Na Ekranie

Mam problem z dobrymi filmami, powiem Wam co widziałam i liczę na Wasze polecenia!

Annette. To film, który albo się pokocha, albo znienawidzi. Nie da się być gdzieś pośrodku. Albo przyjmie się ten obraz za arcydzieło, albo będzie się miało poczucie straconych dwóch godzin życia. To nagrodzony musical, który jest kiczem, pastiżem i celowo zrobionym komiksem. Aczkolwiek treść tego musicalu, nie jest wcale komediowa. Owszem, to wszystko jest przerysowane i dziwaczne, ale temat dotyczy zazdrości, poczucia winy i miłości , która rozwija się w świecie kolorowej prasy i mediów. Każdy krok bohaterów jest śledzony, media niby kibicują, ale tak naprawdę czekają na upadek i doniosły kryzys. Henry i Ann, łączą dwa różne światy. On jest komikiem, stand-uperem. Ona śpiewaczką operową. On żeruje na najniższych instynktach i marnych żartach. Ona wzbudza wielkie emocje i prezentuje klasę, elegancję, wielką sztukę. Łączy ich miłość, ślub i córka, tytułowa Annette. A następnie dzieli olbrzymia tragedia. Ok, ten opis może zachęcać. Ale, ale… W filmie padają pojedyncze słowa, reszta to śpiew. Tak z 99, 9% czasu, postaci z sobą śpiewają. A utwory, cóż, poza motywem przewodnim, nic nie wpada w ucho. Ja sama mam z tym filmem problem. Miałam duże oczekiwania i nadzieję. Wystarczyło, że spojrzałam na obsadę i już mi się spodobało. Ale potem? Cóż, w ogóle mnie nie porwał ten film, byłam nim bardzo rozczarowana. Po prostu nie kupiłam tej konwencji. Wynudziłam się i marzyłam o końcu. Naiwnie liczyłam, że jednak coś mnie porwie. Ale nie, do końca nie porwało mnie nic. A na samym końcu mogłam odetchnąć. Uff, to już koniec! To film dla fanów gatunku, i samego twórcy. Dla kogoś kto doceni karykaturalność i znajdzie w tym prawdziwą sztukę!

Kiedyś byłem sławny. Ten film mnie pozytywnie zaskoczył i to mocno! Nie sądziłam, że ot, taki zwyklak, włączony kompletnym przypadkiem, tak mi się spodoba. Film wydaje się banalny, ot, upadły gwiazdor. Jako młodzieniec Vince był członkiem boysbandu. Zdobył sławę, pieniądze i poczuł jak to jest być na szczycie. Ale wiadomo, kiedy zwykły człowiek nagle doznaje sławy, to bardzo szybko upada. Alkohol, narkotyki, nieumiejętność wykorzystania swoich pięciu minut. Ze szczytu Vince trafił na samo dno. Z gwiazdy światowych scen, trafił na ulicę, gdzie gra i śpiewu na lokalnym ryneczku. Brakuje mu pieniędzy na jedzenie i życie. Przypadkowe spotkanie, z nastoletnim Steviem, to wielka szansa dla Vince’a. Razem mogą wiele. Ale jest problem, Stevie cierpi na autyzm, ma nadopiekuńczą matkę i jest kiepskim materiałem na gwiazdę, Ale to spotkanie, to nie tylko połączenie sił dwóch muzyków, to szansa na nowe, lepsze życie dla dwojga. Bardzo to optymistyczny i pogodny film. W sam raz na ponury jesienny dzień. Takie niby nic, a ogląda się go z wielką przyjemnością!

Czas dla siebie. O nie, to film, po którym przez długi czas pozostaje się w poczuciu żenady i straconego czasu, Pan domowy kogut, idealny mąż i ojciec, dostaje od żony czas dla siebie. Ona, wzięta architekt robi oszałamiającą karierę, on tłumaczy radzie rodziców, że dzieci powinny pić mleko konopne. Ona obraca się w eleganckim świecie, a on układa kolorowe lunchboxy, Wolny czas, z dawno niewidzianym kumplem, wymyka się jednak spod kontroli. Żarty są żenujące, gagi jeszcze bardziej smutne. Dialogi okropne. W tym filmie wszystko jest okropnie złe. Wielka strata czasu! Żenujący moment, go żenujący moment, i najgorsze, nie zmierza to, do jakiegoś konkretnego celu.

Ścieżka dźwiękowa- Budka Suflera- Nic nie boli tak jak życie

Reklama

Johnny. Czyli popłakałam się!

W sobotę byłam w kinie. Dość niespodziewanie i całkiem spontanicznie. Ale jako, że w sumie nie wiem jak będzie z moim samopoczuciem, to wszystko robię spontanicznie. Także tego, wylądowaliśmy w kinie. I przyznaję, na chwilę przed wyjściem z auta, miałam ochotę wrócić do domu. Zaczęła mnie boleć głowa i bałam się, jak wysiedzę w kinowym fotelu prawie dwie godziny? Wiadomo, na bolące nogi pomaga mi leżenie, albo co dziwne, spacerowanie w miejscu. W kinie nie jest to zbyt mile widziane, ale podjęłam wyzwanie. Bo w końcu szłam na wyjątkowy film! Miałam iść już miesiąc temu, ale covidek. Bałam się, że już wyszedł z kina, dlatego bardzo się zaskoczyłam, na plus, tym, że wciąż jest i można go obejrzeć. Ten film to Johnny, opowieść o niesamowitej osobie, o księdzu Janie Kaczkowskim. Jako, że pochodził i działał na Wybrzeżu, był tutaj bardzo znany. Dużo wcześniej go poznaliśmy niż cała Polska, dzięki jego książkom. Chyba wszyscy kibicowali jego działaniom, które zmierzały do powstania puckiego hospicjum. Ja sama mam do tego miejsca wyjątkowy stosunek. Byłam tam dwa razy, od dawna wiedziałam, że jak będę brała ślub, to zamiast kwiatów, poproszę gości o datki właśnie na to hospicjum. Kiedy dzień po ślubie, wieźliśmy tam puszkę i potwierdzenia przelewów, byłam dumna i szczęśliwa. To naprawdę wyjątkowe miejsce, gdzie czuć ducha księdza Jana. W każdym centymetrze kwadratowym. To jego żywy pomnik!

No dobrze, zaczyna się film. A film jest niezwykły, bo taki jest jego bohater. A do filmu scenariusz napisało po prostu życie. Tak, to jest film dość przewidywalny, bo przecież wszyscy wiedzą, że Jan Kaczkowski zachorował na glejaka mózgu i ta choroba go pokonała. Ale nawet ciężko chory, ksiądz Jan, zarażał optymizmem i radością życia. I również taki był przed chorobą nowotworową. Chociaż urodził się jako wcześniak, z ogromną wadą wzroku i porażeniem, które uniemożliwiało mu normalne funkcjonowanie. Ale wiecie co? Ze swoich wad zrobił po prostu atut. Dzięki temu był chyba aż tak bezpośredni i potrafił zjednać sobie ludzi. A dodatkowo był uparty. Dzięki temu uporowi został kapłanem i wybudował dzieło swojego życia, czyli hospicjum. Hospicjum miało być miejscem godnego odchodzenia. Ale stało się także miejscem pomocy młodym ludziom, wielu wolontariuszom. I ten film pokazuje też postać Patryka, który w hospicjum miał odbywać prace społeczne. Chłopak z totalnego marginesu, narkotyki, alkohol, przestępstwa, brak perspektyw. I nagle na swojej drodze spotkał tego „śmiesznego księdza”. I ten śmieszny gość, uratował mu życie.

Film jest tak skonstruowany, że w jednej chwili śmiejemy się do rozpuku, a za chwilę wzruszamy niemal do łez. Dawid Ogrodnik nie tyle zagrał Jana Kaczkowskiego, on się nim stał! To fenomenalny aktor, który zasługuje na owacje na stojąco. Trzymałam się dzielnie, ale na sam koniec nie dałam rady i poleciały mi łzy, jak grochy! Zresztą wszyscy płakali, dziewczyna na oko 15 lat, starsi państwo, ci 40 latkowie obok, i mój mąż też! Wszyscy!

W tym filmie wszystko gra. Jest lekkość, dowcip, wzruszenie, piękne zdjęcia, świetna gra aktorów i prawdziwe emocje. I na wielki plus, genialnie dobrana muzyka! Coś fantastycznego, co każdy musi obowiązkowo zobaczyć! I co ważne, to jest film o człowieku, a nie o religii. Nie epatuje modlitwą i nie nawraca. To po prostu film o niezwykłym człowieku.

Ścieżka dźwiękowa- Dean Lewis – Stay Awake

Filmowo.

Na rauszu. Ach, co to za wielkie dzieło! Naprawdę film, który robi niesamowite wrażenie, jest świetnie zagrany i cudownie wyreżyserowany. Sama nie wiem czemu obejrzałam go tak późno? Ale cóż, lepiej późno, niż nigdy! A ten film po prostu warto obejrzeć, wróć, go trzeba obejrzeć. Bohaterowie, czyli nauczyciele z lokalnej szkoły, postanawiają przetestować pewną metodę. Otóż człowiek, po ustalonej, stałej dawce alkoholu jest radosny, odporny na codzienne stresy i niepokoje. W skrócie, życie jest znośniejsze, problemy mniejsze, a rodzina dużo bardziej zadowolona z takiego ojca, męża czy partnera. Dodatkowo zyskać miała praca, czyli po prostu młodzież. W końcu radośni nauczyciele, to szczęśliwa młodzież. Jak łatwo się domyślić, eksperyment nieco wymyka się spod kontroli. Niełatwo bowiem przesadzić z ilością procentów. I dość szybko okazuje się, że bez procentów, ciężko jest poczuć zwykłą radość. Czy życie na trzeźwo naprawdę jest takie złe i beznadziejne? Dokąd zaprowadzi ten eksperyment? Czy bohaterowie będą żałować? Koniecznie zobaczcie. Oprócz świetnej fabuły, mamy jeszcze genialną obsadę i świetnie dobraną muzykę. To naprawdę film godny wszystkich nagród.

Dzień dobry TV. Wróciłam do tego obrazu po latach. Dlaczego? Po prostu leciał wieczorem, a ja byłam na urlopie. I jakoś tak, wymęczona wędrówkami, włączyłam telewizor i z wielką przyjemnością obejrzałam ten film. Fabuła nie jest zbyt zawiła, można powiedzieć genialnie pasowała na wakacyjny wieczór. Ot, młoda dziewczyna, Becky, znajduje pracę marzeń, jako producentka programu śniadaniowego. Wielkie miasto, świetny program, kariera stoi przed nią otworem. Niestety, oglądalność nie jest wybitna, i Becky wpada w kłopoty. Genialny prezenter Mike- w tej roli Harrison Ford, jest wielką nadzieją Becky, ale i przekleństwem. Becky musi pogodzić wodę z ogniem, czyli skupionego na rzetelnych, chociaż nieco nudnych wiadomościach i żywiołowej Colleen. W tej roli genialna Diane Keaton. Jest ona niezwykle wygadana, nie boi się wyzwań, ani ośmieszeń. Ten duet wydaje się nie mieć szans? A może jednak? Zobaczcie sami. To komedia, która pokazuje jak zmienia się świat, i czy wszyscy muszą za tymi zmianami nadążyć. Bardzo miło się to ogląda!

Kłamstewko. Jakiś czas temu ten film zrobił wiele zamieszania, pozytywnego. Czy zasłużonego? Kłamstewko to film o tym jak ciężko się żegna z bliskimi i jak ciężko zmierzyć się z prawdą. Bohaterowie tego filmu wiedzą, że seniorka rodu nie ma zbyt wiele czasu i niebawem umrze. Nie chcą jednak jej tego mówić. Zamiast tego decydują się na fikcyjny ślub, jednego z wnuków babci. To okazja do rodzinnego spotkania, pożegnania i spędzenia razem czasu. Ten film potrafi jednocześnie i wzruszyć i rozbawić. Jest bardzo szczery, uniwersalny i ponadczasowy. Pokazuje jak ciężko jest oswoić coś naturalnego jak śmierć, choroba i odchodzenie. Wyjątkowo ciekawy film, który oglądałam z wielką przyjemnością i szczerze go polecam!

Ścieżka dźwiękowa- Kings Of Leon – Slow Night, So Long 

Filmowo

Długi weekend, mam dla Was małe filmowe polecenia i antypolecenie, jakby pogoda nie dopisała, albo marzyłby się Wam domowy weekend!

Batman. Nowość, świeżynka, w zasadzie. Obejrzałam, bo nalegał Fotograf. No cóż, nie jestem fanką tej serii, ani samego Batmana. Jako dziecko oglądałam jedynie animację i to by było na tyle. I ten animowany bohater, bardzo mi się podobał! Ta, dorosła i aktorska wersja, skusić miała wszystkich fanów Roberta Pattinsona. Hmm, mnie nie skusiła. Nie wiem czemu, ale to nie jest film w moim gatunku. Może jednak poruszyłby mnie ten film nieco bardziej, gdyby główny aktor nie był taki drewniany i sztywny. I nijaki. Robert pasuje do roli Batmana, jak pięść do noca. Albo taki z niego Batman, jak ze mnie Madonna. Gwarantuję Wam, że nie chcielibyście stać w odległości kilometra, przy mnie, na jakimkolwiek koncercie. Także tego, wymęczyłam się, obejrzałam do końca, ale nie będę fanką. Szczerze? To bardzo mnie zmęczył ten film, więc nie włączajcie Batmana, jeżeli nie jesteście fanami gatunku.

Moje wspaniałe życie. Film skusił mnie obsadą, Agata Buzek i Jacek Braciak- wiedziałam, że będzie co oglądać. Agata i Jacek grają małżeństwo z długim stażem. Dzięki najstarszemu synowi są już dziadkami. Mieszkają wszyscy razem w jednym domu. Rodzice, babcia, syn z żoną i synkiem, oraz najmłodsza pociecha, czyli nastoletni syn. Witek jest dyrektorem szkoły, Joanna to nauczycielka angielskiego, jego podwładna. Ich rzeczywistość jest nieco przerysowana, ale pokazuje prawdę – ciężko jest pogodzić wiele życiowych ról i ciężko być w pełni szczęśliwym, w chaosie codzienności. Tym bardziej, kiedy jak Joanna, jest się kolorowym ptakiem, i po prostu dusi się w kanonach matki, żony i młodej babci. Joanna chce więcej od życia, wciąż siebie poszukuje i odkrywa. Wciąż szuka szczęścia, na swój sposób. Jest pełna energii, chce walczyć o swoją przyszłość. Czuje, że świat ma dla niej coś większego, niż tylko doglądanie wnuka i cierpiącej na demencję matki. Joanna sprawnie żongluje między światami, prowadząc podwójne życie. Ale do czasu, bo mimo wszystkich zasad bezpieczeństwa, pada ofiarą szantażu, i grozi jej ujawnienie prawdy, o jej sposobach na znajdowanie szczęścia. Film jest bardzo dynamiczny i autentyczny. Szczery, empatyczny i nieoceniający. To film, który pokazuje cały wachlarz możliwości Agaty Buzek. Która ma dwie natury, tę domową i wyzwoloną, szaloną, pełną radości. Wyjątkowo dobrze się ten film ogląda i mogę go Wam szczerze polecić!

Wieczór gier. To taki film, który zaskakująco miło mi się oglądało, i naprawdę, sama nie wiem dlaczego. Przecież nie było to nic ambitnego, ani nic, co porywa za serce! Po prostu wieczór gier, który pewnego razu, nieco wymyka się spod kontroli. Grupa przyjaciół regularnie spotyka się na wieczory gier. Wybierają gry lekkie i przyjemne, ot, Milionerzy, Monopol czy jakąś wersję Scrable’a. Brat jednego z bohaterów, postanawia wynieść ich spotkania na wyższy poziom i angażuje do zabawy specjalną firmę, która organizuje wieczory gier, zgodnie z zamówionym scenariuszem. Ma dojść do porwania jednego z paczki, a reszta, podążając za wskazówkami, ma znaleźć porwanego. Kiedy dochodzi do porwania, zawodnicy bawią się świetnie. Nieco sprawy się komplikują, kiedy porywacze, okazują się być prawdziwi. Wtedy też zaczyna się prawdziwa zabawa. Tfu, gra, na śmierć i życie. Film obfituje w dużą ilość zaskoczeń, należy pamiętać, że to miks komedii i sensacji, nie ma tutaj wielkich dreszczy, za to kilka razy można solidnie się zaśmiać. Świetny film, by dobrze wejść w weekend i miło zacząć nowy tydzień. Dobra obsada i dobra zabawa gwarantowana. Szczególnie polecam wszystkim fanom gier!

Ścieżka dźwiękowa- Pustki- Wesoły jestem

Fucking Bornholm

Ponury dzień, pogoda pod psem, bo zimno i pada. Czas to idealny na wypad do kina.

Majówka, urlop, przyjaciele i Bornholm. Mamy małżonków – Huberta i Maję z synami. Mamy też Dawida z nową partnerką  Niną i jego synem. Ten Bornholm to ich mała tradycja, wracają ku radości dzieci i swojej. Przyczepa, kamper, miejscówka na samej plaży, żyć nie umierać. Już w pierwszą noc dochodzi do smutnego incydentu między dziećmi. Psuje to magię całego wyjazdu. Ściśnięci w swoim gronie, zmuszeni do konfrontacji z problemem. A jak wiadomo, jeden problem generuje kolejne. Bohaterowie poruszają w bajorku niedopowiedzeń i wzajemnych uszczypliwości. Magiczny Bornholm staje się dusznym i smutnym miejscem.

Ten film jest dokładnie taki jaki lubię. Kipi od emocji, można je kroić nożem. Bohaterowie stają na krawędzi, a jedno wydarzenie jest katalizatorem kolejnych trudnych chwil. Niby są przyjaciółmi, ale tak naprawdę nie czują się już dobrze w swoim towarzystwie. Wystarczyła chwila, by emocje gromadzone przez całe lata, wyszły na światło dziennie. I mocno pokomplikowały życie bohaterom…

Bohaterowie są pozornie bardzo szczęśliwi i tacy normalni. Ale w warunkach zwiększonego stresu i napięcia, z szafy wychodzą coraz to nowe trupy. Dawid mocno przeżywa rozwód, Maja walczy z kompleksami, Hubert jest zbyt pewny siebie i zbyt luzacki, a Nina boi się zaangażować. Ta mieszanka okazuje się niezdrowa i ma siłę niszczącą coś więcej niż tylko wakacje.

Polskie kino jest na fali wznoszącej. Oby było coraz więcej takich obrazów, skromnych, niepozornych, które zaskakują i robią takie wrażenie. Plusem są świetne zdjęcia i muzyka. I oczywiście świetnie dobrani aktorzy. Szczerze polecam.

Ścieżka dźwiękowa-Depeche Mode- Satellite

(Nie) długo i szczęśliwie

Nie mieliśmy pomysłu na weekend. Pogoda pod psem, leje i wieje, sobota w całości spędzona w domu, w niedzielę poczuliśmy już przesyt domowymi pieleszami, poszliśmy więc do kina. Wybór padł na cykl Kino konesera i nowy włoski film- ( Nie) długo i szczęśliwie.

Sala była prawie pusta, co mnie bardzo ucieszyło. Niestety, poza nami były może z 3 pary, ale te pary ewidentnie pomyliły salę. Obok grano nowy film Vegi o miłości i pandemii. Nasi kinowi towarzysze, objadali się, niekończącym się popcornem, bardzo głośno narzekali na nudę, chrapali, a jedni omawiali wybór nowego telefonu. I tak cały film. Mam wrażenie, że poza nami nikt nie był zainteresowany fabułą i poszedł jak za karę. Kolejny raz mam dość dużych multipleksów.

No dobrze, wyżaliłam się, czas wracać do recenzji filmu. Fabuła skupiona jest wokół czterech par, które dowiadują się, że ich małżeństwa są nieważne. Ślubów udzielał bowiem przebieraniec, który nie miał żadnych uprawnień. W związku z tym nasze pary, muszą wziąć ponowny ślub. To oczywiście bardzo ładnie brzmi, ot, od lat żyjemy jako małżeństwo, po prostu idźmy do kościoła i zróbmy to. A przy okazji zaprośmy gości, będzie impreza. Nasz drugi, pierwszy ślub. Wydawałoby się, że jeżeli temat dotyczy małżeństw, to w zasadzie tego tematu nie ma. Ale jednak….

Temat nieważnego ślubu, to okazja do przemyśleń i analiza związku. To okazja na nowy początek. Pytanie tylko, czy nowy początek w związku, czy w ogóle? Nasi bohaterowie jako małżonkowie wydawali się być bardzo szczęśliwi. Odnosili sukcesy, cieszyli się życiem, ale nowina nie jest dla nich okazją do żartu. A okazją by dogłębnie analizować swoje życie i swój związek (nie) małżeński…

To co najbardziej mi się podoba w tym filmie, to to, że chociaż minęły dwa dni, ja ciągle dumam co bym zrobiła na miejscu bohaterów. Myślę o bohaterach i ich wyborach i konsekwencjach tych decyzji. Zastanawiam się nad ich związkami i postępowaniem. Do tego mamy włoski klimat, piękne zdjęcia i muzykę. No i zakończenie, zupełnie nieoczywiste. Działające na wyobraźnię. Powiem tylko, że nic nie jest podane na tacy, zakończenie jest otwarte i pozwala każdemu wyciągnąć własne wnioski.

To naprawdę udany film. Cztery związki od kuchni, w obliczu wyzwania i ponownej deklaracji. Nie zawsze podoba mi się postępowanie bohaterów, chwilami reżysera zbytnio ponosi wyobraźnia, ale jak dla mnie to dalej świetny film. I genialny temat do rozmyślań, czy wszystko jest raz na zawsze i czy możemy być decyzji, podjętych przed laty…

Ścieżka dźwiękowa-Sigur Rós – Untitled 8

Na ekranie

Giń 2021. To filmowe, godzinne podsumowanie ubiegłego roku. Wśród najlepszych ekspertów mamy historyka, typową amerykańską mamę, influencera, słynną dziennikarkę czy specjalistę od szczepionek. Wracamy do przeszłości i jeszcze raz możemy przeżyć miniony rok. Wszystko co najważniejsze, ale podane w przyjaznej i dość lekkiej formie. Dzięki temu nie oglądamy kolejnego nudnego reportażu. W Giń 2021, występują znani aktorzy, którzy odgrywają role ekspertów i robią to koncertowo. Najlepszy jest Hugh Grant i Lucy Liu. Ich komentarze i celne riposty, sprawiają, że chociaż 2021 rok, był po prostu ciężki, to mamy wrażenie, że wcale taki nie był. Polecam, by przypomnieć sobie miniony rok i spojrzeć na niego z nieco innej perspektywy. To naprawdę fajnie spędzona godzina, w sam raz na niedzielne popołudnie.

Giń, 2021!" – opis, o czym jest program, czy jest książka, czy warto  zobaczyć, gdzie zobaczyć? Kiedy premiera?

Nie patrz w górę. O tym filmie jest wciąż głośno. Wystarczy zobaczyć obsadę- Leonardo DiCaprio, Meryl Streep, Cate Blanchett czy Jennifer Lawrence. Dodatkowo nośny temat, i ja zasiadłam przed ekran i bach, oglądamy. Kate Dibiasky odkrywa kometę, niestety zła wieść jest taka, że za pół roku zderzy się ona z ziemią i wywoła powodzie, z falami na cały kilometr. Jej przełożony, Randall Mindy postanawia nagłośnić sprawę i zmusić rząd do działania. Niestety, okazuje się, że zagłada świata ma słabą klikalność. Dodatkowo rząd i głowa państwa bagatelizują zagrożenie i wyśmiewają naukowców. W końcu jednak przychodzi opamiętanie. Są głośne i nośne hasła o zjednoczeniu narodowym, o akcji ratunkowej. Powstają pieśni, ludzie z zapartym tchem śledzą informacje o działaniach i planach rządu i naukowców. Ale dość szybko okazuje się, że polityka to jedno, a interesy to drugie. Wszyscy myślą o sobie i szukają szans na wzrost poparcia, ba szukają szans na zarobek. Cóż, mam z tym filmem wielki problem. Z jednej strony jest on poruszający, a z drugiej strony jest taką przerysowaną karykaturą, że ogląda się go bardzo ciężko i szybko zaczyna nudzić. W tym filmie nie ma ani jednej realnej, ludzkiej postaci. Wszystkie są przerysowane do granic możliwości, co sprawia, że ten film staje się jednym wielkim memem. Reżyser pokazuje nam świat, do którego zmierzamy, a może i już w nim jesteśmy? Świat gdzie nie słucha się naukowców, świat gdzie szerzą się teorie spiskowe i skrajne ruchy. Świat wielkiej polityki, która za nic ma dobro narodu, a jedynie puchnące słupki poparcia. Świat, którym rządzą najbogatsi, którym wciąż za mało. Świat przesytu informacji, sztuczny świat, gdzie na rzetelność i prawdę nie ma miejsca. I ok, to robi wrażenie. Ale wiecie co? Mnie nie przekonuje to, że każdy człowiek jest aż tak skrajny. Świat jednej wielkiej karykatury. Postacie Randalla i Kate mogły stać w kontrze do świata celebrytów i wielkiej polityki. Tymczasem on wchodzi w ten świat, poprzez romans z beztroską prezenterką śniadaniówki, a ona jest rozchwiana emocjonalnie, brak jej ogłady, kultury i dystansu. Nie mogę jednoznacznie ocenić tego filmu. Ani nie jest zły, ani nie jest dobry. Jednocześnie odrzuca mnie, ale i ciekawi. Z pewnością wzbudza wiele emocji, o co chodziło twórcom. Ale do arcydzieła wiele mu brakuje.

Nie patrz w górę" to "szalona jazda". Cały świat ogląda hit Netfliksa - Film

Carrie. Po tym jak przeczytałam książkę, od razu zabrałam się za film! Wybrałam jednak ten współczesny, z Julienne Moore w roli głównej. Tym, którzy kochają kino, radzę zacząć od wersji Briana de Palmy. Wersja z 2013 roku, jest uwspółcześniona, występują komórki i wszystkie techniczne udogodnienia, których brak w książce. Czy film przez to coś traci? Myślę, że nie. A w zamian dostajemy przyjemność oglądania fenomenalnej Julienne, jako matki Carrie. Carrie posiada nadprzyrodzone moce, które wyzwala w niech gniew i złość. A życie z zaborczą i fanatycznie religijną matką, dostarcza jej wiele nieproszonych wrażeń. Carrie nie pasuje do współczesnego świata. Nie wie nic o cielesności, o dojrzewaniu. Chowana pod kloszem, w szponach religii, bez przyjaciół, marzy o normalności. Podejmuje wyzwanie, i zaproszona, idzie na bal kończący szkołę. Ale Carrie nie wie, że nie każdy jest jej przychylny i czyha tam na nią niebezpieczeństwo. Co się stanie kiedy Carrie doświadczy publicznego upokorzenia? To zobaczcie sami. Film naprawdę świetnie się ogląda, i nawet nie przeszkadza to, że przed chwilą czytałam książkę.

Carrie (2013) - Filmweb

Ścieżka dźwiękowa- The Waterboys – This is the sea

Wesele

Wesele 2021, to takie poprawiny Wesela z 2004 roku. Prowincjonalna Polska, lokalny przedsiębiorca, mąż, ojciec i syn. Dziś wielki dzień, córka Ryszarda wychodzi za mąż. Kasia jest w zaawansowanej ciąży, marzy o wegańskiej knajpce w Irlandii. Jej przyszły mąż, Janek to prosty chłopak, kibic ( albo raczej kibol), patriota, ale łatwo go przekupić niemieckim autem.

Ryszard walczy o byt firmy, nie do końca uczciwymi metodami. Jego żona, Ela, walczy z alkoholizmem i szuka szczęścia. Zaś dziadek Antoni, w chwili ślubu wnuczki przypomina sobie trudne wojenne i losy, i wielką, zakazaną miłość, Leę.

Wesele się rozkręca. Kościół, Msza, życzenia, tańce i wesele. Tańczymy razem z bohaterami na grobach przeszłych pokoleń… Antysemityzm, brak tolerancji, obłuda, zakłamanie, pijaństwo. Kompleksy, chciwość, miłość i nienawiść, do obcych, ale i swoich. Sąsiadów i bliskich….

Film dzieje się na dwóch płaszczyznach. Ta współczesna to wesele Kasi i Janka. Retrospekcje dziadka przenoszą nas w wojenne czasy. Widzimy zakazaną miłość między Polakiem a Żydówką, Antkiem a Leą. Widzimy jak rodził się antysemityzm i jak rosła nienawiść. Czy dziś jest lepiej? Kiedy widać weselne sceny, mamy wrażenie, że historia niczego nas nie nauczyła. Że ciągle wierzymy w mit, tej Polski wiecznej ofiary, tych kryształowych ludzi. A zło i nienawiść czają się wszędzie. Ale wśród tego zła, znaleźć można szlachetne postawy, ludzi, którzy pomagali innym. I starali się odkupić zło, jakie sami zadali innym.

To film bardzo gorzki, smutny, brutalny i przejmujący. Zestawienie weselnej imprezy z wojennym dramatem, jest mistrzowskim zabiegiem. Połączenie tych dwóch światów, z początku razi, ale tak właśnie miało być. Ten film zmusza do refleksji. Chociaż nie ogląda się go lekko i łatwo. O nie! Czasami musisz odwrócić głowę, z niesmakiem, albo wręcz z obrzydzeniem. To naprawdę trudne i niemiłe dwie godziny, ale jakże nam potrzebne!

Co jeszcze? Świetni aktorzy, genialny duet Więckiewicz/Kulesza. Idealna dobrana muzyka, scenografia i zdjęcia. Wizualnie najwyższy poziom.

Jedno jest pewne, nie pozwoli ten film łatwo o sobie zapomnieć. Siedzi głęboko w człowieku, i po prostu go zawstydza.

Wesele” (2021) – recenzja filmu. Skutki narodowej (nie)pamięci -  Filmozercy.com

Ścieżka dźwiękowa- Lao Che- Drogi Panie

Kulturalne polecenia-mały i wielki ekran

Coś na weekendowe dni. Kino, albo maraton serialowy. Ostatnio chętnie szłam do kina, bojąc się, że zaraz się zamknie. A serialowo spędziłam miło 3 wieczory. Ciekawe jestem na co Wy się zdecydujecie?

Zupa Nic. To film jak zupa jarzynowa, z różnych warzyw, i z tej mieszanki powstał wielki gar zupy. Dlaczego tak oceniam ten film? Bo składa się on z wielu wątków, po prostu opowiada o życiu. To jakby prequel do Moich córek krów. Główną bohaterką jest Marta, która dorasta i pokazuje nam trudne życie w komunizmie. Przewodnikami po tym świecie są jej rodzice, matka pielęgniarka, zaangażowana politycznie i ojciec, architekt, niepozorny, z sercem na dłoni, bez żyłki do interesów. Marta z rodziną mieszka w małym mieszkanku, poza rodzicami jest jeszcze babcia i młodsza siostra, Kaśka, z którą dzielić musi łóżko. Marta dorasta, poznaje smak przyjaźni i pierwszej miłości, oraz szyderstw ze strony kolegów. To taki film, który rozczula, wzrusza, wywołuje nostalgię. Bardzo miło się go ogląda. Po prostu przyjemny i sycący pozytywnymi emocjami. Obraz wyróżnia się świetnym aktorstwem, jasnymi barwami, mimo tego szarego PRL-u, czuć rodzinne ciepło. Chociaż bohaterowie się złoszczą na siebie, kłócą, mają siebie szczerze dość , chętnie wytykają wady, to Zupa nic koi i rozgrzewa. Naprawdę poprawia humor, wprowadza w dobry nastrój. Zobaczcie rodzinną radość z powodu dostania przydziału na małego Fiata! To antidotum na jesienną chandrę. Taki film o niczym konkretnym, ale konkretnie chwyta za serce. Starsi widzowie przypomną sobie swoją młodość, a młodsi poznają świat, który nigdy nie był ich udziałem. Bardzo miło pomysł na niedzielne popołudnie.

Zupa nic – recenzja filmu - naEKRANIE.pl

Teściowie. Kolejny film, na który bardzo chciałam iść. A decyzję, by iść jak najszybciej podkręciła zapowiedź przed Zupą Nic. Wiedziałam, że w następny weekend to będzie mój filmowy wybór. I cóż, to był świetny wybór. Łukasz i Weronika, młodzi przyszli państwo młodzi. Coś idzie nie tak, Łukasz ucieka spod Ołtarza. Zostawia zdezorientowanych rodziców- świetny duet Ostaszewska/Dorociński i jeszcze bardziej zdegustowanych przyszłych teściów-genialni Kuna/Woronowicz. Ślubu nie było, ale skoro wesele opłacone, to może chociaż zjedzmy obiad i napijmy się wódki? Goście w drodze. Rodzice Łukasza szukają powodów decyzji syna, wyliczają ile pieniędzy na to wszystko poszło, ale w głębi duszy cieszą się, że syn nie poślubi dziewczyny z innej klasy. Do luksusowego hotelu zajeżdżają skromni, prowincjonalni rodzice Weroniki. Szukają winnych hańby córki. Dochodzi do zderzenia dwóch różnych światów. Wesela zaś się rozkręca i nieobecności pary młodej, jakoś specjalnie się nie odczuwa. Zespół gra, wódka się leje, a konflikt między „teściami” przybiera na sile. Wybuchają wszystkie stereotypy i uprzedzenia, jad owinięty w słodkie słówka i jawna brutalność. Byłam bardzo zaskoczona, że mamy tutaj reżyserski debiut! Film jest naprawdę świetny, a przede wszystkim genialnie nakręcony. Tak zwane mastershoty, robią robotę i pokazują klasę operatora. To taki film, który ogląda się jednym tchem i zachwyca każdą sekundą! Koniecznie zobaczcie!

Teściowie": Maja Ostaszewska i Marcin Dorociński na zdjęciach promujących  polską tragikomedię [FOTO] - Radio ZET

Mare z Easttown. Wędrujemy na mały ekran, mini serial, 7 emocjonujących odcinków. W głównej roli genialna Kate Winslet, gra policjantkę bardzo oddaną pracy i zwykłą kobietę. Matkę, babcię, byłą żonę i córkę. Walczy o prawo do opieki nad wnukiem, przeżywa żałobę po śmierci syna i prowadzi skomplikowaną sprawę. W mieście znaleziono zwłoki młodej matki, kto ją zabił i dlaczego? Śledztwo podsyła różne rozwiązania, ktoś zataja prawdę, ktoś mówi za dużo… Rozwiązanie zagadki jest do ostatniej chwili nieoczywiste. A jak to się ogląda! Po prostu fenomenalnie. To taki serial, w skandynawskim stylu. Mała społeczność, smutne miasto, ciemne barwy i zagadka, którą nie daje się tak łatwo rozwiązać. Połączenie osobistych problemów ze śledztwem, nie jest niczym odkrywczym, ale ma się wrażenie świeżości i jakiejś lekkości. Wspaniałe aktorstwo, świetny scenariusz, tutaj wszystko gra. To siedem odcinków po godzinie, idealny pomysł na weekendowy serialowy maraton.

Mare z Easttown: sezon 1, odcinek 7 [finał sezonu] – recenzja - naEKRANIE.pl

Filmowo

Ja to już sama nie wiem. Z niczym się nie wyrabiam, czas ucieka, zdecydowanie zbyt szybko. Na szybko więc relacja z jednej bezsennej nocy, kiedy to ciurkiem obejrzałam trzy filmy.

Oszustki. Jeżeli szukacie czegoś lekkiego na lato, to polecam ten film. Lekki, łatwy i całkiem przyjemny. Może banalny i nie jest zbyt wysokich lotów, ale za to jest świetnie zagrany. Rebel Wilson i Anne Hathaway dobrze się bawią i to czuć. Fabuła nie jest oryginalna, otóż dwie panie żyją z wykorzystywania naiwności mężczyzn. Kiedy łączą siły, pojawia się pewien mężczyzna, który mocno komplikuje całą sprawę. Fajne zakończenie,dość zaskakujące, szybko się ogląda, idealne na upalny wieczór;)

Włoskie wakacje. To jsst film,który jest wyjątkowo wakacyjny. Włochy, Toskania, magiczne widoki, przystojni aktorzy, świetnie ubrane panie i włoska kuchnia. Ten film ogląda się z niezwykłą wręcz przyjemnością. Ojciec i syn,chcą sprzedać dom po żonie i mamie. Dom w Toskanii. Jak wiadomo, w burej Anglii łatwo podjąć taką decyzję, ale kiedy jest się na miejscu to wracają wspomnienia, sentymenty,pojawiają się urocze sąsiadki i kusi pasta. To taki film, po którym powiesz – następne wakacje tylko w Toskanii!

Polubić czy poślubić. Taka to lekka, naiwna komedia, ale ogląda się ją naprawdę miło. Do tego mamy tutaj młodą Salmę Hayek, no i Mathew Perry, czyli Chandler z Przyjaciół. Oboje mają główne role, zaczyna się banalnie. Jest ona i on, dobrze mija wieczór, dziękują sobie za miłe chwile, a po 3 miesiącach ona wraca z informacją o ciąży. On uważa, że powinien się z nią ożenić. Problem w tym, że nic o sobie nie wiedzą i wyjątkowo się różnią. Ale próbują zbudować związek i rodzinę. Bardzo to podobne do Ślubu od pierwszego wejrzenia. Takie to, na deszczowe popołudnie. Znów, szybko się ogląda i kilka razy można się uśmiechnąć.

Polubić czy poślubić

Ścieżka dźwiękowa- Cat Power- Naked If I want to