Życie na pokaz

Chciałam się Was zapytać, czy życie na pokaz ma sens?

Mam bliską mi osobę, bardzo mi bliską. Ba, uwielbiam ją i kocham jak siostrę. Ale jedna rzecz, sprawia, że chwilami bardzo jej nie lubię. To właśnie życie na pokaz.

Nazwijmy ją Hanka. Hanka ma męża, dzieci, kredyt na dom. Pracuje, jak sama mówi na waciki. Na odpowiednim poziomie życie zapewnia jej mąż, Tomek. Ciężko pracuje, kosztem rodzinnego życia. Hanka ma mu to za złe, w ogóle jej nie pomaga, tylko skupia się na firmie. Ok, wraca do domu po 17, zjada obiad, odpala laptopa i nadrabia maile, papiery i inne firmowe sprawy. W tym czasie ona odrabia z Filipem lekcje, pilnuje by mała Róża miała zajęcia. W międzyczasie robi pranie, obiad na jutro, sprząta i prasuje. Tomek wychodzi na siłownię, ona kładzie dzieci spać. A kiedy one śpią, Hanka robi śniadanie na jutro, szykuje całej rodzince ubrania, raz jeszcze ogarnia dom i przegląda swoje papiery. Kiedy on wraca z siłowni, proponuje jakiś film. Ok, zgadza się, mija 5 minut i ona zasypia. On ją szturcha, ona idzie się kąpać i tak kończy im się dzień.

Ona ma mu za złe, że nie angażuje się w rodzinne życie. W soboty też pracuje, siedzi w firmie i zajmuje zarabianiem pieniędzy. W niedzielę zaś długo śpi, oczekuje spokoju w domu. Po kościele jadą do jednych, albo drugich rodziców na obiad. On jest tam stawiany za wzór głowy rodziny. Wracają do domu i znów, ona szykuje śniadanie i ubrania na jutro. On włącza komputer, i strofuje dzieci- cicho, tata pracuje.

Ona się złości, rozmawia, tłumaczy, awanturuje się. A potem już ma dość. Hanka nie odejdzie, bo mają duży wygodny dom, bo mają zagraniczne wakacje. Nienawidzi swojego życia, ale ma już dość tłumaczeń i rozmów. Egzystują niemal w ciszy. On robi swoje, zapewnia rodzinie życie na wysokim poziomie, jej zdaniem ona tego nie docenia. A Hanka marzy o leniwej, rodzinnej sobocie. Marzy by razem wieczorami robili kolacje, razem czytali dzieciom bajki i wieczorami popijali wino przy kominku. Uważa jednak, że nikt jej nie uwierzy, że cierpi w nieszczęśliwym małżeństwie. A niby czemu ma wierzyć, że jest źle?

Przecież regularnie co tydzień wrzuca zdjęcia, rodzinna niedziela, idziemy na obiad u teściów. Rodzinka w komplecie. Trzy razy do roku wrzuca piękne zdjęcia z zagranicznych wojaży. Na zdjęciach przytuleni, udają szczęśliwą rodzinkę. Co roku to samo, 50-60 zdjęć. Było pięknie, jesteśmy zachwyceni, zakochani jak dawniej….

A potem ona dzwoni i płacze. Bo liczy, że nawet z alimentami, nie utrzyma tego domu. Że ona już nie tyle nie kocha, co nawet nie lubi tego swojego męża. Że jakby miała lepszą pracę to by odeszła. Już praktycznie z sobą nie rozmawiają, nie chce im się nawet kłócić. Ona już i tak czuje się, jak samotna matka. I gdyby nie ten dom, to na pewno nie byliby już razem….

I płacze, że nikt jej nie rozumie, bo wszyscy widzą te zdjęcia i oceniają, że jest super. Jak się pytam, to po co zdjęcia, po co te pozory? Co słyszę? Bo tego oczekują ludzie, ale jacy ludzie? Znajomi? Rodzina? Przyjaciele? A może ona sama?

Życie na pokaz. Jest mi jednocześnie jej żal, i jestem na nią taka wściekła, kiedy widzę kolejną serię zdjęć. A za chwilę czytam wiadomość- wszystko jest do kitu….

Ścieżka dźwiękowa- Pablopavo i Ludziki – Dancingowa Piosenka Miłosna

18 myśli w temacie “Życie na pokaz

  1. No cóż nawet mojej nie świętej pamięci teściowa zawsze powtarzała, że pozory są najlepsze, bo „co ludzie powiedzą!”. Zawsze mnie to denerwowało.
    Wiadomo, w życiu raz na wozie, raz w nawozie, ale stwarzać pseudo szczęśliwe historie to zupełnie nie mój styl.

    Polubienie

  2. Też tego nie rozumiem. To znaczy rozumiem jak najbardziej brak ochoty publicznie przyznawać, że życie rodzinne nie wygląda tak, jak by się chciało, ale można przecież przemilczeć zamiast wymyślać wyidealizowane obrazki.
    A z pracą męża to też trochę coś za coś… choć osobiście wolałabym żyć nieco skromniej (wygląda na to, że zapas jest), ale nie pracować aż tyle.

    Polubienie

    1. dokładnie, tym bardziej, że druga strona woli wspólnie spędzony czas razem. Chociaż, z kolejnej strony, dzieci już są przyzwyczajone do takiego poziomu życia i drogich wyjazdów, że właśnie to trzyma ich razem. Błędne koło….

      Polubienie

  3. A ja totalnie wierzę, że ta kobieta jednocześnie może być bardzo nieszczęśliwa w małżeństwie, i jednocześnie całkiem szczerze uśmiechać się na zdjęciach. Tkwi w tym związku, na pewno to sobie racjonalizuje na wielu płaszczyznach. Głęboko wierzę, że może być w pełni uczciwa zarówno w swoim żalu do męża i rozgoryczeniu względem niego, jak i radości na wakacjach, kiedy wreszcie odkłada laptopa i może być przykładnym partnerem i tatą.

    Sądzę, że biedaczka, podobnie jak wiele jej podobnych kobiet, jest zakładniczką patriarchalnych wartości, przekonań głęboko zakorzenionych w naszym społeczeństwie – że mężczyzna ma zarabiać, a kobieta ma oblatywać na mopie dom i dbać o dzieci.
    Wcale nie uważam, by to, co opisujesz, było z jej strony rzeczywiście „życiem na pokaz”. Mi to wygląda raczej na robienie dobrej miny do złej gry. Może to właśnie przejaw owych racjonalizacji, próba wmówienia samej sobie, że jeśli nie cieszy się tymi greckimi wakacjami przy takim mężu, to co z niej za niewdzięczna losowi baba? A może źródłem tej radości są dla niej dzieci? A może to dla nich trochę gra?

    Współczuję jej, bo domyślam się, że jest bardzo rozdarta, pogubiona w tym wszystkim.

    Polubienie

    1. Nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Aczkolwiek siedzę w tym nieco głębiej, tam już była jedna terapia. Bo za wcześnie przyszły dzieci, bo ona nie ma szans na karierę, bo wcale nie chciała takiego życia- z dziećmi w domu. Bo od życia oczekuje zupełnie czego innego. Ale z racji tego, że wszyscy chwalą Głowę rodziny,a już najbardziej rodzice, to nie wypada się nie uśmiechać. No i dwaj bracia po rozwodach. Rodzice by się załamali kolejnym, więc uśmiech na twarz, piękne zdjęcie, a w środku cierpienie… To jest mega złożone. Niestety.

      Polubione przez 1 osoba

  4. Szkoda jej i tej rodziny też.. Pozory nie zastąpią bliskości, rozmów i bycia naprawdę razem. Choć chyba na tych wyjazdach mają czas dla siebie? Coś wspólnie robią? Czy tam mąż też pracuje i tylko do zdjęć się ustawia? Gdzieś tu w pracoholizmie i w domowej codzienności zgubiła się więź i miłość. A może już dawno jej nie ma i tylko dla dzieci i domu ciągną to oboje? To jednak wiedzą tylko oni..

    Polubienie

  5. To nie życie, tylko wegetacja. Za bardzo zapętliła się w tworzeniu pozorów, ale w imię czego? Bez wielkiego domu i zagranicznych wakacji też można być szczęśliwym. Dla mnie to to oczywiste, ale dla niej nie do pomyślenia… Okropny stan umysłu i ducha 😦

    Polubienie

  6. Pomijajac to dziwne zachowanie, nie rozumiem, jak mozna w takim zwiazku tkwic, zycie ma sie tylko jedno i to my sami decydujemy, jak je przezyc. inni maja swoje i nim niech sie zajma, Jest taki mem Marty Frej, cytat wolny z glowy: „nie przejmuje sie tym, co mowia inni, bo innych jest duzo, a kazdy mowi co innego”.
    A to co pisze Herne dotyczy raczej normalnych malzenstw, zwiazkow, gdzie bywa roznie, ale to tymi „lepszymi” i pieknieszymi momentami sie dzieli. Tu raczej nie ma miejsca na radosc i szczery usmiech.

    Polubienie

      1. Najgorzej bedzie, jak dzieci odejda z domu i jedyny czynnik, ktory to jeszcze jakos trzyma, zniknie. Albo sie to wtedy rozpadnie, albo bedzie jeszcze gorzej. A poczucie zmarnowanego czasu (i zycia) pozostanie.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s