Minął miesiąc. Wrzesień.

I po wrześniu, ot, przeminął nie wiem jak i nie wiem kiedy. Zaczęło się pięknie, bo urlopowo. Tydzień w pracy i reszta miesiąca spędzona w domowych, covidowych pieleszach. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że ten wrzesień był kiepski. I to pomimo tych wakacji i pięknych wspomnień. Zdecydowanie ta druga, kiepska połowa wszystko przyćmiła i sprawiła, że kiedy pomyślę o wrześniu 2022 jedyne co będę pamiętać to pościel, piżama i okropny ból gardła…

A zaczęło się pięknie. Wszystkie dzieci powędrowały grzecznie do szkoły, a my, bach, pakujemy się i w drogę. To była cudowna wyprawa i świetny czas w Górach Stołowych. Jeszcze nie zdążyłam Was zabrać w te wszystkie piękne miejsca, które widziałam, więc cierpliwości, zwiedzimy jeszcze całkiem sporo. To była nasza kolejka podróż z Franusią i cóż, to jest genialna towarzyszka podróży. Świetnie znosi drogę, bardzo szybko się aklimatyzuje. Ona jest naprawdę najszczęśliwsza jak jesteśmy blisko i jesteśmy zawsze gotowi do zabawy. A już najbardziej o 5 rano, tak, wtedy to najlepiej się bawi ukochaną kuleczką. Jestem z Franeczki niesamowicie wręcz dumna, to najdzielniejsza koteczka na świecie.

W temacie koteczków, to Filemon postanowił dotrzymać mi chorobowo towarzystwa i bach, zrobił mu się gigantyczny ropień na głowie, który nagle pękł. Dobrze, że już u weterynarza. Z mojej perspektywy wyglądało to jak solidny guz, ale jednak okazało się zakażeniem. Kawaler jeździ na zastrzyki cały tydzień. Nie muszę chyba mówić jak bardzo jest szczęśliwy z powodu chorowania i wizyt u weterynarza… Na szczęście jest ktoś kto cieszy się słabą kondycją brata, jest nią Frania. Mała sprawdza się jako kocia pielęgniarka i czuwa przy bracie, chodzi za nim krok w krok, nawet czuwa kiedy Fifi urzęduje w kuwecie. A on jakby taki spokojniejszy i dostojnie znosi zabawy młodszej siostry. Ot, choroba.

Miałam dużo planów na ten miesiąc. Po urlopie miałam zająć się moją pracą na studia, ogarnąć kilka kwestii, mieliśmy zająć się poważnie ogrodem. Tych planów było sporo, nie wyszło nic. Z jednej strony nie jestem jakąś maniaczką życia z planerem w dłoni, ale kiedy tyle planów mi się wali i sypie, to nie jestem zbyt szczęśliwa. Czuję, że straciłam ten miesiąc. I coś czuję, że to uczucie zostanie ze mną na dłużej. Mój krokomierz płacze, po bardzo udanym początku, stanął na kilku krokach dziennie. Średnia z tego miesiąca jest tragiczna.

Tak jak na dłużej zostaje ze mną kosmiczne osłabienie, codziennie, paskudne bóle głowy i całkowita utrata smaku. Na ten moment nie smakuje mi nic, Łącznie z wodą, herbatą, kawą, ba, nawet nuggetsy z McDonalda kompletnie wypadły z listy pyszności. Doszło do tego, że męczę Fotografa- zjem frytki, przywieź. On jedzie, przywozi, a ja jem jednego i mówię – toż to wata, i bach, nie jem dalej. Jem na siłę, jedzenie rośnie w buzi, nic nie smakuje, wszystkie jest papierowe, mdłe i kompletnie niesmaczne. Plusem jest to, że nie czuję kuwetowych zapachów i jestem wyjątkowo zadowoloną posiadaczką kotów. Obecnie mogłabym zrobić karierę w opróżnianiu kuwet, robię to z uśmiechem na ustach i bez grymasu skrzywienia. Aczkolwiek czekam na koniec koszmaru i powrót smaku! W kwestii waty, to w głowie też mam watę. Właśnie poznaję czym jest covidowy mózg!

A, zostałam posiadaczką 4 metrów lasu. Radio 357 sadzi las, można było kupić kawałek, to kupiliśmy. Jak tam drzewka podrosną to wpadajcie na grzybobranie, albo zrobimy jakiś piknik.

Jak widzicie to był dziwaczny miesiąc. Zaczął się obiecująco i pięknie. Szybko jednak zmienił się w niemiłe coś, co zniszczyło mi końcówkę lata. Ale w sumie jakiego lata? Pogoda błyskawicznie zmieniła się w listopadową. Pada, wieje, jest zimno, szaro i brzydko. Czekam na październikową poprawę pogody i napływ sił. Przyjmę też każdą ilość życzeń zdrowia!

Ścieżka dźwiękowa- Jennifer Lopez – If You Had My Love

Reklama

35 myśli w temacie “Minął miesiąc. Wrzesień.

  1. Nie wiem jak to jest, że zawsze po czymś pięknym (tu podróż i urlop) życie szykuje niemiłą niespodziankę. Jakby nie mogło być pięknie od tak, na dłużej i bez wyskoków covidowych, czy innych. Zdrowia Ci życzę jak najwięcej! I by już smak wracał. Pamiętam tę okropność, gdy nic się nie czuje i nic nie smakuje. A Ty tak dobrze gotujesz i Fotograf tak się stara! Niech już będzie lepiej 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s