam tej konwencji. Wynudziłam się i marzyłam o końcu. Naiwnie liczyłam, że jednak coś mnie porwie. Ale nie, do końca nie porwało mnie nic. A na samym końcu mogłam odetchnąć. Uff, to już koniec! To film dla fanów gatunku, i samego twórcy. Dla kogoś kto doceni karykaturalność i znajdzie w tym prawdziwą sztukę!

Kiedyś byłem sławny. Ten film mnie pozytywnie zaskoczył i to mocno! Nie sądziłam, że ot, taki zwyklak, włączony kompletnym przypadkiem, tak mi się spodoba. Film wydaje się banalny, ot, upadły gwiazdor. Jako młodzieniec Vince był członkiem boysbandu. Zdobył sławę, pieniądze i poczuł jak to jest być na szczycie. Ale wiadomo, kiedy zwykły człowiek nagle doznaje sławy, to bardzo szybko upada. Alkohol, narkotyki, nieumiejętność wykorzystania swoich pięciu minut. Ze szczytu Vince trafił na samo dno. Z gwiazdy światowych scen, trafił na ulicę, gdzie gra i śpiewu na lokalnym ryneczku. Brakuje mu pieniędzy na jedzenie i życie. Przypadkowe spotkanie, z nastoletnim Steviem, to wielka szansa dla Vince’a. Razem mogą wiele. Ale jest problem, Stevie cierpi na autyzm, ma nadopiekuńczą matkę i jest kiepskim materiałem na gwiazdę, Ale to spotkanie, to nie tylko połączenie sił dwóch muzyków, to szansa na nowe, lepsze życie dla dwojga. Bardzo to optymistyczny i pogodny film. W sam raz na ponury jesienny dzień. Takie niby nic, a ogląda się go z wielką przyjemnością!

Czas dla siebie. O nie, to film, po którym przez długi czas pozostaje się w poczuciu żenady i straconego czasu, Pan domowy kogut, idealny mąż i ojciec, dostaje od żony czas dla siebie. Ona, wzięta architekt robi oszałamiającą karierę, on tłumaczy radzie rodziców, że dzieci powinny pić mleko konopne. Ona obraca się w eleganckim świecie, a on układa kolorowe lunchboxy, Wolny czas, z dawno niewidzianym kumplem, wymyka się jednak spod kontroli. Żarty są żenujące, gagi jeszcze bardziej smutne. Dialogi okropne. W tym filmie wszystko jest okropnie złe. Wielka strata czasu! Żenujący moment, go żenujący moment, i najgorsze, nie zmierza to, do jakiegoś konkretnego celu.

Ścieżka dźwiękowa- Budka Suflera- Nic nie boli tak jak życie

Minął październik. Książkowo.

W październiku, bardzo chorobowym miesiącu 23 książki na liczniku. Także wynik zacny, aczkolwiek jakoś ciągnęło mnie znów do lekkich i łatwych w odbiorze historii.

Co na minus? Nieosiągalny, Małgorzata Falkowska, Ewelina Nawara. Nie jest ze mną aż tak źle, skoro uznałam tę książkę za dno totalne. No cóż, jeżeli chcemy czytać bajki, to zdecydowanie lepiej sięgnąć po klasykę. Kopciuszek, Piękna i Bestia…. To są bajki. A nie to coś, co próbuje być książką, a jest topornie napisaną bajką. Nie wiem, tutaj nie ma nawet akcji. Książka to opisy scen erotycznych i ubrań jakie mają na sobie bohaterowie. Niesamowicie to nudne i ciężkostrawne. Radzę omijać szerokim łukiem, bo czasu jaki straciło się na tę książkę, nie da się odzyskać! W skrócie, to naprawdę dno dna.

Ze statusu ojcowskiego „very tragic” dzień awansował do miana „skończ się, do diabła, nim ja skończę ze sobą.

Tomasz Kieres, Nasz kawałek świata. Po tę książkę sięgnęłam, bo naprawdę szanuję autora i wydawało mi się, że to jest pewnik. O, ależ się pomyliłam! Totalne nieporozumienie i stracony czas. Nasz kawałek świata, jednak zupełnie mi nie podszedł. Nie mogłam się wkręcić w akcję. Bohaterowie w ogóle nie przypadli mi do gustu. Wręcz nudziłam się czytając kolejne strony tej powieści. Zdecydowanie nie moja bajka.

To jest ten nasz świat, nieprzywiązany do konkretnego metra kwadratowego. On jest tam gdzie my jesteśmy. Nie ma znaczenia, gdzie to jest. To jest właśnie to miejsce”.

Teraz coś milszego, czyli polecanki.

Diane Chamberline, Światło nie może zgasnąć. Jaka to była wielka czytelnicza przyjemność! Jak miło było czytać tę książkę!
Autorka pokazała nam dwa małżeństwa, 4 osoby. O jednej została tylko pamięć, bo książka zaczyna się tragicznie, umiera Annie. Zostawia po sobie pustkę, żal i pełno wspomnień. Zostawiła też rodzinę, męża i dwoje dzieci. Dla miasta i swojej rodziny była Świętą Anną. Taką samą wyjątkową osobą, była dla męża Olivii, Poula. ..
To historia o tym, jak wiele o sobie wiemy i jak wiele o sobie nie wiemy. Jak strzeżemy swoich tajemnic i jak wiele ukrywamy przed swoimi bliskimi. To książka o miłości, tragicznej wręcz miłości. O żałobie, wielkiej stracie i uczuciu, które nie potrafi znieść rozstania.
To wielowątkowa książka, czyta się ją świetnie i ciężko ją odłożyć na półkę.
Diane Chamberlain, stworzyła naprawdę piękną i poruszającą książkę, która kipi od emocji !

Ewa Przydryga, Topeliska. Wydawać by się mogło, że to taka niepozorna książka. Historia jak inne. A tymczasem dostałam książkę, która zawładnęła moim życiem. Nie potrafiłam jej odłożyć i zapomnieć. Musiałam brnąć dalej, w ten magiczny świat, który utkała autorka.
Tak, to nie jest zwykła książka i banalna historia. Chociaż wydaje się, że ta jest. Pola, żona i matka, nabawiła się przeziębienia. Dlatego wyprawia męża z synem do przychodni na zdjęcie szwów. Po jakimś czasie dostaje telefon, Kuba i Jaś nie dotarli do chirurga. Czy to przez śnieżną zamieć? Czy to tylko korki na drodze? A może coś najgorszego?
Historia gmatwa się na każdym kroku. Pola odkrywa, że Kuba nie był z nią do końca szczery….
Najbardziej podobało mi się połączenie codzienności Poli, z jej snami, które są ważną częścią układanki. Całość dzięki temu nabrała klimatu rodem z filmów Davida Lyncha. A kiedy już wszystko wiemy, albo prawie wszystko i zaczyna nam się klarować, to autorka odpala taką bombę, że tracimy dosłownie dech! I wtedy wszystko się układa, a my czujemy, ze daliśmy się nabrać. Braliśmy udział w grze, i to autorka wygrała. Jej wygraną jest nasze zaskoczenie, nasze emocje i poczucie, że to naprawdę genialna książka!

Mój mózg odcina się od tu i teraz. Zamiast kodować kolejne wydarzenia, prześlizguje się po kolorowych zygzakach, po zasysającej mnie do wnętrza spiralnej linii.

Lily Lindon, Gra na dwa fronty. Georgina, czyli dziewczyna taka jak tysiące innych. Córka, partnerka, przyjaciółka. Nauczycielka, z pasją do muzyki. Ciepła i miła osoba. Uzależniona od planowania i kalendarza. Ale to pozory, otóż Georgina jest bardzo pogubiona, i w tym pogubieniu bardzo samotna. Dziewczyna nie wie kim jest, a świat nie pomaga jej tego w pełni odkryć.
Gina to sumienna pracownica, nudna, zwyczajna dziewczyna Douga. Prowadzi normalne życie i nieśmiało mknie po ulicy. George zaś jest członkinią żeńskiego zespołu, złożonego z samym lesbijek. George chce być częścią tej społeczności i chce spróbować życia z kobietą…
To książka o tym, że życie ma wiele, wiele barw. Że nic nie jest oczywiste i łatwe do interpretacji. To też książka o tym, jak ciężko jest być prawdziwą wersją siebie i w ogóle jak ciężko jest odkryć prawdę o sobie.
Polecam, ku refleksji!

Mogłabyś raz zmienić swoje zwyczaje, wyjść gdzieś
ze mną i dla odmiany trochę się zabawić.
– Serio, co może być przyjemniejszego od oglądania Przyjaciół
w wannie?
– Czy ja wiem… cokolwiek? – odpowiada, nie kryjąc sarkazmu.

Shalini Boland, Sekret matki. Tessa próbuje podnieść się po ciosach, jakie dostała od życia. Jest z mężem w separacji, była matką, ale jej dzieci zmarły. Tessa zaczyna kroczek po kroczku, wychodzić z mroku. I wtedy w jej kuchni, pojawia się 5 letni chłopiec, który przekonuje Tessę, że jest jej synem….
Tak, dość szybko można odgadnąć rozwiązanie. Zagadka nie jest jakoś niesamowicie zawiła i trudna do rozwiązania. Ale, mi to o dziwo nie przeszkadzało. Historia trzyma niezłe tempo, a samą historię chce się czytać. Niech świadczy o tym to, że książkę przeczytałam praktycznie w jeden dzień.
To dość łatwy w odbiorze thriller psychologiczny, niekoniecznie mroczny, ale naprawdę solidny. Polecam tym, którzy mają dość krwi i bebechów na wierzchu. To idealna książka na jesienny wieczór w domowym zaciszu.

Phoebe Morgan, Idealna opiekunka. Wyjątkowo solidna książka, napisana jednak tak lekko, wręcz przyjemnie. Czyta się po prostu sama!
To taki „kobiecy” thriller. W mieszkaniu znaleziono zwłoki kobiety, młodej Caroline Harvey, zniknęła również roczna Eve, którą Caroline się opiekowała. Co się stało z dziewczynką? I czemu musiała zginąć Caroline?
W tym samym czasie, bajkowy francuski urlop pewnej rodziny, zakłóca wizyta policji. Głowa rodziny zostaje aresztowana…
Dużo tutaj rodzinnych i damsko-męskich tajemnic, niedomówień i kłamstw. Dużo tutaj gorzkiej miłości i chwil zwątpienia. Akcja płynie tak wartko, że nim się spostrzegamy, już mamy finał.
Polecam, bo może nie jest to książka, która wbija w fotel, ale pozostawia wrażenie, że poznało się naprawdę świetną historię.

Magdalena Krauze, Porzucona Narzeczona. Z początku byłam pewna, że to komedia. Tak się zaczęło!
W dniu ślubu narzeczony porzuca Zuzę. Odwołuje ślub przez sms. Dziewczyna zostaje sama z gośćmi, którym nie wiem co powiedzieć. Jej przyjaciółki- Basia i Dominika, dbają by Zuza nie czuła się samotna. Wielkim wsparciem jest również Filip, który jest największym przyjacielem.
Kiedy opada kurz z powodu weselnego skandalu, okazuje się, że życie pisze dla Zuzy zaskakujący i bardzo trudny scenariusz. Na szczęście ma obok siebie przyjaciół i rodzinę. A to wsparcie się jej przyda….
Nie czuję się rozczarowana tym, że książka nie okazała się lekką i zabawną komedią, a dotyka poważniejszych tematów. Mimo wszystko lekko się czyta, podoba mi się styl autorki i to, że o poważnych sprawach, można pisać w sposób przystępny i zachęcający do dalszego czytania.

Czy ja naprawdę chciałam z własnej i nieprzymuszonej woli wyjść za tego matoła? Jeszcze trzy tygodnie temu miałam żal do samego Pana Boga. Nie mogłam pogodzić się z losem porzuconej narzeczonej i wylewałam łzy nad utraconym szczęściem. A dziś, teraz, stojąc przed Kamilem, zrozumiałam, że cały czas kochałam człowieka, który istniał wyłącznie w mojej wyobraźni.

Mam nadzieję,że jakiś tytuł Was zaciekawił i spędzicie z nim jesienny wieczór!

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode – A Question Of Time

Johnny. Czyli popłakałam się!

W sobotę byłam w kinie. Dość niespodziewanie i całkiem spontanicznie. Ale jako, że w sumie nie wiem jak będzie z moim samopoczuciem, to wszystko robię spontanicznie. Także tego, wylądowaliśmy w kinie. I przyznaję, na chwilę przed wyjściem z auta, miałam ochotę wrócić do domu. Zaczęła mnie boleć głowa i bałam się, jak wysiedzę w kinowym fotelu prawie dwie godziny? Wiadomo, na bolące nogi pomaga mi leżenie, albo co dziwne, spacerowanie w miejscu. W kinie nie jest to zbyt mile widziane, ale podjęłam wyzwanie. Bo w końcu szłam na wyjątkowy film! Miałam iść już miesiąc temu, ale covidek. Bałam się, że już wyszedł z kina, dlatego bardzo się zaskoczyłam, na plus, tym, że wciąż jest i można go obejrzeć. Ten film to Johnny, opowieść o niesamowitej osobie, o księdzu Janie Kaczkowskim. Jako, że pochodził i działał na Wybrzeżu, był tutaj bardzo znany. Dużo wcześniej go poznaliśmy niż cała Polska, dzięki jego książkom. Chyba wszyscy kibicowali jego działaniom, które zmierzały do powstania puckiego hospicjum. Ja sama mam do tego miejsca wyjątkowy stosunek. Byłam tam dwa razy, od dawna wiedziałam, że jak będę brała ślub, to zamiast kwiatów, poproszę gości o datki właśnie na to hospicjum. Kiedy dzień po ślubie, wieźliśmy tam puszkę i potwierdzenia przelewów, byłam dumna i szczęśliwa. To naprawdę wyjątkowe miejsce, gdzie czuć ducha księdza Jana. W każdym centymetrze kwadratowym. To jego żywy pomnik!

No dobrze, zaczyna się film. A film jest niezwykły, bo taki jest jego bohater. A do filmu scenariusz napisało po prostu życie. Tak, to jest film dość przewidywalny, bo przecież wszyscy wiedzą, że Jan Kaczkowski zachorował na glejaka mózgu i ta choroba go pokonała. Ale nawet ciężko chory, ksiądz Jan, zarażał optymizmem i radością życia. I również taki był przed chorobą nowotworową. Chociaż urodził się jako wcześniak, z ogromną wadą wzroku i porażeniem, które uniemożliwiało mu normalne funkcjonowanie. Ale wiecie co? Ze swoich wad zrobił po prostu atut. Dzięki temu był chyba aż tak bezpośredni i potrafił zjednać sobie ludzi. A dodatkowo był uparty. Dzięki temu uporowi został kapłanem i wybudował dzieło swojego życia, czyli hospicjum. Hospicjum miało być miejscem godnego odchodzenia. Ale stało się także miejscem pomocy młodym ludziom, wielu wolontariuszom. I ten film pokazuje też postać Patryka, który w hospicjum miał odbywać prace społeczne. Chłopak z totalnego marginesu, narkotyki, alkohol, przestępstwa, brak perspektyw. I nagle na swojej drodze spotkał tego „śmiesznego księdza”. I ten śmieszny gość, uratował mu życie.

Film jest tak skonstruowany, że w jednej chwili śmiejemy się do rozpuku, a za chwilę wzruszamy niemal do łez. Dawid Ogrodnik nie tyle zagrał Jana Kaczkowskiego, on się nim stał! To fenomenalny aktor, który zasługuje na owacje na stojąco. Trzymałam się dzielnie, ale na sam koniec nie dałam rady i poleciały mi łzy, jak grochy! Zresztą wszyscy płakali, dziewczyna na oko 15 lat, starsi państwo, ci 40 latkowie obok, i mój mąż też! Wszyscy!

W tym filmie wszystko gra. Jest lekkość, dowcip, wzruszenie, piękne zdjęcia, świetna gra aktorów i prawdziwe emocje. I na wielki plus, genialnie dobrana muzyka! Coś fantastycznego, co każdy musi obowiązkowo zobaczyć! I co ważne, to jest film o człowieku, a nie o religii. Nie epatuje modlitwą i nie nawraca. To po prostu film o niezwykłym człowieku.

Ścieżka dźwiękowa- Dean Lewis – Stay Awake

Czytelniczo

Dziś zapraszam na kącik czytelniczy. Ale nie będzie o tym co właśnie przeczytałam, ale o tym, jak czytam.

W domu zawsze chciałam mieć swój kąt do czytania. W moim wymarzonym, większym domu, miałabym swój pokój, albo chociaż pół pokoju. Na razie mam tylko kącik. Kącik, czyli fotel, obecnie nowy, i o ile poprzedni został zaanektowany przez moją koteczkę Franię, to obecny nie wzbudził jej entuzjazmu, woli kanapę. Za to pokochał go Filemon, i to on przesiaduje tam od 19. Wtedy też się wymieniamy, ja szykuję się do snu, a on tam zasypia. W każdym razie, mój fotel stoi sobie obok okna balkonowego, mam więc widok na ogród i kwiaty. Dla większej wygody, mam też podnóżek. Obok jest aneks kuchenny, więc dostawa gorącej herbaty, jest na bieżąco. I oczywiście dostawa słodkości, albo pokrojonego jabłuszka i melona.

Jestem wielką fanką zakładek do książek. Zbieram, najwięcej mam ich z podróży. Nie wyobrażam sobie kawałka kartki, czy przypadkowej ulotki w roli zakładki. To w końcu ważny element, coś jak ozdoba książki. Przynajmniej w moim przypadku. Kiedy szykuję się do spania, albo muszę przerwać czytanie, zawsze staram się doczytać do końca rozdziału. Nie lubię zaczynać na przypadkowej stronie, nie lubię też kończyć, będąc w środku jakiegoś ważnego wątku, albo zostawić niedokończoną kwestię. Ale wiadomo, nie zawsze się da. Więc nie mam do siebie pretensji, jeżeli po prostu zamknę książkę.

Zawsze czytam dwie książki jednocześnie. Jedną na czytniku, drugą tradycyjną. Ta w wersji elektronicznej jedzie ze mną do pracy, jest leciutka, wygodna, wiem, że się nie uszkodzi. W domu czytam tylko tradycyjne książki. Staram się nie mieszać gatunków, już wiem, że czytanie dwóch kryminałów jednocześnie może wywołać poczucie splątania obu historii. Więc, obyczajówki, łączę. z kryminałami. I jest ok. Nie wyobrażam sobie porzucić tradycyjnych książek. Ale nie zamierzam też obrażać się na nowoczesność i wygodę, książek elektronicznych. Czytam dużo w samochodzie, w trakcie jazdy do pracy. W autobusie, w pociągu- tu już czytam na przystanku, czy peronie. Czytam wszędzie tam gdzie mogę mieć wolne 5 minut. Jeszcze niedawno podczas czytania mogłam mieć włączone radio, czy jakiś program w telewizji. Mogłam też gotować i zaglądać do książki. Obecnie, mój mózg ma nieco trudności z podzielnością uwagi, więc chwilowo skupiam się na jednej czynności. Ale mam nadzieję, że wrócę do podzielności uwagi!

Znam osoby, które na dzień dobry, zaczynają od końca. Czytają ostatnią stronę. Nie wiem co im to daje? Przyznaję, wiele razy byłam tak ciekawa zakończenia, że mnie korciło sprawdzić podczas czytania co się wydarzyło. Ale dzielnie wytrwałam do finału. W zasadzie, jeżeli nie zna się treści książki, to nie wiem co może dać przedwczesne poznanie zakończenia? Ja tak nie robię, ale może ktoś z Was?

Wiele, wiele, ale to wiele razy wybierałam w bibliotece książki po okładce. Czy to były dobre wybory? Nie zawsze. Ale tak, ładna okładka potrafi mnie zauroczyć na tyle, że nie czytam opisu książki. A potem się z nią męczę. Musicie wiedzieć, że w swoim życiu nie udało mi się doczytać jedynie 3 książek. Dobry wynik? Zawsze daję szansę i się łudzę….

No dobrze, to taki wpis książkowo-jesienno-deszczowy!

Ścieżka dźwiękowa- Zbigniew Wodecki – Ballada o Jasiu i Małgosi

Wielka woda. Czyli muszę bo się uduszę!

Wielka Woda, to serial, który wciąga niczym fala powodziowa. Wciąga i po prostu porywa.

Wielka Woda to serial, który opowiada o powodzi, jaka nawiedziła Wrocław w 1997 roku. Większość z nas, pewnie pamięta ten czas. Co prawda nie było całodobowej telewizji informacyjnej, ale i tak to był temat tamtych wakacji. Gazety pokazywały dramatyczne zdjęcia. W Wiadomościach jedynym tematem był poziom wody, i stopień zagrożenia dla miasta. Pamiętam te relacje, miałam wtedy 9 lat, ale doskonale to pamiętam. W dwa wieczory, przeniosłam się z powrotem do lata 1997 roku, to była podróż w czasie, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie.

To nie jest serial dokumentalny, a pełnoprawna fabuła. I powiem Wam, jest tak zrobiony, że zapominamy o tym, że znamy finał. Choćbyśmy chcieli, nie zawrócimy fali powodziowej. Ale mimo wszystko, oglądamy z zapartym tchem i czekamy, co się wydarzy. To efekt genialnego scenariusza, niesamowitych zdjęć i jeszcze lepszego aktorstwa. Tak, obejrzałam ten serial, dosłownie raz i dwa. I powiem Wam szczerze, nie sądziłam, że jakiś polski serial, może zebrać u mnie 10 gwiazdek na 10. Nie mam się do czego przyczepić. Nie ma tutaj słabego punktu, ani czegoś co by mnie irytowało. Po prostu chłonęłam ten serial, i kiedy skończył się ten szósty odcinek, powiedziałam – ale czemu już? Ja chcę więcej!

Akcja toczy się wielotorowo, wokół głównych bohaterów. Mamy więc Jaśminę, hydrolożkę, której miasto zleca ekspertyzę- zaleje nas, czy też nie. Mamy Jakuba, lokalnego polityka, członka sztabu kryzysowego, który odpowiada za komunikację. Jest przy tym samotnym ojcem nastoletniej Klary, i ma z Jaśminą więcej wspólnego, niż nam się wydaje. Mamy tutaj wątek osobisty, jak i wątek ściśle polityczny. Mamy tutaj Andrzeja, który staję się twarzą buntu mieszkańców Kętów, którzy walczą o ocalenie swoich domostw i gospodarstw. Kiedy zapada decyzja, o wysadzeniu wałów, i zalaniu ich wsi, chroniąc jednocześnie Wrocław, doprowadzają oni do starć. Ich bunt, prowadzi do zalania miasta. Co jeszcze tutaj mamy? Kłótnie ekspertów, wielką politykę, która za nic ma ocalenie miasta. Mamy tutaj konflikt- ludzie-służby. Mamy wielkie emocje, osobiste dramaty Jaśminy i JKuby. Ogląda się to świetnie, bo to my w soczewce. My w tamtych lat. My, którzy odbudowaliśmy swoje życie, po latach komuny, i nagle ma być to nam zabrane. My, którzy dopiero uczyliśmy się wielkiej polityki. I ta polityka była nieszczera, a my nie mieliśmy za grosz zaufania do ludzi władzy.

Ten serial jest genialnie zagrany, i genialnie nakręcony. W pełni oddaje ducha tamtych lat, po prostu bezczelnie przenosi nas w przeszłość. I wydaje się, że wszystko już wiemy, i nie ma czym nas zaskakuje, a jednak zaskakuje. Serial pokazuje emocje zwykłych ludzi w obliczu powodzi. Ale i emocje polityków, którzy nie do końca skupiają się tylko na bezpieczeństwie ludzi, a przede wszystkim na swoim wizerunku. Wielka woda zostawia nas w ogromnym niedosycie, to jest tak dobre, że ciężko zrozumieć, czemu tylko 6 odcinków? Czemu nadszedł koniec!

Kto nie widział, niech koniecznie nadrobi. W nadchodzący weekend. To po prostu genialny serial jest!

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- Black Celebration

Filmowo

Przegląd covidowych filmów, oglądanych z perspektywy łóżka.

Najmro. Kocha, kradnie, szanuje. Ależ dobry film! Idealny na weekend, lekki, bardzo przyjemny, szalone tempo, świetna muzyka, kolory, zdjęcia, aktorstwo-rozrywka na najwyższym poziomie. Naprawdę świetnie się go oglądało! Przegapiłam go w kinie, ale nadrobiłam w domowym, chorobowym zaciszu. To zdecydowanie film, dla tych, którzy lubią jak dużo się dzieje, jak akcja pędzi, jest dużo emocji. Przy tym filmie nie da się nudzić. Oparty na prawdziwej historii Zdzisława Najmrodzkiego, czyli przestępcy celebryty, który wielokrotnie wymykał się służbom. Ba, w tym filmie postać Najmrodzkiego, jest tak przedstawiona, że nie da się jemu nie kibicować! A do tego to kosmiczne i niesamowite zakończenie! Po prostu wow. Tak wiem, to nie jest film, który coś zmienia w życiu, ale za to daje niesamowitą i czystą przyjemność. Nie sposób nie uśmiechnąć się podczas oglądania. Naprawdę udana produkcja, ale kiedy w obsadzie mamy Dawida Ogrodnika i Roberta Więckiewicza, nie sposób mieć nieudany film. Czyli, jeżeli szukacie czystej rozrywki, to macie pomysł na wieczór.

Ojciec panny młodej. To taki film, który świetnie się oglądało w tym czasie, kiedy wciąż chora, ale już były jakieś tam przebłyski świadomości. Nowość z HBO MAX, co ciekawe film wyprodukował Brad Pitt, czyli po prostu trzeba obejrzeć. W głównej roli mamy Glorię Estefan i Andy’go Garcię. Tak jak mamy w tytule, jest panna młoda, będzie ślub i jej ojciec. Jak łatwo się domyślić, wyszła z tego komedia. Sytuacja jest następująca- Billy i Ingrid Herrera, mają za sobą kilkadziesiąt lat razem, i dwie dorosłe córki. Właśnie podejmują decyzję o rozwodzie, ale ogłoszenie tej rewelacji, przyćmiewa informacja o ślubie pierworodnej córki Sofii. Aby nie przeszkadzać córce w spokojnym przygotowaniu się do ślubu, rodzice postanowili trochę poudawać. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że ślub już tuż, tuż, a rodzice nie znają pana młodego. Ot, taka komedia, która może jakoś specjalnie nie cieszy, długo się rozkręca i w zasadzie jest bardzo przewidywalna. Ale mimo to ogląda się to w miarę miło i bez nerwowego zerkania na zegarek- kiedy koniec. Aczkolwiek moja opinia jest podyktowana chorobą i całkiem możliwe, że podczas normalnego stanu świadomości, byłabym na nie. Także ani nie namawiam, ani nie odradzam. Ot, sprawdźcie sami.

Elvis. To film o dziwnej relacji między królem muzyki, a jego agentem, Tomem Parkerem. To film o uzależnieniu ich od siebie, wykorzystywaniu artysty i o wielkiej chciwości, która prowadziła do upadku. No dobrze, wiemy jak wyglądało życie Elvisa, nie ma tutaj alternatywnego zakończenia. W teorii nic Was nie zaskoczy,ale po tym filmie, uznacie, że Elvis to zagubiony i bardzo wrażliwy człowiek. Nieco to teledyskowy obraz, głośny, kolorowy i błyszczący. Ale zdecydowanie ma coś w sobie. Przede wszystkim genialna rola główna, Austin Butler zagrał bardzo dobrze, albo nawet świetnie. Genialnie zagrał Tom Hanks. Jego Tom Parker, jest chciwy, egoistyczny i brutalnie pewny siebie. Film jest długi, ale się nie dłuży. Bardzo dobrze się go ogląda, i nóżka sama chodzi w rytm muzyki. Ten film niewiele zmieni w życiu, ale pozwoli dostrzec w królu, kogoś więcej niż gwiazdora w białym stroju. Polecam na sobotni wieczór, z pewnością będziecie śpiewać Elvisowe przeboje, niejeden raz!

Jak mądrze wydawać pieniądze. Ha, to nie jest typowy film, a dokument, bardzo na czasie. Bo opowiada o pieniądzach. Mamy tutaj czworo bohaterów i czwórkę ekspertów, mamy cztery różne problemy, cztery poważne tematy. Jeden temat to całkowity brak oszczędności, drugi to przeciwnie, nadwyżka finansowa i brak wiedzy co z nią zrobić. Jedna bohaterka ma długi, a kolejna para chce zapewnić sobie w ciągu kilku-kilkunastu lat, niezależność finansową i wczesną emeryturę. Wiem, że nie jest to może najbardziej porywający temat na weekendowe oglądanie, ale muszę przyznać, że ja oglądałam ten film z ogromną przyjemnością. W bardzo prosty sposób, pokazuje jak można zacząć oszczędzać i wykorzystać swój potencjał. To nowość, więc skupiamy się na obecnej sytuacji gospodarczej na świecie, próbujemy przechytrzyć inflację. Bardzo ciekawy, nawet dla laika. Nie zadręcza fachowymi terminami i zbyteczną wiedzą, a pokazuje co robić by nie stać się ofiarą obecnej sytuacji, a wynieść z niej korzyści. Dlatego serdecznie wszystkim polecam!

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode- World in my eyes

Stranger Things, czyli coś na czasie.

Na weekend coś lekkiego, albo i nie, bo jednak serial Stranger Things, nie jest taki lekki!

Przyznaję, kiedy mój brat powiedział mi te 6 lat wstecz, że powstał całkiem fajny serial i trzeba go oglądać, nie byłam zbytnio przekonana. Opis brzmiał dość dziecinnie. No jak to? Jakieś dzieciaki, lata 80, tajemnicze zjawiska. Zabawa dla małolatów! Ale jakoś postanowiłam rzucić okiem, tak od niechcenia, i wiecie co? Przepadłam. Przepadłam i po prostu wchłonął mnie ten niesamowity świat!

Wielkim plusem tego serialu, jest genialnie dobrana obsada. Młodzi aktorzy zaczynali jako dzieci, ciężko tutaj mówić o jakichś bardzo doświadczonych aktorach, to prostu dzieciaki, które dorastały na naszych oczach. Aczkolwiek intuicja produkcji nie zawiodła, wszyscy zostali perfekcyjnie dobrani i okazali się urodzonymi aktorami. Przy czym pamiętajmy, ten serial skupiał się głównie na grze młodzieży, a raczej w początkach dzieciaków. Dorośli byli raczej dodatkiem, to oni wzięli na siebie cały ciężar serialu, i zrobili to koncertowo. Kupili mnie totalnie i od pierwszego odcinka, stałam się ich wielką fanką. Fantastycznie było oglądać ich dorastanie na ekranie i to jak się rozwijają, z każdym rokiem, są coraz pewniejsi siebie, i jeszcze lepsi. Chociaż wydawałoby się, że już osiągnęli mistrzostwo.

Niesamowicie odtworzono klimat lat 80, scenografia, muzyka, rekwizyty. Po prostu przenoszą nas tam żywcem. Autorzy serialu, nie poszli na żadne kompromisy, stworzyli perełkę, która świetnie oddziałuje na zmysły. Ale najważniejsze, to pomysł! Nie wiem jak ten serial został wymyślony, ale ktoś miał natchnienie! Serial, po prostu stał się elementem popkultury i mimo upływu lat, wciąż budzi wielkie, ale to wielkie emocje. Dość powiedzieć, że piosenki, który autorzy wykorzystali w serialu, zyskały drugie życie i podbijają listy przebojów i serca młodych słuchaczy.

W lipcu oglądałam sezon czwarty, w zasadzie oglądałam od początku, bo Fotografa ominęły poprzednie sezony. Ależ on był zadowolony! A miałam wątpliwości czy się to spodoba! W końcu to nie jest serial, który pociągnie za sobą każdego. Po prostu trzeba dać mu szansę, poddać się i wejść w ten świat. I nie patrzeć wstecz…

Bardzo się cieszyłam na każdy nowy odcinek, który mogę obejrzeć. Zostałam wciągnięta do tego świata, okazało się, że to nie jest serial dla dzieciaków, a po prostu dla każdego fana dobrego serialu. Nie będę Wam streszczać fabuły, bo chyba nie starczyłoby mi stron w internecie, by opisać wszystko co tam się dzieje. Powiem tylko, że to najbardziej pokręcony serial jaki miałam okazję oglądać. I mówię to ja, osoba, która nie lubi fantastyki, i rzeczy, które są tak odklejone od normalnego życia. Ale tutaj przepadłam, i bardzo mnie mierzi, że ostatni sezon skończył się jak skończył, i będę musiała czekać na kolejne odcinki!

A Wy, oglądacie, oglądaliście czy oparliście się fenomenowi tego serialu?

Ścieżka dźwiękowa- Marilyn Manson – FATED, FAITHFUL, FATAL 

Filmowo.

Na rauszu. Ach, co to za wielkie dzieło! Naprawdę film, który robi niesamowite wrażenie, jest świetnie zagrany i cudownie wyreżyserowany. Sama nie wiem czemu obejrzałam go tak późno? Ale cóż, lepiej późno, niż nigdy! A ten film po prostu warto obejrzeć, wróć, go trzeba obejrzeć. Bohaterowie, czyli nauczyciele z lokalnej szkoły, postanawiają przetestować pewną metodę. Otóż człowiek, po ustalonej, stałej dawce alkoholu jest radosny, odporny na codzienne stresy i niepokoje. W skrócie, życie jest znośniejsze, problemy mniejsze, a rodzina dużo bardziej zadowolona z takiego ojca, męża czy partnera. Dodatkowo zyskać miała praca, czyli po prostu młodzież. W końcu radośni nauczyciele, to szczęśliwa młodzież. Jak łatwo się domyślić, eksperyment nieco wymyka się spod kontroli. Niełatwo bowiem przesadzić z ilością procentów. I dość szybko okazuje się, że bez procentów, ciężko jest poczuć zwykłą radość. Czy życie na trzeźwo naprawdę jest takie złe i beznadziejne? Dokąd zaprowadzi ten eksperyment? Czy bohaterowie będą żałować? Koniecznie zobaczcie. Oprócz świetnej fabuły, mamy jeszcze genialną obsadę i świetnie dobraną muzykę. To naprawdę film godny wszystkich nagród.

Dzień dobry TV. Wróciłam do tego obrazu po latach. Dlaczego? Po prostu leciał wieczorem, a ja byłam na urlopie. I jakoś tak, wymęczona wędrówkami, włączyłam telewizor i z wielką przyjemnością obejrzałam ten film. Fabuła nie jest zbyt zawiła, można powiedzieć genialnie pasowała na wakacyjny wieczór. Ot, młoda dziewczyna, Becky, znajduje pracę marzeń, jako producentka programu śniadaniowego. Wielkie miasto, świetny program, kariera stoi przed nią otworem. Niestety, oglądalność nie jest wybitna, i Becky wpada w kłopoty. Genialny prezenter Mike- w tej roli Harrison Ford, jest wielką nadzieją Becky, ale i przekleństwem. Becky musi pogodzić wodę z ogniem, czyli skupionego na rzetelnych, chociaż nieco nudnych wiadomościach i żywiołowej Colleen. W tej roli genialna Diane Keaton. Jest ona niezwykle wygadana, nie boi się wyzwań, ani ośmieszeń. Ten duet wydaje się nie mieć szans? A może jednak? Zobaczcie sami. To komedia, która pokazuje jak zmienia się świat, i czy wszyscy muszą za tymi zmianami nadążyć. Bardzo miło się to ogląda!

Kłamstewko. Jakiś czas temu ten film zrobił wiele zamieszania, pozytywnego. Czy zasłużonego? Kłamstewko to film o tym jak ciężko się żegna z bliskimi i jak ciężko zmierzyć się z prawdą. Bohaterowie tego filmu wiedzą, że seniorka rodu nie ma zbyt wiele czasu i niebawem umrze. Nie chcą jednak jej tego mówić. Zamiast tego decydują się na fikcyjny ślub, jednego z wnuków babci. To okazja do rodzinnego spotkania, pożegnania i spędzenia razem czasu. Ten film potrafi jednocześnie i wzruszyć i rozbawić. Jest bardzo szczery, uniwersalny i ponadczasowy. Pokazuje jak ciężko jest oswoić coś naturalnego jak śmierć, choroba i odchodzenie. Wyjątkowo ciekawy film, który oglądałam z wielką przyjemnością i szczerze go polecam!

Ścieżka dźwiękowa- Kings Of Leon – Slow Night, So Long 

Minął sierpień. Książkowo

W sierpniu przeczytałam 20 książek. Zacny to wynik, i to pomimo wakacyjnych aktywności. Aczkolwiek przyznaję, w ten gorący sierpień celowo wybierałam lżejsze pozycje, bo w nadmiarze słońca, moja głowa chciała odpocząć przy lekkim piórze.

Wielki minus? Emilia Teofila Nowa, Grand Hotel Granit. Dawno żadna książka, aż tak mnie nie zmęczyła! Ilość pracowników hotelu, pociotek, przyjaciółek, przechodniów jest taka, że nie da się spamiętać tych wszystkich imion, nazwisk i pseudonimów. Postaci się plączą i mylą. Sama zaś fabuła jest nijaka, bardzo nudna, naciągana i w zasadzie nie odnalazłam jej ani grama sensu. To książka, która zabiera nam cenny czas, nie dając nic w zamian. Zdecydowanie nie warto jej czytać. Wizyta w Grand Hotel Granit, to murowany ból głowy!

Gdyby była mężczyzną, ludzie nazywaliby ją playboyem. Ale jako kobieta mogła być albo rozwiązłą, albo cnotką niewydymką. Albo kurwą, albo świętą. Nie istniała inna możliwość. I to najzwyczajniej w świecie ją wkurwiało jak każde kłamstwo.

Bardzo mnie też rozczarowała historia Gra w kolory, Marzeny Rogalskiej. Jak zmęczyła mnie ta książka! Bardzo słaba, nie wiem czemu, ale spodziewałam się zdecydowanie czegoś lepszego. Taki męczący misz masz. Czekałam na koniec tej historii, jak na wybawienie. Nie potrafiłam polubić żadnego bohatera, ani odnaleźć się w gąszczu dialogów i opisów.


Jeśli umiesz już dawać, to naucz się czasem brać.

Teraz coś, co mogę polecić!

Osobni, Katarzyna Franus. Jest to debiut, który nie ustrzegł się kilku błędów, ale w ostatecznym rozrachunku to naprawdę solidna i warta przeczytania książka.
Jej wielkim plusem jest to, że jest to surowa historia, pokazująca trudne życie dwojga ludzi. Kinga i Mateusz, ludzie w pewnym wieku, z sukcesami zawodowymi na koncie, ale z pogmatwanym życiem osobistym. Ukojenia ona szuka w górach, on trafia tam przypadkiem. I teraz, jeżeli liczycie na to, że poznali się na szlaku i zeszli z niego zakochani, to się mylicie. Ta książka pokazuje wszystkie lęki bohaterów, ich wątpliwości, rozterki, ograniczenia i walkę z własną głową.
To książka o ludziach, którzy chcą być blisko, ale jednak są osobno.
To nie jest ckliwy i łzawy romans. To książka o dojrzewaniu i budowaniu zaufania. Nie tyle do innych, co do samego siebie.
Bardzo udany debiut!

Kingę od dawna korciło, żeby wyruszyć w trasę bez żadnego planu. Bez żadnej mapy z chronologią przyszłych wydarzeń. Żadnych konkretów. Żadnych odgórnych ustaleń. Tylko kierunek był oczywisty. Południe. Tam, gdzie góry.

W maratonie życia, Anna H., Niemczynow. Powiem tak, niesamowicie podobała mi się ta książka. Ale miałam ochotę główną bohaterkę wsadzić pod lodowaty prysznic i nią solidnie potrząsnąć.
Matylda od dziecka desperacko pragnęła miłości i akceptacji. Chciała szybko założyć swoją rodzinę, tak inną, od jej własnej, dysfunkcyjnej. Nie brakowało w niej pieniędzy i możliwości, ale brakowało czasu dla dziecka. Brakowało miłości i czułości.
Matylda szybko wychodzi za mąż i rodzi synka. Ale rzeczywistość nie jest bajkowa, wręcz przeciwnie. Na drodze Matyldy, zamiast niedzielnych śniadań, długich spacerów i rodzinnego szczęścia, stają niezrozumienia, zdrady, niepewność jutra. Młoda kobieta, nie tak wyobrażała sobie życie. Brakuje jej oparcia w mężu i jego miłości. Kiedy dziewczyna idzie do pracy, poznaje miłego i romantycznego nauczyciela wuefu…
Jakie szczęście, że Matylda ma kochającą babcię, która służy jej wsparciem, dobrym słowem i pomocą. Dzięki niej udaje jej się przetrwać najgorsze burze.
W maratonie życia, to rozliczenie 30 latki z jej przeszłością. To coś w rodzaju spowiedzi i odpuszczenia sobie grzechów. Czyta się świetnie. Polecam by dać się porwać temu maratonowi i pobiec przez życie Matyldy, razem z nią.

Urosły mi zbyt wielkie skrzydła, abym mogła racjonalnie stąpać po ziemi. Janek wykorzystywał każdą chwilę na to, aby pokazać mi, jak może wyglądać związek między dwojgiem kochających się ludzi.

Poszukiwacze muszelek, Rosamunde Pilcher. Kojąca, to najlepsze określenie dla tej historii. Otula czytelnika, spokojem, lekkością i nostalgią. Opowieść płynie powoli, przenosi nas do przeszłości i pokazuje teraźniejszość. Życie Penelopy Keeling, wydaje się uporządkowane. Ale to pozory. Jej przeszłość jest barwna i zaskakująca. Nawet dla trójki dzieci Penelopy.
emerytka czerpię z życia radość i chłonie je różnymi kolorami. Tak jakby chciała wymazać to co było szare, nijakie, a czasem czarne z żalu i rozpaczy.
Bardzo dobrze czytało mi się tę książkę, i śmiało mogę ją polecić, jako książkę, która koi i dodaje nadziei.

Kiedy wy dwoje jesteście razem, w powietrzu jest tyle elektryczności, że wystarczyłoby na burzę z piorunami.

Isabelle Broom, Moja magiczna Praga. Ta książka może być swoistym przewodnikiem po Pradze. Dla tych, którzy znają to miasto, będzie to sentymentalna wycieczka. Dla tych, którzy nigdy tam nie byli, okazja by poznać i zakochać się w Pradze.
„Trzy pary”, trzy zupełnie różne historie, które łączą się w jednym hotelu w Pradze. Miłość, przyjaźń, i piękne wspomnienia. Do tego dużo tęsknoty i niepewności. Pięcioro bohaterów, którym miasto pisze swój własny scenariusz.
Chociaż akcja dzieje się zimą, to miło ja przeczytać nawet latem. Kojąca, urocza, choć chwilami smutno chwyta za serce.
Polecam!

Żałowała, że nie może sięgnąć po przeszłość i chwycić wspomnień obiema dłońmi, rozłożyć ich gdzieś w bezpiecznym miejscu jak zasuszonych kwiatów, żeby móc do nich wracać, kiedy się ma ochotę.

Angielskie lato, Małgorzata Mroczkowska. Książka z dużym, ale to naprawdę dużym potencjałem. Pełna tajemnic, niedomówień, tęsknoty i nagłych emocji.
Anna i Walter to zgrane małżeństwo, szczęśliwie wiodą swoją życie, zarówno to osobiste, jak i zawodowe. Telefon od przyjaciółki Anny, przynosi jednak ogromne zmiany w życiu bohaterów…
Kiedy umiera matka Waltera, Anna podejmuje się remontu. Tak się składa, że syn wspomnianej przyjaciółki, szuka pracy. Anna proponuje więc Wojtkowi, i jego dziewczynie pracę przy remoncie. Młodzi zarobi, a Anna i Walter łatwiej sprzedadzą odświeżony dom.
Przyjazd „młodych” to początek dramatu, ale i pięknej historii. Życie z dala od Londynu, nad morzem, w otoczeniu o połowę młodszych gości, będzie przełomowe dla życia Anny….
Szkoda tylko, że historia nagle się urywa i zdecydowanie brakuje kilku, kilkunastu zdań wyjaśnień autorki, co dalszych losów bohaterów.

Chwila zawsze trwa za krótko, za płytko, za cicho.

Widzę cię, Mary Burton. Wyjątkowo solidny Thriller, który sam się czyta. Obfituje w moc akcji, napięcia i niepewności. Solidnie skonstruowana fabuła, wartka akcja, i świetnie nakreślone postaci – to czyni z tej książki, pozycję godną polecenia, po prostu każdemu!
Główną bohaterką jest Zoe. Zoe Spencer jest agentką, która zajmuje się odtwarzaniem twarzy ofiar, przy pomocy pozostałości czaszki. Zostaje wezwana do odnalezionych w skrzyni kości, po zmarłej niemal 20 lat temu dziewczynie. Okazuje się ona zaginioną dziewczyną, o której losach nikt nie wiedział od prawie 20 lat. Znalezisko dziwnie łączy się w nowymi morderstwami i atakami na kobiety. Tragedia dzieje się również w domu siostry, zmarłej dziewczyny.
Czy policja odnajdzie zabójcę sprzed lat? I to teraz zakłóca cenny spokój miasta?
Poszukajcie odpowiedzi!

Najlepiej funkcjonowała w stanie cierpienia.

Ścieżka dźwiękowa- Quiet Riot – Cum on feel the noize