Filmowo

Zapraszam na małe filmowe podsumowanie, w sam raz na szary, brzydki listopadowy weekend. Dodatkowo weekend z okropnym przeziębieniem.

Podatek od miłości. Dużo osób chwaliło ten film. Ja oczywiście po kilku latach postanowiłam nadrobić braki i go obejrzeć. Tak, tak, mój kultowy wręcz ogarniacz tematu! Skusiło mnie to, że to miała być komedia romantyczna rodzimej produkcji na wysokim poziomie. A jak wiadomo, nie ma zbyt często takich filmów, pozostało tylko włączenie Playera i nastawienie popcornu. No cóż, film faktycznie, jest lekki i przyjemny, o dziwo nie ogłupia. Naprawdę miło się go ogląda. Żadne tam arcydzieło, czy film, który wspomina się latami, ale jednak było to całkiem udane kino. Świetnie pasuje do zakatarzonego nosa. Mamy dobrych aktorów, dość ciekawa historia, która na pierwszy rzut okna nie trąci banałem. Do tego fajni aktorzy, ci mniej znani, dzięki temu film się dobrze ogląda. Nie mogę powiedzieć, że zmarnowałam czas, a w przypadku rodzimej komedii romantycznej, to olbrzymi plus!

Diuna. No dobrze, miałam na ten film iść w listopadzie do kina, ale się rozchorowałam. Zostałam w domu, na zmianę kichając i kaszląc. A tu proszę, HBO MAX zaproponowało mi seans, drugiej okazji nie mogłam zmarnować! W końcu Fotograf z kina wrócił naprawdę zachwycony, jako, że lubię Gwiezdne Wojny, byłam pewna, że i Diuna mnie wciągnie. No i tutaj pojawił się zgrzyt. Nie mogłam się z Diuną polubić. Za nic! Oglądałam, czas mijał, film się skończył, a ja mimo, że na ekranie pokazywał się ulubiony Timothee Chalamet, to nie mogłam się w niego wczuć. Wręcz poczułam ulgę, że to koniec. Owszem ładne, owszem, ładnie zagrane, ale to tyle. Nie znalazłam w tym głębi. Moja cierpliwość do fantastyki musiała się wyczerpać na Gwiezdnych Wojnach. Nie znałam książki, zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, podeszłam do tego filmu jako do ciekawostki. Ale nie dostałam nic, co by mnie zaintrygowało. Dość sztuczne i drętwe dialogi, brak jakiegokolwiek wprowadzenia w świat bohaterów, sprawia, że z nikim nie mogłam się polubić, i jakoś emocjonalnie wczuć się w ten film. Zabrakło mi konkretów, było tam tyle niedomówień, że miałam wrażenie, że nieznajomość książki całkowicie wyłącza mnie z tego świata. Po prostu film dla fanów, nie dla mnie.

Życie Pi. Dobrze, dobrze, macie mnie. Nie widziałam wcześniej tego filmu, i tak czułam się z tym dziwnie. Ale książkę mam przeczytaną, więc chyba nie jest ze mną aż tak źle? Historię znałam, ale wersję kinową widziałam dopiero niedawno, i powiem Wam, zakochałam się w tym obrazie. Poruszył mnie on niesamowicie, wywołał wielkie emocje. Pozytywne, aczkolwiek trudne. Jeżeli nie widzieliście, albo nie pamiętacie już fabuły. Jest to opowieść życia, w formie wywiadu, jaką dorosły bohater, przedstawia pisarzowi. I chociaż większa część tej historii jest po prostu bajkowa, to elementy wywiadu, sprawiają, że film staje się niesamowicie prawdopodobny. Życie tytułowego bohatera, jest pełne niesamowitych wydarzeń i pełne magicznych chwil. Najpierw poznajemy rodzinę bohatera i decyzję o morskiej podróży. A potem walkę o życie i podróż z tygrysem, którego chyba większość już kojarzy. Tak na marginesie, filmowy tygrys, chociaż to animacja, to prawdziwy majstersztyk. W ogóle cały film wizualnie zachwyca i wywołuje ciarki. Dawno nie widziałam tak pięknie zrealizowanego filmu, od którego nie sposób oderwać wzroku. Cały film jest magiczny, baśniowy, opowiada piękną i uniwersalną historię.Na wielką uwagę i oklaski, zasługuje odtwórca głównej roli, młodziutki aktor, debiutant, który udźwignął ten film na swoich barkach. Dawno nie widziałam tak poruszającego i wzruszającego filmu. Wciągnął mnie bez reszty, zaczarował i dostarczył dwie godziny wzruszeń.

Ścieżka dźwiękowa- Pink Floyd- Money

Reklama

17 myśli w temacie “Filmowo

  1. Diuny nie obejrzałam do dziś, nie moje klimaty. A na Podatku od miłości byłam w kinie, ja i polskie komedie! Życie Pi oglądałam jakoś przed Oscarami, bo był nominowany. Ech, gdzie te czasy, kiedy przed rozdaniem tych kultowych nagród nadrabiałam i oglądałam wszystkie nominowane filmy! 🙂

    Polubienie

  2. Diuna jest przypowieścią, ogromną, niesamowitą o walce dobra ze złem i relatywizmem czającym się, gdy tylko na chwilę opuścisz gardę… I żadna ekranizacja jej nie zaszkodzi 😉 Tylko, że powstała dawno temu, książka w sensie – i jeśli nie zakochałaś się w niej, to jak z Sapkowskim czy Queen – odpowiedni moment przeminął, ktoś inny wziął te wartości na warsztat, pokazał je na swój sposób i element świeżości wyblakł. …dla śliczności nowej Diuny oglądam sobie shorty, na całość nie mam cierpliwości.

    Polubienie

  3. Życie Pi również mnie zachwyciło. Bardzo. Podatek obejrzany i już chyba zapomniany 😉 A Diunę właśnie ze względu na Chalameta obejrzeć miałam. Świetny aktor, a film coś czuję bardziej się spodoba mojemu Mężowi..

    Polubienie

  4. Ja też za fantastyką nie przepadam. Czy może raczej powinnam powiedzieć, że nie mam ochoty się bliżej zapoznawać, zagłębiać w tamte światy. Gwiezdnych Wojen też nie oglądam, chociaż jak raz usiadłam, to mnie wciągnęło. 😉
    Wydaje mi się, że Życie Pi kiedyś widziałam, ale… nie pamiętam. 🙂

    Polubienie

  5. Zycie Pi najpierw obejrzalam, a pozniej przeczytalam, mysle, ze to jeden z niewielu przypadkow, kiedy ie gra roli czy najpierw ksiazka, czy film, obie pozycje doskonale.
    Na Diune sie zbieram, zbieram i zebrac ie moge.
    Natomiast polknelam w jeden popoludniowieczor 1899 na Netflix, to niemiecka produkcja, tych od Dark.
    I jest polski akcent, choc to nieadekwatne slowo, calkiem duza, wazna rola drugoplanowa:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s