Kosmetycznie

Tołpa, Pre Age, energizujący krem na dzień. To krem dla nas, dziewczyn i kobiet, które zmagają się z niedoskonałościami, ale mają więcej niż 25 lat. To pielęgnacja przeciwzmarszczkowa, i jednocześnie matująca i zwalczająca trądzik. Zaciekawił mnie ten opis, oraz promocyjna cena w Rossmannie. Krem kosztował 22 złote, więc chętnie po niego sięgnęłam. W porównaniu do innych kremów antytrądzikowych, ten jest dość bogaty i konkretny, ale szybko się wchłania, nie zapycha cery, o dziwo, zostawia uczucie lekkości. Niesamowicie wygładza i nawilża cerę. Dodaje jej zdrowej porcji energii- to pewnie wynik witaminy C w składzie. Krem bardzo fajnie działa na moją cerę, mam wrażenie, że zaspokaja jej obecne potrzeby. Rozjaśnia ślady po niedoskonałościach, świetnie nawilża i wygładza cerę. Myślę, że jest świetny na obecną porę roku. Nie jest bowiem leciutki, świetnie nadaje się na chłodniejsze dni, kiedy cera wymaga nieco większej opieki. Na plus świetny zapach, fajne opakowanie i niską cenę.

Garnier, żel do twarzy oczyszczający i zwężający pory. Kupiłam go, bo akurat był w promocji. Jakoś specjalnie nie zastanawiałam się nad tym zakupem, ot, wiedziałam mniej więcej czego można się po nim spodziewać. Zależało mi na naprawdę solidnym oczyszczeniu cery i tutaj sprawdza się świetnie. Już sam zapach odświeża i oczyszcza, to zasługa eukaliptusa. Żel jest wydajny, ale mocny. Co to znaczy? Nie daj Boże, wpadnie Wam choć odrobinka do oka! Płacz i ból gwarantowany. Poza tym dobrze oczyszcza, odświeża, pozostawia uczucie świeżości i czystości. Zmniejsza pory, i doskonale matuje. Dla mnie minusem jest to, że jest taki niedelikatny wobec okolicy oczu, praktycznie codziennie sobie je nim zachlapię. Ale to w zasadzie efekt mojej niezdarności. Polecam tylko tym, którzy mają niedoskonałości, dla innych cer będzie za silny i niepotrzebnie ściągający.

Luksja, kokosowy żel pod prysznic z nutą gardenii. To coś dla fanów aromatu kokosa, to jest tak jakbym naprawdę kąpała się w mleku kokosowym! Zapach jest świetny, działanie w sumie jak to żelu pod prysznic, myjące, delikatne, nie podrażnia i nie wysuszona. Zapach zostaje na długo, miło otula skórę. Dla mnie najważniejsze jest to, że żel jest naprawdę wydajny, pięknie pachnie i zostawia skórę miękką. Tyle mi wystarczy.

Avon, Far Away, Splendoria. Ostatnio mam szczęście do tej serii, podobają mi się zapachy z tej serii, są naprawdę ciekawe i takie mało Avonowe, czyli ciekawe, oryginalne i świetnie się trzymają. W moje ręce wpadła nowa Splendoria. Czy jest udanym produktem? Zapach jest już jesienno-zimowy, czyli orientalno-waniliowy, z tych cięższych i konkretniejszych zapachów. Główną nutą ma być Biały Oud, czymkolwiek jest. Ja czuję tutaj głównie śliwki i wanilię. Jest deserowo, korzennie, jakbym otuliła się mocno korzennymi śliwkami pod kruszonką. Ale słodko, nie znaczy dziewczęco i nudnie. To z pewnością kobiecy zapach, na wieczór i z pewnością, nie dla młodzieży, bo chyba będzie dla nich za ciężki. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, ten zapach mnie oczarował i sprawił, że czułam się „luksusowo” w zwykłym swetrze.

Ścieżka dźwiękowa- Muse-Plug in baby

Kosmetycznie

Sielanka, krem do rąk jeżynowy. Skusił mnie zapachem, ale wiecie co? Po jakimś tygodniu ten zapach mnie zabijał, słodko-mdlący. Bardzo cukierkowy, mogłam go używać, tylko przy otwartym oknie. No dobrze, zapachem zabił mnie już wcześniej, chyba po dwóch dnia miałam go lekko dość. W dodatku jego działanie było hmm, nijakie. W zasadzie działał jak woda, nie zauważyłam tak naprawdę by w jakikolwiek sposób nawilżał dłonie, bądź poprawiał ich wygląd. Ot, kremik którego zapach raz na jakiś czas, przeniesie w letnie okolice. Ale trzeba go używać bardzo, ale to bardzo rzadko. I raczej nie jako krem do rąk, a poprawiacz humoru. Jestem zdecydowanie na nie. Na szczęście krem nie był drogi, więc rozstałam się z nim bez żalu i wylanych łez.

Celia, olejkowy balsam do ust, granat. Przyznam szczerze, kupiłam go, bo zaciekawiła mnie formuła, zapach i cóż, cena! Jestem maniaczką produktów do ust, i kupuję je, wydawać by się mogło, na okrągło. Zaraz zdradzę Wam mój sekret. Nigdy nie zużywam takich produktów do końca, po prostu nałogowo je gubię! Rano mam w torebce, a po dwóch godzinach bach, balsam znika. A, że jestem uzależniona od nawilżania ust, to potrafię wybiec do sklepiku, i kupić coś na szybko, bo przecież nie wytrzymam! Ot, i cały sekret. Ten balsam bardzo mi podpasował, idealnie się rozprowadzał, pięknie pachniał i smakował owocami. Dawał połysk, niczym błyszczyk, do tego na długo nawilżał usta. Niestety, zgubiłam go po niecałych dwóch tygodniach. Wielka to szkoda!

Only Bio, Anti Acne serum do twarzy. Kupiłam je w Rossmannie, miało dobrą, bo promocyjną cenę. Skusiło mnie działanie i dość sporo pozytywnych recenzji o samej firmie. No i cóż… Nie było szału. Serum jest dość galaretowate- nie wiem, czy to tylko mój egzemplarz, czy to ogół. Mimo wszystko dość szybko się wchłania. Jeżeli chodzi o działanie, to jak dla mnie jest średnie. Owszem, świetnie wysusza cerę, ale to jednocześnie zarzut. Z jednej strony koi stany zapalne i matuje cerę, ale robi to kosztem nawilżenia. Moja skóra zaczęła wyglądać dużo gorzej po używaniu tego serum. Nie zużyłam do końca. A szkoda. Bo serum ma wspaniałe, bardzo higieniczne opakowanie z pipetą, błyskawicznie się wchłania i w promocji ma świetną cenę. Ale cóż, nie ma między nami chemii.

Be Bio, balsam do ciała wiśnia/chia. Miałam go kiedyś i miałam pozytywne wrażenia, piękny zapach i dobre działanie. Chętnie więc do niego wróciłam. Nie wiem czy popsuła się formuła, czy skład, czy co się stało, ale ten balsam okropnie mnie uczulił. Przez tydzień, po ostatnim użyciu, okropnie swędziało mnie całe ciało, i wyskoczyła wysypka. Kiedy po jakimś czasie zrobiłam test i użyłam go na małym kawałku ręki, po kwadransie pojawiło się ponownie okropnie swędzenie, balsam więc wyrzuciłam i nigdy już do niego wrócę. Kompletnie nie wiem co się stało i dlaczego teraz mnie uczulił. Może to jakaś trefna partia? W każdym razie nie będę mu dawać kolejnej szansy. I zdecydowanie nie polecam!

Ścieżka dźwiękowa- Beta Radio – First Began

Kosmetycznie

Avon, balsam do ciała Charming. Balsam z serii jakoby „luksusowej”. Zapach perfum, 24 godzinne nawilżenie i ładne opakowanie. No cóż, próbujemy! Do wyboru jest bodajże pięć kompozycji zapachowych. Moja okazała się czarującą jeżyną i ananasem. No cóż, zapach jest bardzo słodki, dla mnie aż zbyt słodki, brakuje czegoś ciekawego na przełamanie. Dodatkowo zapach jest bardzo trwały, więc na lato zdecydowanie odpada. Przynajmniej dla mnie Czuję się jakbym wysmarowała się słodką lemoniadą, tudzież wodnym lodem. Balsam ma jednak plusy, super szybko się wchłania, nie lepi się, naprawdę dobrze nawilża. Do tego ma wygodne i higieniczne opakowanie. Być może zimą, ten zapach po prostu otula i rozjaśnia szary dzień. Latem szybko męczy. Ale sam balsam ma fajne działanie.

Regenerum, olejkowe serum do ust. Ostatnio polubiłam kupowanie balsamów do ust w aptece. Tym razem sięgnęłam po Regenerum, serum w olejku. Jest to wyjątkowo wręcz wygodny w użyciu serum, zostawia fajny połysk na ustach, w zasadzie ma właściwości kosmetyczne błyszczyku. Ale to nie wszystko, bo przede wszystkim bardzo ładnie nawilża i odżywia skórę ust. A do tego wyjątkowo ładnie je regeneruje. Olejek bardzo długo zostaje na ustach, nie lepi się. Chroni usta przed wiatrem i słońcem. Koi wszelkie podrażnienia. A do tego, jest bardzo wydajne! Będę z pewnością go dalej kupować.

FeedSkin, serum antytrądzikowe Nie wiem czemu, ale lubię wieczorami stosować serum, zamiast kremu. Wybrałam serum FeedSkin, nazwa niewiele mi mówiła, bo to nowość na rynku. Jak się okazało, jest to kolejna marka, od Sylveco. Serum jest naturalne, ma bardzo dobry skład. Do tego serum zamknięty jest w szklanej buteleczce. Serum jest białe, szybko się wchłania, jest wyjątkowo wydajne. A działanie? Bardzo fajne. Niacynamid i kwas szikimowy usuwają niedoskonałości. A inulina i kwas hialuronowy nawilżają skórę. Na opakowaniu jest napisane, żeby serum używać 2-3 razy w tygodniu. Ja używam codziennie. Skóra jest dużo gładsza, odpowiednio nawilżona i zdecydowanie poprawił się jej koloryt. Także polecam!

Avon, podkład Power Stay. Wróciłam do niego trzeci raz i to chyba najlepsza recenzja. Dla mnie prawdziwa bomba! Podkład ma wiele odcieni do wyboru, nawet ja, totalny wampir, znajduję swój kolor, który wygląda naturalnie, bez efektu maski. Produkt nie zmienia koloru, nie utlenia się. Bardzo łatwo się go rozprowadza gąbeczką, świetnie kryje niedoskonałości, ale jest przy tym naturalny. Zostawia fajne wykończenie, matowe, ale nie jest to płaski, sztuczny mat. Do tego wielki plus za trwałość, bez problemu wytrzymuje cały dzień, bez ani jednej poprawki. Podkład jest super wydajny, krycie można stopniować. Nie brudzi ubrań, zostaje cały dzień na swoim miejscu. Jestem w nim zakochana, jak znajduję go w promocji, od razu kupuję!

Ścieżka dźwiękowa- Dave Matthews Band – Rooftop

Kosmetycznie

Autour de Minuit Yves Rocher, perfumy. Mocno irysowe, z nutą paczuli i mandarynki. Perfumy mają piękny zapach, kwiatowy, ale nie jest to lekki i nijaki zapaszek. Pachnie bardzo kobieco i elegancko. Ciekawa jest nuta mandarynki, która odświeża całość, i dodaje energii. Więc nie jest to płaski i nudny zapach. Bardziej na wieczór, i na jesienną porę roku. Naprawdę to ciekawy zapach Flakonik jest jak najbardziej elegancki. Minusem jest marna trwałość, u mnie 2-3 godziny i koniec. A szkoda, bo zapach jest naprawdę piękny.

Eveline, krem do rąk Tea Tree. Krem kompres, z dodatkową funkcją antybakteryjną. Szczerze? Myślałam, że krem, który działa antyseptycznie będzie wysuszał skórę, ale ten krem działa cuda. Otula i koi skórę dłoni. Genialnie nawilża, łagodzi podrażnienia, regeneruje nawet mocne przesuszenia. Działa naprawdę długo, pięknie, orzeźwiająco pachnie, daje uczucie świeżości. Ma super cenę, wygodne opakowanie, bardzo dużą wydajność, przede wszystkich dlatego, że działa na długo i nie trzeba co chwilę się smarować. Na pewno będę do niego wracać.

L’ORÉAL PARIS Brilliant Signature Plump-In-Gloss, błyszczyk do ust. Co jak co, ale uwielbiam błyszczyki. Bo są takie proste w użyciu, nie wymagają lusterka, w przypadku poprawek, ba, nawet w przypadku nakładania. Co mnie w tym błyszczyku zaskoczyło? Przede wszystkim pędzelek do nakładania, jest oryginalny, ale i bardzo praktyczny. Świetnie się go używa. Błyszczyk ma za zadanie powiększyć usta i robi to poprzez substancje, które mrowią i dają uczucie chłodu. Mi osobiście średnio to pasuje, gdyż ten efekt jest naprawdę intensywny. Ale za to podobają mi się kolory i eleganckie opakowanie. Chociaż w sumie ja drugi raz nie kupię.

Tisane, balsam do ust w sztyfcie. Kupiłam go w aptece jako ratunek na moje podrażnione i popękane usta. Balsam bardzo szybko koi, regeneruje i nawilża. Szybko walczy z zajadami i podrażnieniem po opryszczce. Bogactwo naturalnych składników i kompleksowa pielęgnacja. Swój egzemplarz kupiłam w aptece i to już jest gwarancją dobrego działania. Jak dla mnie super balsam, świetnie się sprawdził na moich wymagających ustach.

Ścieżka dźwiękowa- The Coral – Dreaming Of You 

Kosmetycznie

Gliskur, szampon Liquid Silk. Dość lubię szampony tej marki i często do nich wracam. Ta wersja ma zapewniać krystaliczny połysk i wygładzenie włosów. I faktycznie, włosy są bardziej lśniące. Plusem jest też to, że włosy są dużo gładsze i mięciutkie. Szampon jest wydajny, cudownie pachnie, dobrze się pieni, ma ładną butelkę. Minusem jest to, że włosy po góra 30 godzinach zaczynają być już nieświeże. Jest więc z tych cięższych, być może to efekt tego wygładzenia, ale akurat dla mnie po niespełna 1,5 dnia to już minus.

Face Boom, krem do twarzy matujący. Kupiłam go skuszona promocyjną ceną, a poza tym potrzebowałam takiego kremu. Czegoś co zmatowi i fajnie uspokoi moją skórę. Plusem była cena- 24,99 zł, i optymistyczne, różowe opakowanie. I ten zapach! To jest dokładnie malinowa Mamba, coś świetnego o poranku, od razu czuje się dopływ pozytywnej energii. Krem jest lekki, szybko się wchłania. Delikatnie nawilża, lekko matuje. Świetny pod makijaż, idealny dla tych, którzy rano cenią każdą chwilę. Po miesięcznym stosowaniu cera jest bardziej matowa, i jaśniejsza. Nie jest to krem,który rozwiązuje problemy cery z niedoskonałościami. Ale krzywdy nie robi. Myślę,że najlepiej sprawdzi się u młodej, niezbyt wymagającej skórze. Ja potrzebuję czegoś innego, więc drugi raz nie kupię. Ale nie wspominam go źle.

Dave, żel pod prysznic Silk Glow. Żel ma odżywczą formułę, a dodatkowo ma solidnie oczyścić skórę. I sprawuje się znakomicie. Mnie urzeka swoim zapachem, wspaniałą kremową konsystencją i nawilżeniem skóry. Od razu po kąpieli nie ma się poczucia, że natychmiast muszę się posmarować balsamem. Ponoć ma zostawiać również skórę promienną, ale tego jakoś nie zauważyłam. Natomiast nie jest to dla mnie priorytet. Przede wszystkim jest skuteczny, delikatny, bardzo wydajny i pięknie pachnie. Lubię jak kosmetyk pięknie pachnie i zamienia kąpiel w pełnię relaksu.

Ziaja, Kozie Mleko, mleczny żel do mycia twarzy. W kwestii żelów do mycia twarzy, nigdy nie byłam jakoś wybitnie wymagająca. Ot, kupuję najczęściej to co jest obecnie w promocyjnej cenie i najczęściej co jest dla mnie nowością. Wiem, wiem, dziwne to podejście. Aczkolwiek uważam, że żel jest tak krótko na twarzy, że ma po prostu dobrze oczyścić cerę i tyle. Ten żel zły nie jest, ale też nie jest jakiś wybitny. Chyba po prostu źle go dobrałam do swojej cery, jest nieco zbyt ciężki i zostawia niezbyt fajny filtr na twarzy. Zdecydowanie polubią go posiadacze skóry suchej i wrażliwej. Ja nie zużyłam do końca, musiałam kupić inny. Dlatego też zmieniam swoje podejście do żeli.

Ścieżka dźwiękowa- Obywatel GC – Nie pytaj o Polskę

Kosmetycznie

Sylveco,regenerujący krem do stóp. Bez kremu do stóp nie wyobrażam sobie kompletnej, codziennej pielęgnacji. Raczej nie mam ukochanego jednego kremu, zazwyczaj biorę coś w promocyjnej cenie. Tym razem wybór padł na krem od Sylveco, dużo słyszałam o tej firmie, postanowiłam więc sprawdzić działanie takiego oto kremu. Co mnie urzekło? Delikatny i świeży zapach. Krem ma lekką konsystencję, bardzo szybko się wchłania. Odświeża, delikatnie nawilża, lekko zmiękcza. Nie jest to krem dla mocno wysuszonych stop, raczej taki do codziennej pielęgnacji skóry bezproblemowej. Tutaj z pewnością się sprawdzi. A jak do niego wrócę, to głównie dla tego rześkiego zapachu. Cudowny na letni czas.

Cera Vee- żel do mycia twarzy, oczyszczający, Nie zawiodłam się na nim. Jest delikatny, ale i naprawdę skuteczny. Nie tylko oczyszcza cerę, ale i poprawia jej stan. Nie wysusza, nie podrażnia, bezwzględny dla makijażu i zanieczyszczeń, a przy tym koi cerę z niedoskonałościami, czy nadmiernym przetłuszczaniem. Pozostawia ją cudownie świeżą i miękką. Jest niesamowicie wręcz wydajny, dlatego też bazowa cena 40 zł, nie jest tutaj w żadnym stopniu nadużyciem. Bardzo go lubię i pewnością będziemy się widzieć ponownie w mojej łazience.

Avon Advanced, szampon do włosów cienkich. Co chwilę zmieniam szampony, jakoś specjalnie wierna im nie jestem. Taka moja natura. Ten szampon zamówiłam z okazji dobrej ceny. I cóż, poza dobrą ceną niewiele więcej miał do zaoferowania. Mocno plącze włosy, bardzo szybko z powrotem się przetłuszczają, przez co wyglądają nieciekawie. Szybko stają się płaskie. Nie widać żadnej objętości, jaką obiecuje producent. Generalnie bardzo żałowałam, że to taka duża butelka, męczyłam się z nim strasznie. Jedyny plus, całkiem ładnie pachniał.

Eveline, krem do rąk Aksamitne dłonie. Bardzo często zmieniam kremy do rąk, po prostu bardzo szybko mi się kończą. Jeden mam w aucie, jeden w pracy, kolejny w domu. Mam bardzo delikatną skórę dłoni, stąd naprawdę często stosuję ten produkt. Krem ma bardzo lekką konsystencję, szybko się wchłania, pięknie pachnie. Ma bardzo dobry skład i korzystną cenę. Mam wrażenie, że dla mojej skóry jest jednak zbyt delikatny i za leciutki. Zużyłam cały, ale nie czułam, że moje dłonie są lepiej nawilżone i bardziej delikatne. To taki zwyklak dla mało wymagającej skóry.

Ścieżka dźwiękowa- Bloc Party – One More Chance

Kosmetycznie

SVR Sebiaclear Creme SPF50. Krem ten kupiłam z myślą o wiośnie, bardzo lubię kremy z filtrami, które jednocześnie solidnie pielęgnują cerę. Ten, jest idealny dla mojej cery, skłonnej do niedoskonałości. To co mnie skusiło to wyjątkowo wysoki filtr! Co mnie zaskoczyło? To, że mimo wysokiego filtra jest taki fajny. Błyskawicznie się wchłania, genialnie rozprowadza, nie zostawia białej powłoki. Matuje cerę, ale i nawilża, nie zostawia uczucia ściągnięcia. Przy regularnym stosowaniu cera wygląda lepiej, jest gładsza, jaśniejsza, niespodzianki stopniowo znikają z twarzy. Minusy? Dla mnie na ten moment brak.

Avon, Attraction Game. Bardzo podobał mi się początek tej serii, czarny Attraction to mój hit! Pachnie ostro, męsko, intensywnie, niebanalnie. Do tego ta trwałość. Po tej wersji spodziewałam się podobnych wrażeń, niestety, po „matce” nie zostało nawet wspomnienie. Zapach jest słodki, nijaki, nie ma w sobie nic z oryginalności. Niczym nie przyciąga uwagi, takich słodziaków to jest na pęczki! Czuję się rozczarowana, liczyłam na zabawę konwencją, coś nowego, ale bazującego na oryginale. Dostałam owszem, coś nowego, ale wtórnego i przesłodzonego. Opis kusił nutami pieprzu i gorzkiej czekolady, a ja mam wrażenie, że wącham mocno mleczną czekoladę, zawiniętą w różową gumę balonową…

Timotei, Szampon głęboko oczyszczający `Ekstrakt z ogórka`. Pamiętam, że bardzo go lubiłam, musiałam kupić szampon na szybko, bo poprzedni się dziwnie szybko i niespodziewanie skończył. Sięgnęłam po ten wyrób, w Biedronce, podczas zwykłych, codziennych zakupów. Nie wiem czy coś zmienili w tym szamponie, ale zdecydowanie jest inny. Jakby gorszy. Po pierwsze jest niesamowicie wręcz „żelowy”. Przez co jest w ogóle niewydajny, nic a nic, znika w moment. A działanie? No cóż, jak na szampon głęboko oczyszczający, nie czuję tego działania. Szampon oczyszcza, ale działanie ogranicza się do 24 godzin, i to naciągając pojęcie świeżości. Dlatego też straciłam do niego cały swój sentyment.

L’ORÉAL PARIS Revitalift Filler – Serum. No dobra, myślę sobie, masz te 34 lata ( zaraz stuknie), to może warto zrobić sobie kurację dla młodej skóry. Postanowiłam więc, że przez 3 tygodnie będę wieczorem, stosować to serum i zobaczę jak działa. Po trzech tygodniach widzę, że cera jest bardziej napięta, dużo gładsza i solidnie nawilżona. Kurację chętnie powtórzę za jakiś czas. Serum jest bardzo wydajne, więc warto je kupić. Myślę, że co jakiś czas taki zastrzyk młodości, sprawi, że moja cera będzie wyglądała na dużo bardziej wypoczętą i zrelaksowaną. Serum bazuje na kwasie hialuronowym, które naprawdę działa. I co ważne, nie zapchał mojej cery, która lubi być tłusta i wrażliwa na niedoskonałości.

Ścieżka dźwiękowa- Tori Amos – Enjoy the silence

Kosmetycznie

Coś lekkiego, by odciągnąć złe myśli i zająć czymś głowę, zrobiłam przegląd ostatnio używanych kosmetyków.

Avon, Far Away Beyond. Ten zapach zawrócił mi w głowie. I to jak! Zakochałam się w nim od pierwszego powąchania w katalogu. Na żywo nie zawiódł pokładanych w nich nadziei. Perfumy są cudowne, niby klasyk, wanilia i jaśmin. Ale podkręconą soczystą gruszką, sprawiają, że są oryginalne. Takie inne, ciepłe, kobiece, jesienno-zimowe, ale ta świeża, soczysta gruszka robi tu całą robotę. Niby są to słodkie, wieczorowe perfumy, ale zdecydowanie nie jest to mdlący ulepek. Mają w sobie energię i jednocześnie zmysłowość. To zapach dla tych, którzy lubią mocniejsze wonie, ale jednocześnie nie lubią by ich perfumy były jednoznacznie słodkie. Trwałość? U mnie od rana do wieczora, nie mogę na nią narzekać. Za tę cenę jestem szczerze zachwycona. O tej porze roku otulają mnie jak szalik, uwielbiam ten zapach.

Perfecta, C Serum. Bardzo lubię to serum, z bardzo prostego powodu, kiedy nie chce mi się nakładać maseczki, nakładam to serum i mam wrażenie, że moja cera ma się dużo lepiej. Nie trzeba go zmywać, idealnie zastępuje wieczorny krem. Serum jest lekkie, szybko się wchłania, nawilża cerę, a dodatkowo ja rozjaśnia. Rano, twarz jest świetnie nawilżona i wygląda na wypoczętą. Jakby zrelaksowaną. Zawsze mam saszetkę w domu i stosuję awaryjnie, jestem naprawdę zadowolona. Mała rzecz, a jak cieszy moją skórę.

Nivea, szampon z odżywką Care Express, oj nie podpasował mi ten szampon nic a nic. Moje włosy go nie polubiły. Bardzo się plątały i szybko traciły świeżość. Na moje nieszczęście kupiłam dużą butelkę 400 ml, więc musiałam zużyć go do końca, a jakoś nie chciał się kończyć! Plusem jedynym jest cena, niesamowita wydajność-to naprawdę nie chce się skończyć! I dodam jeszcze zapach. Ale niestety, ten szampon nie nadaje się do moich włosów. A szkoda, bo z racji wiecznego niedoczasu szampon i odżywka, to dla mnie wybawienie.

BodyBoom, piling klasyczny. Miałam wersję ze złotymi drobinkami, teraz zaś używałam klasyka. I cóż, byłam zachwycona. Ta wersja pachnie apetycznie miksem kawy i czekolady, aż chce się jeść. Piling jest wydajny, świetnie spełnia swoją rolę, usuwa co trzeba, a jednocześnie nawilża skórę i zostawia ją gładką, mięciutką i zadbaną. Uwielbiałam go używać! Bardzo podoba mi się konsystencja, jest to bowiem proszek, bardzo łatwo się go używa, a dzięki pięknemu zapachowi, na pewno nie zapomnicie o regularnym stosowaniu. Wiosna coraz bliżej, więc zachęcam do używania i zrzucenia z siebie zimy, pod prysznicem.

Ścieżka dźwiękowa- Natasha Bedingfield – Single

Kosmetycznie

Nivea, Hydro care, balsam do ust. Te balsam trzymam w pracy i stosuję kilka razy na godzinę. Pod maseczką usta szybko wysychają, więc oczekuję od produktu by natychmiast nawilżał i utrzymywał ten stan jakiś czas. Ten balsam to chyba taki klasyk, bez zapachu, działanie ma dobre, ale bez rewelacji. Na mocniej spierzchnięte usta, niestety nic nie zaradzi.

NIVEA, 24h Melt-in Moisture, pielęgnująca pomadka do ust SPF 15, Hydro Care,  4,8 g | Drogeria Rossmann.pl

Iwostin, Purritin, Tonik. Powiem szczerze, że nie jestem zbyt regularna z używaniem toniku do twarzy. Ten kupiłam w zestawie z kremem. Wiem, że powinno się używać toniku regularnie, ale najczęściej kończę jedynie na płynie miceleranym, oczywiście najpierw używam żelu do twarzy. Toniku używałam, aż kosmetyczka powiedziała mi, że ta seria jest bardzo drażniąca skórę i mogę mieć po niej większe problemy. Skończyłam do końca i więcej kupować nie zamierzam. Faktycznie, dość mocno wysusza cerę.

IWOSTIN PURRITIN TONIK OCZYSZCZAJĄCY 215ML TRĄDZIK 6860184223 - Allegro.pl

Szampon glinkowy Elseve, 3 glinki. Ponoć to nowa wersja, oczyszcza i jednocześnie nawilża końcówki. Z tą klasyczną wersją miałam złe wspomnienia, ale nową chętnie spróbowałam. Miałam ogrom nadziei, bo w promocji był szampon o pojemności 400 ml. Duża butelka i w razie gdyby był kiepski, miałabym problem. Ale zaryzykowałam, i nie mogę narzekać. To naprawdę dużo lepsza wersja. Włosy są świeże, lekkie, czyste i co najważniejsze, nie tracą blasku jak w wersji oryginalnej, nie są wysuszone, tylko naprawdę piękne. Jestem naprawdę z niego zadowolona, i jak znajdę go w promocji, to chętnie kupię ponownie.

L`Oreal Paris, Elseve, Magiczna Moc Glinki, Szampon do włosów normalnych z  tendencją do przetłuszczania - cena, opinie, recenzja | KWC

Paletka cieni Eveline. Mam trzy rodzaje,dostałam je na urodziny i bardzo chętnie używam. Prawie codziennie. Uwielbiam! Dwie są delikatniejsze, kawowe i różowe. A jedna nieco bardziej niecodzienna. Mystic Galaxy, tu znajdziemy fiolety, coś na bardziej niecodzienne makijaże. Paletki są bardzo estetyczne, z lusterkiem i świetnymi pędzelkami. Kolory są świetnie dobrane, w zasadzie przy pomocy jednej paletki można zrobić kompleksowy makijaż na wiele okazji. Cienie są trwałe, solidnie napigmentowane, łatwo się z nimi pracuje. Ja jestem zachwycona i w zasadzie maluję się teraz tylko nimi. I jak widać, są bardzo wydajne. Po 7 miesiącach żaden kolor nie zniknął z paletki i wciąż są w użyciu. A ja cały czas się nimi zachwycam!

EVELINE Charming Mocha Paleta 12 cieni do powiek 12g | Darmarsklep.pl

Ścieżka dźwiękowa- Sting – Every breath you take

Kosmetycznie

Eveline, Serum Dragon Blood. Spontaniczny zakup, miałam do odebrania paczkę w Hebe i cóż, po prostu zaatakowała mnie promocja na wejściu. Zobaczyłam kilka nowości, bodajże 4 różnego rodzaju serum do twarzy, wybrałam wersję Dragon Blood, czyli serum złuszczające. Idealne dla cery tłustej z niedoskonałościami. Ale i z pierwszymi oznakami starzenia. Serum to 18 ml, buteleczka jest malutka, ale jaka wydajna. Ja używam miesiąc, a nie doszłam do połowy. Serum stosujemy raz dziennie, wieczorem, dosłownie 2-3 kropelki. Kosmetyk ma czerwony kolor, w końcu to smocza krew! Działanie? Szybko widać efekty, cera jest jaśniejsza, dużo gładsza, przebarwienia bledną, skóra wygląda czysto, zdrowiej. Naprawdę działa. Jestem zachwycona i na pewno do niego wrócę. I z pewnością wypróbuje inne rodzaje.

Avon, krem do stóp czekolada/orzech. Jestem w nim zakochana. To zdecydowanie najbardziej apetyczny krem do stóp na całym świecie. Czekolada i orzechy, jest słodko, zimowo, pysznie. To krem dla tych, co nie przepadają za regularną pielęgnacją i o nie zapominają. Z tym kremem nie ma takiej opcji by zapomnieć, ten zapach, ta masełkowa konsystencja. Zdecydowanie kosmetyk, który rozpieszcza wszystkie zmysły. Szybko się wchłania, zostawia otulający zapach. Delikatnie nawilża, wygładza skórę i sprawia, że stopy są mięciutkie jak u dziecka. Zrobiłam zapasy, i będę go używać ile się da!

Serum Regenerum utwardzające Regenerum. No cóż, kupiłam bo zrobiłam sobie miesiąc bez chodzenia na hybrydę. To miało pomóc paznokciom w kompleksowej regeneracji. I cóż, dawno takiego badziewia nie miałam. Bardzo nieprzyjemna konsystencja. Dziwna, nie dało się pomalować paznokci bez smug, nieładny, trupi kolor. W dodatku miał wspierać paznokcie przez tydzień. U mnie kruszył się i znikał po 2 dniach. Generalnie użyłam 3 razy i z racji tego, że musiałabym codziennie zmywać i malować paznokcie na nowo, odstawiłam w kąt. Bardzo, ale to bardzo daleki.

Avon, krem do rąk silikonowe rękawiczki. Zimą kremuję dłonie co moment. Wszędzie. W pracy, w domu, a aucie. Jeden krem mam w łazience, jeden w sypialni. W łazience mam akurat ten, krem zapewniający efekt ochronnych rękawiczek. Krem nie ma zapachu, i pewnie dlatego regularnie podbiera mi go mąż. Szybko się wchłania, bardzo dobrze nawilża, nie wiem czy naprawdę zapewnia efekt rękawiczek, ale lubię go używać po zimowych spacerach. Szybko przywraca komfort dłoniom.

Avon - Krem ochronny do rąk z gliceryną i silikonem | Makeup.pl

Ścieżka dźwiękowa-Editors – Papillon