Minął kwiecień. Książkowo.

W kwietniu przeczytałam 16 książek. Co przy nawale pracy, uważam, za duży, duży sukces.

Co nie przypadło mi do gustu?

Zdecydowanie wielki minus należy do Kazimierza Kiljana, którego Znajdę cię wszędzie, bardzo mnie zmęczyło. Zapowiadało się bardzo dobrze. Historia Dominiki, kobiety, która ucieka z małżeńskiego piekła przemocy i upokorzeń. Ale coś się zdarzyło po drodze, co sprawia, że ta książka jest po prostu mierna.
To historia o zakonnicach, a nie o przemocy i trudnym związku. Całość brzmi jak broszurka o życiu zakonnym i o tym, jakie szczęście panuje za murami zakonu. Nie mówię, że to kłamstwo i przesada, ale ta książka jest niezgodna z opisem na okładce.
Cała historia bardzo, bardzo średnia, spłaszczona i w sumie bez większych emocji.

No dobrze, idziemy w pozytywne opinie. Co mnie zachwyciło?

Cezary Łazarewicz, Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka. Prawdziwe mistrzostwo. Dziennikarstwo najwyższej próby. Reportaż, od którego nie można się oderwać.
Głośna sprawa Grzegorza Przemyka, krok po kroku. Zrekonstruowane wydarzenia i niezwykle metodycznie odtworzone śledztwo. Ta książka obnaża mechanizm propagandy, kłamstwa i fałszerstw. Pokazuje zgniłą elitę władzy, która dla tej władzy zrobi wszystko.
Mimo całej dramatyczności wydarzeń, książka jakby sama się czyta. To efekt talentu autora,. jego dociekliwości i erudycji.

Nikt nie jest w stanie jej adoptować, bo nie ma tej Polski, do której ona kiedyś należała.

Nicole Trope, Zaginiony chłopiec. Megan jest młodą matką, samotnie wychowuje syna, sześcioletniego Daniela. Rozwód wiele ją kosztował, chce stanąć na nogi, uwierzyć w siebie i być najlepszą matką dla syna. Któregoś dnia jej szczęścia znika…
A znika razem z Danielem. Nie ma go w szkole, nigdzie go nie ma. Chłopiec zaginął, a w raz z nim cząstka życia Megan. Mija jednak kolejne 6 lat i Daniel zostaje odnaleziony. Ale nic nie jest takie, jak sobie wyobrażała Megan. Powrót Daniela, to początek nowych kłopotów…
Bardzo solidnie napisana, trzyma w napięciu. Tej książki nie chce się zostawić! Jeżeli szukacie historii, która Was mocno wciągnie i zaskoczy, to koniecznie po nią sięgnijcie.

Liane Moriarty, Kilka dni z życia Alice. To dość dziwna książka. Liane Moriarty pisze świetnie i potrafi opowiadać historie. Ta historia też jest świetna, ale jednak zostawia niedosyt. Może po prostu wiem, że Liane stać na wielkie dzieła, a tutaj mamy po prostu bardzo solidną książkę?
Alice Love traci pamięć. Banalny wypadek na siłowni, ale Alice utraciła ostatnie 10 lat. I to jakie 10 lat! Brakuje jej siebie, kiedy się obudziła została wsadzona w ramy matki trójki dzieci, rozwodzącej się kobiety, pani domu. Alice zaś pamięta siebie jako szczęśliwą, młodą kobietę, która dopiero szykuje się do roli matki, do tego jest szaleńczo zakochana w swoim mężu.
Alice musi wszystko sobie poukładać, od nowa poznać swoje życie, swoją rodzinę. Czy da się żyć bez wspomnień? To przed Alice…
Książka dość wolno się rozkręca, i to w zasadzie ten główny zarzut. Nie wciąga jak powinna. Ale za to druga część zdecydowanie przyśpiesza i funduje naprawdę zaskakujące zakończenie!

Warto pamiętać, że na każde paskudne wspomnienie przypada też jedno szczęśliwe.

Kelly Rimmer, Tego ci nie powiedziałam. Alina i Alice, babcia i wnuczka, to one są narratorkami tej niezwykłej książki.
Alina żyła w Polsce, jej młodość zdefiniowała wojna. Alice jest mamą na pełen etat, córka Pascale jest niezwykle inteligentna, a Eddie to chłopiec specjalnej troski. U kresu życia Alina prosi wnuczkę, by pojechała do Polski, dowiedzieć się więcej o tajemniczym Tomaszu. Kim on jest, jaki jest jego związek z babcią Aliną i czemu ona tak nalega na tę sentymentalną podróż wnuczki?
To naprawdę przejmująca i pasjonująca historia, którą poznajemy z dwóch stron.
Książka jest pięknie napisana, ale pozbawiona jest taniego sentymentalizmu. Czytałam ją z olbrzymim wręcz zainteresowaniem.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że opiekowanie się dzieckiem z autyzmem jest jak podróż do obcego kraju, którego mieszkańcy posługują się nieznanym ci językiem.

Lisa Scottoline, Powrót Anny. Noah i Maggie prowadzą uporządkowane życie. Ich życie w końcu osiągnęło stabilizację, razem wychowują Caleba i cieszą codziennością. W pewną Wielkanoc dzwoni Anna, córka Maggie, do której straciła prawa do opieki. Anna chce zamieszkać z matką. Maggie po latach ma szanse na odbudowanie relacji z córką. Przeprowadzka Anny ma zwiastować sielankę, ale szybko się kończy, Anna zostaje zamordowana, a o mordercę zostaje oskarżony Noah.
Bardzo solidny thriller psychologiczny, połączony z rodzinnym dramatem. Bardzo szybko się czyta, a ciekawy sposób narracji powoduje, że naprawdę ciężko się oderwać od tej historii.

(…) życie nie byłoby takie zabawne, gdybyśmy wiedzieli, gdzie ukrywa swoje skarby. Czasami trzeba ich poszukać. Czasami trzeba o nie zawalczyć. A czasami masz je u swoich stóp. Tak czy owak, czekają. Na ciebie”.

A na koniec, Lucy Foley i Idealny ślub. Czy Idealny ślub istnieje? Czy uroczystość Jules i Willa przejdzie do historii jako ślub roku?
Młoda para na miejsce zaślubin wybiera odludną wyspę, idealne miejsce na luksusowy ślub. Ostatnie dwa dni przygotowań relacjonują goście i młoda para. Okazuje się jednak, że za piękną fasadą kryją się różne emocje i napięcia. I nic nie jest takie jakim się wydaje. A ślub wyzwala ogrom nieszczęść…
Zarzut dla tej książki, to ten, że bardzo wolno się rozkręca. Spokojny początek, nie każdego wciągnie. Ja jednak myślę ,że warto dać jej szansę.

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode – Precious 

Minął marzec. Książkowo

W marcu książkowo było bardzo dobrze. Przeczytałam 20 książek. Całkiem udany wynik, jak na fakt, że pogoda przez większość miesiąca dopisywała i w końcu mogłam spacerować bez umiaru.

Tradycyjnie zaczynam od minusów. Przedstawię książkę, która ma niezwykle wysokie opinie. A mnie tak zmęczyła, że samo wracanie do niej w myślach boli! Za rok o tej porze, Katarzyna Grabowska. Bardzo zła książka, łamane na fatalna. Napisana okropnie, infantylnie, bardzo kiepski styl. Fabuła całkiem kosmiczna, ale myślę,że jakby zabrał się za nią ktoś o lepszym warsztacie, mogłoby by być to zjadliwe. A tak jest to bardzo niesmaczne, wręcz trujące dla duszy.
Nie da się polubić głównej bohaterki, chyba przez całą książkę nie powiedziała jednego pełnego zdania, tak to same- aha, tak, nie…. Wyszła z niej niezbyt lotna dziewczyna. Pozostałych bohaterów też nie da się polubić. Ta książka jest bardzo zła. Nikomu nie polecam, totalna strata czasu.

Nie jest to wielki minus, ale rozczarowanie. Liczyłam na wielkie wow, a nie dostałam tego. Ocean Vuong, Wspaniali jesteśmy tylko przez chwilę. Tę książkę poznałam dzięki tacie. Zaintrygowała go polecajka Pana Michała Nogasia. Kupiłam mu ją, a potem, po dłuższym czasie, wzięłam ją z jego półki.
Cóż, książka mnie lekko rozczarowała. Napisana jest naprawdę dobrze i widać kunszt autora. Ale ja spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Mam wrażenie, że historia jest bardzo nierówna. I tak jak mi się podoba, tak potrafi odpychać.
Pomysł na książkę, jako list do matki, jest bardzo trafiony. Aczkolwiek spodziewałam się naprawdę arcydzieła. Dostałam zaś dobrą, chociaż nierówną książkę. Ładnie napisaną, ale jednak nie zapadającą w pamięć na dłuższy czas.

Ponieważ wolność, jak mi powiedziano, jest niczym innym jak odległością między myśliwym, a ofiarą”.

Czas na polecenia!

Kelly Rimmer, Milczenie matki. Jestem zachwycona tą książką! Czytało mi się ją rewelacyjnie, wspaniały pomysł na dwie narratorki, Olivię i Ivy. Obie opowiadały o tym samym mężczyźnie, o tych samych zachowaniach, ale z zupełnie odmiennej perspektywy.
Ivy jest matką Davida. Dla niego poświęciła całe swoje życie. Jest bardzo opiekuńcza, aż po zachowania typowo toksyczne. Jej miłość do syna jest po prostu ślepa. Na każde niegodne zachowanie syna , Ivy zawsze znajdzie wytłumaczenie.
Z drugiej strony mamy Olivię, synową Ivy, która w swoim życiu doświadczyła wiele cierpienia i przemocy. Kocha męża, tłumaczy go, ale czy kiedyś będzie ta granica, która sprawi, że przestanie być manipulowaną ofiarą?
To książka o ciężkim temacie gatunkowym. Genialnie skonstruowany thriller, który z jednej strony niesamowicie wciąga, ale z drugiej potrafi utrzymać dystans.
Nie sposób czytać tej książki bez emocji. Jak dla mnie mistrzostwo swego gatunku.

Widzę pewne rzeczy i wydaje mi się, że je rozumiem, ale to wszystko jest jeszcze niewyraźne, póki Natasha nie dobierze mi szkieł o odpowiedniej ostrości. Wtedy dopiero zobaczę wszystko takim, jakie jest

Santa Montefiore, Sonata o niezapominajce. Ta książka jest magiczna. Potrafi zawładnąć człowiekiem, i sprawić, że nie może się od niej oderwać. Nie patrzymy na zegarek, czytamy tę niezwykłą książkę, a w zasadzie ją chłoniemy i cieszymy każdą kolejną stroną. Santa Montefiore pisze niesamowite książki o miłości. Pisze je lekko, subtelnie, po prostu pięknie.
Główną bohaterką Sonaty jest Audrey, wychowana w Argentynie nastolatka marzy o wielkiej, porywającej miłości. Chce kochać całą sobą i przeżywać wielkie emocje. Jej wybrankiem jest Louis, szalony i nieokiełznany. Rodzinna tragedia powoduje, że Audrey idzie za głosem rozsądku i bierze ślub z Cecilem, rozważnym i miłym człowiekiem. Niby nic mu nie można zarzucić, ale brakuje mu szaleństwa i tej iskry w oczach…
Śledzimy losy Audrey jako nastolatki, młodej żony i statecznej, ponad 50 letniej kobiety. Śledzimy losy jej rodziny, poznajemy zwyczaje panujące w Anglii i Argentynie. Książka płynie, a my razem z nią..
To naprawdę cudownie napisana historia, którą pokocha każda kobieta!

żadnej chwili nie da się zatrzymać, wszystko mija… Wszystko jest ulotne, jak tęcza czy zachód słońca…

Daphne de Maurier, Rebeka. To książka, od której nie można się oderwać! Po prostu klasyk kryminału, romansu, dramatu i sensacji.
Maxim jest przystojnym, świeżym wdowcem. Poślubia niedawno poznaną, młodziutką Karolinę. Raczej z poczucia samotności, niż z miłości. Dla niej to niesamowity awans społeczny i szansa na lepsze życie. Liczy, że po ślubie między małżonkami będzie panować miłość i zgoda. Ale życie niesie niespodzianki…. Niekoniecznie te pozytywne.
W posiadłości de Wintera rządzi duch jego byłej żony Rebeki. Uwielbianej przez wszystkich, inteligentnej, dowcipnej, budzącej szacunek i sympatię. Rebeka, chociaż zmarła rok temu, wciąż rządzi posiadłością. A przyczyny jej śmierci, wcale nie są takie oczywiste, jak wszyscy myślą.
Bardzo zręcznie napisany, manipulujący uczuciami czytelnika. Nie sposób się oderwać od tej historii. Po prostu klasyk literatury.

Jakby to było dobrze – powiedziałam impulsywnie – żeby wynaleziono sposób na przechowywanie wspomnień podobnie jak perfum. Tak, żeby się nie ulatniały i nigdy nie spowszedniały i żeby w dowolnej chwili można było odkorkować butelkę i przeżywać ten moment na nowo.

Joanna Opiat-Bojarska, Gdzie jesteś Leno? 19 letnia Lena, atrakcyjna studentka filologii angielskiej wychodzi sama z dyskoteki. Jest noc, a ona wraca do domu. Następnego dnia jej matka złości się, bo córka nie przychodzi na umówione spotkanie, a jej telefon milczy…
Co się stało z Leną? Gdzie jest młoda kobieta?
Śledztwo, niechętnie zaczyna policyjny, niezbyt dobrany duet. Z pozoru błaha sprawy, zaczyna się komplikować….
To bardzo solidny kryminał. Czyta się go świetnie, aż trudno się oderwać. Bardzo ciekawe, i dość zaskakujące zakończenie. Tę książkę śmiało polecam wszystkim miłośnikom kryminałów, które są tak realne, że mogą się dziać obok nas. 

Jak nie wiesz, co robić… To zrób jak uważasz.

Barbara Wysoczańska, Narzeczona nazisty. Miłość w czasie wojny nie jest niczym łatwym. A już w szczególności miłość między Polką, a Niemcem.
Hania i Johann, dzieli ich wszystko, a łączy ich miłość. Od początku mieli pod górę, niechęć, wręcz nienawiść rodziny, ale i wielką miłość, którą siebie obdarzali. Niestety, wybuchła wojna, i uczucie dwojga zostało wystawione na ogromną próbę.
Nie powiem, historia jest bardzo dobrze napisana i udaje się uchronić przed nadmiarem ckliwości. Ciekawie jest spojrzeć na losy dwóch osób, które chciały po prostu być szczęśliwe…
Jedyne co mi nie pasowało, to główna bohaterka, czyli Hania. Była naprawdę irytująca w swoich wypowiedziach i nie znalazłam do niej sympatii.

I wciąż patrzyli na siebie, jakby znali się od dawna, jakby to, co ich połączyło, było czymś najbardziej naturalnym na świecie.

Joanna Jax, Długa droga do domu. Ta książka niesamowicie mnie zaskoczyła. Bardzo pozytywnie!
Zaczęło się pozornie niewinnie, i jakoś tak mało wciągająco. Ale od połowy historii, nie mogłam się oderwać od losów Antoniny Tańskiej. A te losy są szalone!
Długa droga do domu to wielowątkowa historia życia Antoniny. Młoda dziewczyna zakochuje się w narzeczonym siostry, zachodzi z nim w ciążę i wywołuje skandal. Wyklęta para osiedla się na dalekiej Kubie, gdzie zaczynają się niesamowite losy.
Śladem przeszłości Tosi, rusza młoda rozwódka. A ta przeszłość to wielkie namiętności, terroryzm, olbrzymie dramaty i wielka historia w tle.
Ta książka to połączenie romansu i sensacji. Bardzo udane!

szczęście to tylko momenty wyrwane życiu.

Ścieżka dźwiękowa- The Strokes – You Only Live Once 

Serialowo

Na gorąco, kilka recenzji serialowych. Może skorzystacie z nich w najbliższym czasie?

Pajęczyna. Obejrzałam ten serial w jeden weekend, lubię, bo bardzo lubię miniseriale, które ogląda się jednym tchem. A już najbardziej lubię jak serial, od razu w całości jest dostępny na danej platformie i mogę go obejrzeć kiedy chcę, i bez nużącego czekania na kolejny odcinek. Z wiekiem jestem coraz mniej cierpliwa, jeżeli chodzi o nowe odcinki. Jakoś nie lubię czekać. No dobrze, wracamy do fabuły. Do obejrzenia serialu skusiła mnie obsada, a już w szczególności Joanna Kulig, która nie wzięłaby udziału w czymś marnym. Akcja dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych, mi osobiście bardziej podobała się „przeszłość”. Chociaż akurat w niej Joanna nie grała. Dziwne to, prawda? Joanna Kulig gra Kornelię Titko, córkę fizyczki jądrowej, Teresy Titko, która pracowała przy narodowym programie nuklearnym. W 1978 w tajemniczych okolicznościach ginie starsza córka Teresy. Niedługo potem ona sama. W 2010 roku w życiu Kornelii, pojawia się mężczyzna, oskarżony przed laty o śmierć Jagody, siostry Kornelii. Ta sytuacja powoduje, że Kornelia chce poznać prawdę o śmierci matki i siostry, rozliczyć się z przeszłością i zobaczyć kto zniszczył jej dzieciństwo. Powiem szczerze, ostatnie dwa odcinki naprawdę robią robotę! Ogląda się je świetnie, w dużym napięciu. Nieco gorzej jest wcześniej, serial nie wciąga jak powinien, jest dość chaotyczny i łatwo się zrazić. Generalnie, dobry serial, ale bez rewelacji. Z nowości na Playerze, dużo bardziej polecam Skazaną!

Kochane kłopoty. Siostra wspomniała, że go obejrzała, no to ja podążyłam za nią i też po niego sięgnęłam. To dla mnie taki weekendowy serial, kiedy po prostu potrzebuję czegoś do chwili relaksu. Albo przyjemny dodatek podczas gotowania, włączam telewizor i obieram ziemniaki na obiad. Historia samotnej matki i jej nastoletniej córki, potrafi wciągnąć. Aczkolwiek wielkim plusem tego serialu, jest to, że nie angażuje widza w 100 %. Bardzo relaksuje i przyjemnie się go ogląda. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że serialowy tasiemiec i oglądanie go zajmuje wiele, wiele czasu. Odzwyczaiłam się od takich seriali, zdecydowanie wolę krótkie formy, coś co od początku ma wiadomy, rychły koniec. Jakoś lepiej mi się ogląda takie seriale. Ten jest uroczy, kojący, ale nieco za długi. Mimo wszystko warto, szczególnie w szalonych czasach.

Pracujące mamy. Uwielbiam te serial! I od kilku lat oglądam z przyjemnością. Od razu omówię sezony 4 i 5. Obejrzałam je hurtem, aczkolwiek ten ostatni to już z rozpędu. Ale nie dlatego, że był to dobry sezon. Ten poprzedni był dużo, dużo lepszy. W skrócie, dzieci naszych bohaterek rosną i sprawiają coraz więcej problemów. A dziewczynom coraz ciężej połączyć bycie mamą i idealną pracownicą, no i partnerką na piątkę z plusem. Do tego stara prawda małe dzieci mały kłopot, a duże dzieci to coraz więcej kłopotów. No cóż, sezon czwarty oglądałam z ogromną przyjemnością. Sezon 5 zaś obejrzałam, chyba tylko z sentymentu. Dzieje się już w czasach pandemii i może to spowodowało, że wyszedł jakiś taki nijaki. Lekko na siłę, dobrze, że poprzednie sezony były genialne, to ogólne wrażenie dalej jest wysokie.

Ścieżka dźwiękowa- Razorlight – Hostage Of Love

Lubię nad morzem….

Nad morzem lubię spacerować, i mogę to robić godzinami. Mogę słuchać szumu fal, i odcinać się od nijakiej codzienności. Mogę zapomnieć o wszystkim i na kilka godzin przenieść się w zupełnie inny świat.

Jastrzębia Góra. Miejsce, które uwielbiam o każdej porze roku. Ale zimą, w słoneczny dzień, jest wyjątkowo pięknie. Nie ma tłumów, wszystkie zmysły intensywnie pracują, a ciało i dusza, odpoczywają. Te piękne, szerokie białe plaże. Te klify, ten słony zapach. Ten rosół z gęsiny zjedzony w kaszubskiej chacie, gdy zrobi się nieco zbyt zimno. Jedna wycieczka, kilka dni radości!

Ścieżka dźwiękowa- Krzysztof Zalewski- Zabawa

Filmowo

Kilka opinii filmowych, po weekendzie.

Zwyczajna miłość. Bardzo lubię takie obrazy. Piękna i wzruszająca historia o miłości. Uczucie zostaje wystawione na olbrzymią próbę, otóż małżonkowie muszą zmierzyć się z paskudną diagnozą, czyli nowotworem. Najpierw stracili córkę, teraz z podstępną chorobą walczy ona. A on w tej walce jej po prostu towarzyszy. Są trudne momenty, dla niej to wyczerpująca chemioterapia, utrata włosów, utrata kobiecości. Dla niego to czas wielkiej niepewności, smutku i bycia wsparciem. Nawet wtedy kiedy samemu bardzo chce się płakać z bezsilności. Ale łączy ich prawdziwa miłość i naprawdę piękne uczucie. Taka zwyczajna miłość. I ten film też jest taki zwyczajny, piękny, mimo całego zła, bije od niego spokój i pełnia miłości. To taki film, który wzrusza, a jednocześnie dodaje nadziei, że ta prawdziwa miłość po prostu istnieje. A całkiem gratis, świetna rola Liama Neesona.

Powiedzmy sobie wszystko. Gorzka, mocno gorzka rodzinna opowieść. Ale ze sporą dawką komedii. Czemu gorzko i jednocześnie komediowo? Mamy rodzinę, która spotyka się na pogrzebie ojca. Matka postanawia przez tydzień obchodzić pożegnanie głowy rodziny i „zamyka” czwórkę swoich dorosłych dzieci w jednym domu. To okazja by wszyscy mogli pobyć naprawdę razem, szczerze porozmawiać, przełamać dawne urazy i w małym mieście, w domu pełnym wspomnień, odkryć czego się chce od życia. Bardzo dobra obsada, z jeszcze ( wtedy) mało popularnym Adamem Driverem i fenomenalną Jane Fondą. Taki film na wspólny wieczór. Czas miło przy nim mija. Bo to taki film, który jednocześnie porusza i śmieszy. Wszystko w idealnych proporcjach. I chociaż film ma już 8 lat, to nic a nic się nie zestarzał, wciąż jest aktualny i świeży. A może po prostu ponadczasowy?

Jaki ojciec, taka córka. Ona zaraz ma ślub, a on wpada tam przypadkiem. Pan młody ucieka, ale jest wykupiona podróż poślubna, rejs. Szkoda więc tracić pieniądze, bach,płynie niedoszła panna młoda, a za nią podąża tatuś. Czy wakacje w jednej kajucie to dobry pomysł? Niekoniecznie, tak wydaje się z początku. Ale z każdą chwilą między ojcem a córką rośnie zaufanie i wzajemna chęć poznania siebie. Spędzają z sobą dużo czasu i nie tylko mogą przyjrzeć się swoim relacjom, ale i błędom jakie popełniają w życiu. Taki to film, niby nic odkrywczego, bo wszystko jakby dobrze znane i w zasadzie film jest osadzony mocno w konwencji- problemy , dużo problemów, wszystko się klaruje mocno powoli i mamy happy end. Ależ zaskoczenie! Ale czasem fajnie obejrzeć taki film. Szkoda, że w życiu te szczęśliwe zakończenia nie są takie oczywiste jak w filmach!

Ścieżka dźwiękowa-Kasabian – Goodbye Kiss

Moja grzeszna przyjemność

Ostatni czas jest ciężki i trudny. Dlatego też dla oddechu, podzielę się z Wami moją mroczną tajemnicą..

Dobrze, przyznaję się Wam do czegoś. Proszę się nie śmiać, naprawdę, każdy ma bowiem jakieś małe grzeszne przyjemności, którym się oddaje w domowym zaciszu, dla przykładu. Bo ktoś może niekoniecznie w domu? Ja w domowym zaciszu, kiedy świat nie widzi, oglądam maniakalnie programy o szukaniu miłości. Rolnik co szuka żony, czy Ślub od pierwszego wejrzenia, nie mają dla mnie tajemnic. Ba, jak mam przerwę, bo czekam na nową serię, to oglądam wersje zagraniczne. Obecnie oglądam wersję Ślubu z Australii, oraz zaczynam nową rodzimą serię. Wystarczy, że Fotograf ogląda mecz, albo obrabia zdjęcia. A ja już włączam i oglądam jak maniaczka. Ba, wkręciłam w to całe szaleństwo Fotografa!

Teraz oglądamy razem, omawiamy, które pary mają szanse na związek, a które nie. Oceniamy, komentujemy i analizujemy, jakby od tego zależała przyszłość świata. Mogłam co najmniej napisać rozprawę doktorską o tym, kto, po co i dlaczego. Tak wiem, to wyjątkowo głupie, ale w ostatnim czasie wyjątkowo potrzebuję odskoczni i zajęcia głowy czymś tak głupim i banalnym, jak śluby w ciemno. Może i banalne, ale jakie to inspirujące i ciekawe. Ile sukien ślubnych do ocenienia, ile kandydatów na męża do obgadania! Ileż to emocji w każdym odcinku, ile to zakładów – temu się uda, ten jest okropny, a ta zasługuje na kogoś lepszego. Ja naprawdę mogę obejrzeć kilka odcinków pod rząd i nie jest mi za dużo.

W tym chaosie dnia codziennego, odcięcie się i oglądania programów o marzeniach rodem z bajek, jest dla mnie niezwykle kojące. I to taka moja grzeszna przyjemność…

A co jest Waszą grzeszną przyjemnością?

Ścieżka dźwiękowa- Depeche Mode – Precious

(Nie) długo i szczęśliwie

Nie mieliśmy pomysłu na weekend. Pogoda pod psem, leje i wieje, sobota w całości spędzona w domu, w niedzielę poczuliśmy już przesyt domowymi pieleszami, poszliśmy więc do kina. Wybór padł na cykl Kino konesera i nowy włoski film- ( Nie) długo i szczęśliwie.

Sala była prawie pusta, co mnie bardzo ucieszyło. Niestety, poza nami były może z 3 pary, ale te pary ewidentnie pomyliły salę. Obok grano nowy film Vegi o miłości i pandemii. Nasi kinowi towarzysze, objadali się, niekończącym się popcornem, bardzo głośno narzekali na nudę, chrapali, a jedni omawiali wybór nowego telefonu. I tak cały film. Mam wrażenie, że poza nami nikt nie był zainteresowany fabułą i poszedł jak za karę. Kolejny raz mam dość dużych multipleksów.

No dobrze, wyżaliłam się, czas wracać do recenzji filmu. Fabuła skupiona jest wokół czterech par, które dowiadują się, że ich małżeństwa są nieważne. Ślubów udzielał bowiem przebieraniec, który nie miał żadnych uprawnień. W związku z tym nasze pary, muszą wziąć ponowny ślub. To oczywiście bardzo ładnie brzmi, ot, od lat żyjemy jako małżeństwo, po prostu idźmy do kościoła i zróbmy to. A przy okazji zaprośmy gości, będzie impreza. Nasz drugi, pierwszy ślub. Wydawałoby się, że jeżeli temat dotyczy małżeństw, to w zasadzie tego tematu nie ma. Ale jednak….

Temat nieważnego ślubu, to okazja do przemyśleń i analiza związku. To okazja na nowy początek. Pytanie tylko, czy nowy początek w związku, czy w ogóle? Nasi bohaterowie jako małżonkowie wydawali się być bardzo szczęśliwi. Odnosili sukcesy, cieszyli się życiem, ale nowina nie jest dla nich okazją do żartu. A okazją by dogłębnie analizować swoje życie i swój związek (nie) małżeński…

To co najbardziej mi się podoba w tym filmie, to to, że chociaż minęły dwa dni, ja ciągle dumam co bym zrobiła na miejscu bohaterów. Myślę o bohaterach i ich wyborach i konsekwencjach tych decyzji. Zastanawiam się nad ich związkami i postępowaniem. Do tego mamy włoski klimat, piękne zdjęcia i muzykę. No i zakończenie, zupełnie nieoczywiste. Działające na wyobraźnię. Powiem tylko, że nic nie jest podane na tacy, zakończenie jest otwarte i pozwala każdemu wyciągnąć własne wnioski.

To naprawdę udany film. Cztery związki od kuchni, w obliczu wyzwania i ponownej deklaracji. Nie zawsze podoba mi się postępowanie bohaterów, chwilami reżysera zbytnio ponosi wyobraźnia, ale jak dla mnie to dalej świetny film. I genialny temat do rozmyślań, czy wszystko jest raz na zawsze i czy możemy być decyzji, podjętych przed laty…

Ścieżka dźwiękowa-Sigur Rós – Untitled 8

Minął styczeń. Książkowo.

Styczeń był czytelniczo bardzo dobry. Jeżeli chodzi o ilość. Bo dużo trafiło mi się książek, którym dawała kiepskie noty. Jakaś mocno krytyczna się robię! Przeczytałam 22 książki.

Na minus, nawet ten największy ,zasługuje Dziewczyna bez makijażu, Zuzanny Arczyńskiej. Ta książka to totalne nieporozumienie!
Nie wiem w jakim celu została napisana? Nie wiem czy nikt nie przeczytał jej przed wydaniem i nie powiedział- o mamo, przecież to nie ma najmniejszego sensu!
Autorka miała milion pomysłów. Połączyła wszystko koślawymi zdaniami. Chyba sama nie wiedziała co miała na myśli i co tak naprawdę chce napisać. Nie wiem jak określić jej fabułę. Mamy Angelikę, która zostaje udawaną żoną bajecznie bogatego Rosjanina. Dziewczyna ma ledwo 18 lat, pochodzi z patologicznej rodziny i razem z matką i siostrami zamienia biedę na pałac. Po drodze mamy tajemniczą, nieśmiertelną agentkę, matkę Aloszy. Żydowską przeszłość dziadka Angeliki. Romanse, pobicia, gwałt. Trudną przyjaźń, alkohol i skrajną biedę. I jakieś wątki, które w ogóle nie mają wpływu na książkę. Autorka chyba nie miała pewności, czy wydadzą jej kolejne książki, więc wszystkie pomysły wyrzuciła z siebie i zawarła w jednej, absurdalnie nierealnej historii.
Nie traćcie na nią czasu.

Dorota Rodzim, Powiedziała M. Z tej książki broni się jedynie zakończenie. Biorąc pod uwagę całość, to jest ono zaskakujące. I tylko ono sprawiło, że czas przeznaczony na tę książkę nie był czasem w 100 procentach straconych. Teraz to tylko 95 procent…
Od początku. Ada i Michał to młode i zakochane w sobie małżeństwo. Jak się okazuje Michał miał problemy z wiernością. Ada po chwilowym kryzysie daje mężowi drugą szansę. Jednocześnie zakochuje się w swoim szefie…
Bohaterowie są niezwykle wręcz infantylni. Wręcz śmieszni, komiksowi i groteskowi. Historia jest momentami komiczna, chwilami aż bolą oczy podczas czytania.
Jestem zdecydowanie na nie. Dla mnie to bardzo źle napisana, w dodatku bardzo nieciekawa opowieść.

Joanna Oparek i jej Mężczyzna z kodem kreskowym. To kolejna książka, która powinna parzyć w ręce! Przenigdy po nią nie sięgajcie. Przeczytanie jej grozi kilkudniowym kacem moralnym. I wcale nie żartuję. W zasadzie nie wiadomo o co chodzi, jaki ma cel ta książka. Jaka jest fabuła i do czego zmierzamy? Ja sensu nie znalazłam w tej historii. Mocno się za to wymęczyłam. Książka totalnie o niczym, bardzo nudna i w zasadzie jedna wielka strata czasu.

Bo zapadłem się w życiu jak w starym materacu i gdy dzień się zaczynał – nie chciało mi się wstać.

Zakończmy te kiepskie noty. Przejdźmy do mniej kontrowersyjnych treści. Książka, która wiele obiecywała, ale ostatecznie mnie nie porwała to Nieposkromiona, Glennon Melton. Myślę,że ta książka znajdzie tyle samo fanek, co przeciwniczek. Być może natchnie kogoś do zmiany i odnalezienia w sobie wewnętrznej siły. Książka napisana przez kobiet, dla kobiet. Bardzo osobista, autobiograficzna, porusza wiele trudnych tematów. Autorka jest osobą o barwnej osobowości i niecodziennym życiu. Porusza temat wolności wyborów, życia w zgodzie z sobą i wychowania wolnych dzieci. Wiele kwestii jest kontrowersyjnych, ale ogólnie książka pokazuje jak silne bywają kobiety, gdy chcą zrealizować swoje cele. I z tego warto wziąć przykład.

To życie jest tylko moje. Dlatego przestałam pytać ludzi o drogę do miejsc, w których nigdy nie byli.

Czas na książki, które mogę szczerze polecić.

Dziewczyna, kobieta, inna, Bernardine Evaristo. Ta książka zdecydowanie jest kobietą! To książka o kobietach, i dla kobiet. Książka, która przedstawia współczesne kobiety, i ich przeszłość. Książka, która pokazuje, że kobiety są niezależne, silne i wartościowe.
Ta książka jest w zasadzie odą do kobiet. Luźne historie, które szybko zaczynają się łączyć w całość. Ileż tu postaci, i jakie one są oryginalne! Wszystkie mają swoje mniejsze, lub większe sekrety. Bolączki i chwile pełne dumy. Wszystkie chcą jednego – lepszego świata dla kobiet. Tego na dziś, i tego w przyszłości.
Tak, feminizm kipi z każdej strony. Tak, nie każdy to kupi i niektórzy powiedzą- zbyt wiele. Ale czy to źle, że kobiety chcą odgrywać większą rolę w świecie? Wyjść poza utarte schematy? Wędrować dalej niż do pobliskiego marketu?
Te inspirujące opowieści dają siłę. I ją naprawdę czuje się po lekturze. Tę książkę polecam wszystkim! Dla kobiet to wręcz pozycja obowiązkowa.A poza tym, że nas inspiruje i dodaje odwagi, to jest jeszcze fenomenalnie napisana. Prawdziwa literacka perełka.

Nigdy nikogo naprawdę nie znamy dopóki nie przetrzepiemy mu szuflad
I historii wyszukiwania…

Magdalena Witkiewicz i Srebrna Łyżeczka. To historia, która wyjątkowo mnie wciągnęła. I dalej, wyjątkowo zżyłam się z bohaterami i ich losami. Kibicowałam im, wściekałam się na podejmowane przez nich decyzje i czekałam w napięciu na finał historii Lidii i Konrada.
Narracja jest dwutorowa. A w zasadzie trzytorowa, bo pojawia się również postać Pani Ireny.
O czy jest Srebrna Łyżeczka? To historia miłości Lidii i Konrada. Wielka miłość, ogromna namiętności, niestety nie trafiła na swój czas. Ale czy koniec jest definitywny? Czy miłość, jak potłuczony kubek można posklejać? A może trzeba żyć dalej, pożegnać przeszłość, pogodzić się ze stratą i zacząć na nowo?
Mądra historia o dorastaniu do miłości. O tym, że na wszystko musi przyjść swoja pora. I, że prawdziwa miłość istnieje.

(…)Miłość nie przychodzi na życzenie, miłość często zjawia się jak nieproszony gość, a gdy się ją woła, ucieka i udaje, że nas nie słyszy.

Sue Monk Kidd i Księga tęsknot. Sue Monk Kidd swoją historią tworzy jakby nową Ewangelię. Ewangelię według Any. Any, żony Jezusa. Robi to jednak z wyczuciem i szacunkiem do religii. Dla mnie ta książka ma jednak nieco inną wymowę. Ana nie jest jedną kobietą, Ana jest milionem kobiet. Tych, o których świat nie pamięta. Ana to wierna towarzyszka codzienności. Wierna żona, dobra córka, troskliwa matka. To kobieta, bez której świat nie mógłby istnieć, a o której świat tak łatwo zapomina. Ana jest cierpliwa, cicha, skromna, wierna i bezinteresowna. Ana nie oczekuje poklasku i uznania.
Ana jest głosem kobiet, a ta książka jest hołdem dla każdej z nas.
Bardzo delikatnie napisana, pięknie się ją czyta.

Mój smutek bywał czasem nie do zniesienia i w tamtej chwili nawiedził mnie znowu, ból tak przenikliwy, że czasem wątpiłam, czy zdołam się po nim podnieść.

Christina Hopkinson i Jak nie zabiłam męża, czyli babski punkt widzenia. To dość zaskakująca książka. Myślałam, że będzie nijaka i nudna. I typowa, ale naprawdę mnie zaskoczyła!
Mary i Joel to małżeństwo i rodzice dwójki małych dzieci. Połączyła ich wielka i gorąca miłość. Ale miłość zabija codzienność. Dzieci, porządki, gotowanie i obowiązki. Mary ma dość, łączy wiele ról, a nie może liczyć na wsparcie małżonka. Aby zobaczyć ile naprawdę „dostaje” od męża, robi listę. Rozlicza męża wpadki i dobre działania w systemie punktowym. Tak bardzo zapędza się w tym liczeniu, bilansie zysków i strat, że zapomina o tym, że związek to nie firma. I czasami najprostsze rozwiązanie, czyli rozmowa i bliskość, są ważniejsze, niż szczegółowe rozliczenie z tego kto zmył podłogę, a kto położył dzieci spać.
Czytało mi się ją naprawdę dobrze i mogę ją polecić. Ku przestrodze!

– Gdzie mogłabym znaleźć Joela 2.0? Wiesz, rąbanie drewna, strzyżenie owiec…
Prycham ze śmiechem.
– Nic dalszego od prawdy. Nie znam nikogo bardziej niepraktycznego i stroniącego od wsi. Dorastał w Londynie i dziwi się, że krowy pasą się na łąkach. Uważa, że ognisko podłącza się do prądu.

Helena Kowalik, PeeRel zza krat. Pereel zza krat, to solidny zbiór reportaży, o sądowych sprawach z przeszłości, które niekoniecznie dziś są znane szerszej publiczności.
Autorka postawiła na solidny przegląd, od spraw kryminalnych, po łapówkarstwo, czy oszustwa finansowe na wielką skalę. O części spraw w ogóle nie miałam pojęcia. Autorka ma taką umiejętność, że przenosiła nas na salę sądową i odkrywała nie tylko kulisy danej sprawy, ale i pokazywała szerszy kontekst.
Jak dla mnie lektura tej książki była wielką przyjemnością. O wielu sprawach, które poznałam, opowiadałam potem rodzinie i znajomych. A to pokazuje jak bardzo poruszyła mnie ta książka. Dla fanów reportażu, sądownictwa i historii. 

I na sam koniec. Zabójca z miasta moreli, Witolda Szabłowskiego. Powiem Wam, że sama nie wiem kiedy skończyłam tę książkę! Nie jestem jakąś wielką fanką Turcji, ale te reportaże przeczytałam dosłownie jednym tchem. Rewelacyjnie napisane, podejmują ciekawe tematy i pokazują nam prawdziwą Turcję. Poznajemy lepiej współczesną historię, zależności polityczne, tradycje i co najważniejsze-zwykłych ludzi.
To książka, która przekazuje nienachalnie wiele ciekawych treści. Szczerze polecam, nawet tym, którzy nie przepadają za reportażami.

Według badań dziennika „Hürriyet”, co trzeci Turek zaczyna życie płciowe z prostytutką. Tylko dla jednej czwartej pierwszą kobietą jest własna żona.

Ścieżka dźwiękowa- Whitney Houston – My love is your love

Minął rok. Kulturalnie

Podsumowanie roku kulturalne. Czyli co mnie najbardziej zachwyciło w 2021 roku.

Zaczynam od seriali, było ich wiele, i wiele po prostu genialnych. Moja trójka? Na pierwszym miejscu zdecydowanie Sprzątaczka, czyli serial o prawdziwym życiu, o prawdziwych problemach, o walce z codziennością. W końcu coś bez efektów specjalnych, bez krwi i laserów. Szczery, świetnie napisany i genialnie zagrany. Majstersztyk. Na drugim miejscu stawiam Kasztanowego ludzika. To taki serial, przez który naprawdę warto zarwać całą noc! Zaskakujący, trzymający tempo. Tyle się tam dzieje, że nie sposób odejść od ekranu. Uwielbiam skandynawskie kryminały! A na trzecim miejscu znów kryminalna historia, tym razem Mare z Easttown. Kiedy w obsadzie widać Kate Winslett, można być pewnym wysokiej jakości. I ten serial jest właśnie taki, wspaniale zagrany, ma swój klimat, tak inny od innych seriali kryminalnych. Jest zwyczajnie, dość zimno, surowo, tak ludzko. Do tego do samego końca serial trzyma w napięciu i zakończenie jest prawdziwym zaskoczeniem. Polecam każdemu. Wybór 3 seriali był naprawdę ciężki, ale to był dobry, bardzo dobry serialowo rok!

Filmowo? W zeszłym roku wróciłam do kina, widziałam kilka dobrych filmów, w zasadzie dobre filmy widziałam i w kinie, i w telewizji, tudzież w serwisach streamingowych. Co u mnie wygrało? Nomadland. To był i jest genialny film, smutny, prawdziwy, pokazujący prawdziwą Amerykę, prawdziwych ludzi, i gorzkie losy głównej bohaterki. A także milionów Amerykanów, którzy tracą domy, nie mają emerytury i muszą walczyć o swój byt. Ten film urzeka pięknymi zdjęciami i krajobrazami, ale konfrontuje to z „brzydkim” życiem. Kto nie widział, musi nadrobić obowiązkowo. Miejsce drugie Wesele. To był zdecydowanie najgłośniejszy film zeszłego roku. Trzecie miejsce to Teściowie. Ten film niesamowicie mnie zaskoczył, bawiłam się na nim świetnie. Genialnie obsadzone role, wciąż jestem w szoku, że polska komedia, może nie być głupia, może dobrze bawić i sprawić, że masz ochotę obejrzeć ten film drugi raz. I to natychmiast! Ogólnie widziałam 30 nowych filmów. Trochę kiepsko, jednak skupiłam się głównie na serialach. Może w tym roku będę więcej oglądać filmów? Zobaczymy.

Książkowo? Było ich całkiem sporo. Przeczytałam 212 książek. Co oceniam najwyżej? Gorzko, Gorzko Joanny Bator. Wielkie wrażenie zrobił na mnie również Gambit Królowej, Waltera Tewisa, oraz Wierzyliśmy jak nikt, książkę Rebecci Makkai. Te pozycje polecam Wam z całego serca i radzę nadrobić.

Muzycznie? W tym roku najwięcej odsłuchałam Depeszy. Płytą roku była Zabawa Krzyśka Zalewskiego, a piosenką roku Annuszka, również Krzyśka. Moim największym odkryciem był rodzimy i młody zespół Bluszcz. Muzyki słuchałam przez bite 54 dni z małym kawałkiem. Dużo, prawda? Ciężko mi oceniać miniony rok koncertowo, bo byłam na jednym takim wydarzeniu, czyli na Open’er Park, na koncercie Krzyśka i Much. Także tego :0 Na ten rok mam dwa bilety na koncerty, ciekawe czy dojdą do skutku?

Ścieżka dźwiękowa – Krzysztof Zalewski-Annuszka

Na ekranie

Giń 2021. To filmowe, godzinne podsumowanie ubiegłego roku. Wśród najlepszych ekspertów mamy historyka, typową amerykańską mamę, influencera, słynną dziennikarkę czy specjalistę od szczepionek. Wracamy do przeszłości i jeszcze raz możemy przeżyć miniony rok. Wszystko co najważniejsze, ale podane w przyjaznej i dość lekkiej formie. Dzięki temu nie oglądamy kolejnego nudnego reportażu. W Giń 2021, występują znani aktorzy, którzy odgrywają role ekspertów i robią to koncertowo. Najlepszy jest Hugh Grant i Lucy Liu. Ich komentarze i celne riposty, sprawiają, że chociaż 2021 rok, był po prostu ciężki, to mamy wrażenie, że wcale taki nie był. Polecam, by przypomnieć sobie miniony rok i spojrzeć na niego z nieco innej perspektywy. To naprawdę fajnie spędzona godzina, w sam raz na niedzielne popołudnie.

Giń, 2021!" – opis, o czym jest program, czy jest książka, czy warto  zobaczyć, gdzie zobaczyć? Kiedy premiera?

Nie patrz w górę. O tym filmie jest wciąż głośno. Wystarczy zobaczyć obsadę- Leonardo DiCaprio, Meryl Streep, Cate Blanchett czy Jennifer Lawrence. Dodatkowo nośny temat, i ja zasiadłam przed ekran i bach, oglądamy. Kate Dibiasky odkrywa kometę, niestety zła wieść jest taka, że za pół roku zderzy się ona z ziemią i wywoła powodzie, z falami na cały kilometr. Jej przełożony, Randall Mindy postanawia nagłośnić sprawę i zmusić rząd do działania. Niestety, okazuje się, że zagłada świata ma słabą klikalność. Dodatkowo rząd i głowa państwa bagatelizują zagrożenie i wyśmiewają naukowców. W końcu jednak przychodzi opamiętanie. Są głośne i nośne hasła o zjednoczeniu narodowym, o akcji ratunkowej. Powstają pieśni, ludzie z zapartym tchem śledzą informacje o działaniach i planach rządu i naukowców. Ale dość szybko okazuje się, że polityka to jedno, a interesy to drugie. Wszyscy myślą o sobie i szukają szans na wzrost poparcia, ba szukają szans na zarobek. Cóż, mam z tym filmem wielki problem. Z jednej strony jest on poruszający, a z drugiej strony jest taką przerysowaną karykaturą, że ogląda się go bardzo ciężko i szybko zaczyna nudzić. W tym filmie nie ma ani jednej realnej, ludzkiej postaci. Wszystkie są przerysowane do granic możliwości, co sprawia, że ten film staje się jednym wielkim memem. Reżyser pokazuje nam świat, do którego zmierzamy, a może i już w nim jesteśmy? Świat gdzie nie słucha się naukowców, świat gdzie szerzą się teorie spiskowe i skrajne ruchy. Świat wielkiej polityki, która za nic ma dobro narodu, a jedynie puchnące słupki poparcia. Świat, którym rządzą najbogatsi, którym wciąż za mało. Świat przesytu informacji, sztuczny świat, gdzie na rzetelność i prawdę nie ma miejsca. I ok, to robi wrażenie. Ale wiecie co? Mnie nie przekonuje to, że każdy człowiek jest aż tak skrajny. Świat jednej wielkiej karykatury. Postacie Randalla i Kate mogły stać w kontrze do świata celebrytów i wielkiej polityki. Tymczasem on wchodzi w ten świat, poprzez romans z beztroską prezenterką śniadaniówki, a ona jest rozchwiana emocjonalnie, brak jej ogłady, kultury i dystansu. Nie mogę jednoznacznie ocenić tego filmu. Ani nie jest zły, ani nie jest dobry. Jednocześnie odrzuca mnie, ale i ciekawi. Z pewnością wzbudza wiele emocji, o co chodziło twórcom. Ale do arcydzieła wiele mu brakuje.

Nie patrz w górę" to "szalona jazda". Cały świat ogląda hit Netfliksa - Film

Carrie. Po tym jak przeczytałam książkę, od razu zabrałam się za film! Wybrałam jednak ten współczesny, z Julienne Moore w roli głównej. Tym, którzy kochają kino, radzę zacząć od wersji Briana de Palmy. Wersja z 2013 roku, jest uwspółcześniona, występują komórki i wszystkie techniczne udogodnienia, których brak w książce. Czy film przez to coś traci? Myślę, że nie. A w zamian dostajemy przyjemność oglądania fenomenalnej Julienne, jako matki Carrie. Carrie posiada nadprzyrodzone moce, które wyzwala w niech gniew i złość. A życie z zaborczą i fanatycznie religijną matką, dostarcza jej wiele nieproszonych wrażeń. Carrie nie pasuje do współczesnego świata. Nie wie nic o cielesności, o dojrzewaniu. Chowana pod kloszem, w szponach religii, bez przyjaciół, marzy o normalności. Podejmuje wyzwanie, i zaproszona, idzie na bal kończący szkołę. Ale Carrie nie wie, że nie każdy jest jej przychylny i czyha tam na nią niebezpieczeństwo. Co się stanie kiedy Carrie doświadczy publicznego upokorzenia? To zobaczcie sami. Film naprawdę świetnie się ogląda, i nawet nie przeszkadza to, że przed chwilą czytałam książkę.

Carrie (2013) - Filmweb

Ścieżka dźwiękowa- The Waterboys – This is the sea