Z kotem w podróży.

Jak już pewnie wiecie, w naszą majówkową podróż wybraliśmy się z Franusią. Dlaczego? Bo Franusia jest bardzo nieśmiałym kotkiem, kiedy ktoś obcy wchodzi do domu, od razu chowa się pod łóżko i nie wychodzi. O nie! Nie da się nakarmić obcemu i dać o siebie zadbać. Poza tym Franusia ma bardzo wrażliwy brzuszek, sami nie wiemy kiedy powrócą jej problemy z wymiotami, wolę mieć ją blisko i w razie czego jechać do weterynarza. Ktoś kto by ją odwiedzał raz dziennie, nie mógłby w porę dostrzec, że coś dzieje. A co najważniejsze, Franusia nas kocha do szaleństwa. Chodzi za nami jak piesek, razem z nami się kąpie, gotuje, sprząta i oczywiście śpi. Zawsze jest obok, domaga się pieszczot i zabawy. Sama przynosi swoje zabawki i mówi po swojemu, co w wolnym tłumaczeniu znaczy- człowiek, teraz czas dla mnie. Przyznam szczerze, nigdy nie spotkałam takiego kota, który aż tak pragnąłby kontaktu z człowiekiem. Frania jest niezadowolona kiedy wychodzimy do pracy, jakże więc można by ją zostawić na tydzień? Z Filemonem nie ma żadnego problemu, on się chyba cieszy kiedy ma dom dla siebie i wystarczą mu odwiedziny sąsiadów. Czyli karmienie i pojenie. I tyle, totalnie bezproblemowy kot. Człowiek to dla niego dostawca jedzonka. Z nim nie mamy więc kłopotów. Co innego z Franusią.

Nie powiem, że nie bałam się podróży na drugi koniec Polski z kotem. Wcześniej jeździliśmy do weterynarza, było tego sporo, ale jednak nie jeździliśmy nigdzie indziej. Do lecznicy mamy dziesięć minut. My jechaliśmy zaś dziesięć godzin. Zabrałam więc Franię na dwie przejażdżki, nie były zbytnio długie, ale nie kończyły się wizytą u weterynarza, więc Frania mogła uznać, że nie każda podróż równa się zastrzyk. Franka podróże zniosła dobrze, na tę wielką podróż, mieliśmy więc nadzieję, że będzie naprawdę ok.

Z moich obserwacji wynikało, że koteczka niezbyt lubi zamknięty transporterek, stresowała się małym, zamkniętym i w sumie ciemnym transporterkiem. Kiedy musi jechać w transporterze, bardzo się stresuje, ma ślinotok i przeraźliwie piszczy. Co ciekawe, w domu sama prosi by ją tam wsadzić. Widać ludzi transporter, schowany w szafie. Ale wracamy do podróży. Co jeżeli nie transporter? Kocykami, oczywiście jej ukochanymi i pachnącymi domem, wyścieliłam jej podłogę w tylnej części auta, tej dla pasażerów. I to był strzał w dziesiątkę. Frania przespała całą drogę, a w zasadzie to obie podróże. Czasem wchodziła sobie na siedzenie, ale generalnie cisza i jazda, wpłynęła na nią wyjątkowo relaksująco. Podczas jazdy miała stały dostęp do wody i jedzonka, ale tak naprawdę zjadła tylko kilka chrupek.

No dobrze, jesteśmy na miejscu. Bałam się jak Frania się zaaklimatyzuje w nowym miejscu. Okazało się, że poczuła się tam jak w domu. Wyszła z transporterka i pierwsze co zrobiła, to podreptała do swojej kuwetki. A potem sprawdziła miękkość łóżka. Następnie pokręciła się po pokoju, wybierając nową, ulubioną bazę. Okazało się, że najlepiej Franka się czuje na parapecie. Jako, że pokój był na poddaszu, Frania miała cudowny widok na korony drzew i ptaszki. Gadała z nimi od bladego świtu!

Na miejscu dostaliśmy miseczki dla Franki, chociaż zapobiegawczo wzięliśmy swojego. Miła pani udostępniła nam również miejsce w lodówce, na jedzonko Franusi. Zabraliśmy też oczywiście zabawki. Frania na tamtym etapie, poza wędką i piłeczką, nie rozstawała się z kartonikiem, więc on też z nami pojechał. Zresztą, do teraz Frania kocha kartony i robi tam sobie legowisko. Mała była zachwycona pobytem, dużym pokojem, i biegała jak szalona. Nie miała też „toaletowej” wpadki. Bez problemu załapała gdzie jest nowa kuwetka. Mam wrażenie, że była wyjątkowo zadowolonym kotem. Spała z nam, bawiła się, jej człowieki były obok i to złagodziło wszelkie trudy podróży.

Coraz więcej miejsc, jest przyjaznych kotom. Psom, również, ale nie zawsze tam gdzie chętnie witają psiaki, tak samo chętnie witają kociaki. W jednym miejscu, mimo, że akceptowane są „pokojowe” psy, koty, tak samo pokojowe, nie były zaproszone. Ale dziś, naprawdę nie jest trudno znaleźć miejsce, miłe kotom. Co ważne w przypadku małego kota, należy zgłosić by nikt, pod naszą nieobecność nie sprzątał pokoju, nie wymieniał ręczników itp. Kot naprawdę wciśnie się wszędzie i lepiej nie ryzykować ucieczki kociaka.

Czy trzeba bać się podróży z kotem? Nic, a nic. Czy było warto? Niech odpowiedzią będzie fakt, że na wrześniowy urlop, znów jedziemy razem. Opcja wspólnych podróży jest naprawdę świetna. Mówię tu o nas. Filemon, nie znosi zmieniać miejsca zamieszkania. Frania, wytrzyma wszystko, byleby być blisko człowieka. Trzeba poznać swojego kota i jego potrzeby. A jak się je pozna, to nic nie jest straszne!

Ścieżka dźwiękowa- Dave Gahan & Soulsavers – My Sun

20 myśli w temacie “Z kotem w podróży.

  1. Przez dekadę życia z Dziubkiem zawsze jeździliśmy z nią. No, może poza dwoma zagranicznymi wycieczkami. Kiedy wróciliśmy z drugiej i pokazywała nam, jak tęskniła, stwierdziłam, że już nigdy jej nie zostawimy. A jazda z kotem wymiotującym (w aucie, pociągu etc.) do łatwych nie należy :/ Teraz będziemy jeździć z Bobkiem, bo on wymaga większej opieki. Do Cleo może przychodzić ktoś znajomy, żeby jej sprzątać i ją karmić.

    Też mnie bardzo cieszy, że przybywa miejsc, gdzie można przyjeżdżać ze zwierzakiem 🙂

    Polubienie

    1. Nasza Frania o ile nie jedzie w transporterze, dłużej niż kwadrans, to ma ślinotok, i jest taka niespokojna- z takim kotem ciężko byłoby jeździć gdziekolwiek. Ale na kocyku mała śpi jak kłoda i jest super partnerką w podróży. Teraz moja siostra wyjechała na ponad miesiąc, kot został w domu. Strasznie mi go szkoda, ja bym nie mogła na tyle zostawić Franki. Fifi to co innego, on chyba byłby zły jakbym wróciła:)

      Polubienie

  2. Super relacja:) Nasze koty to domatorzy, podroz jakakolwiek to ZUO najwieksze, jakie moze byc, a przykladem jest to, ze potrzebowalismy 3 dni, zeby koty przetransportowac do nowego domu;) To fakt, trzeby koty, psy poznac i sie do nich dopasowac (albo uwzglednic ich potrzey), bo kazdy jest inny. Nasze koty maja za to wspaniale Catsitterki;), ktore rozpieszczaja je chyba bardziej niz my;) sa karmione, czesane, miziane, to nam bardzo ulatwia wyjazdy na urlop. Ale raczej tez sie ograniczamy do tygodnia, gora 10 dni.

    Polubienie

    1. Moja Franka jasno daje do zrozumienia – człowieku nie chcę ciebie porzucać, musisz być blisko. Franusia niestety nie akceptuje obcych, dzwonek do drzwi i ze strachem ląduje pod łóżkiem. Panicznie boi się kogoś poza naszą dwójką, więc cóż, akceptuję jej potrzeby i zabieramy w świat:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s