Sine Wiry

Wracam do wspomnień z Bieszczad. Nie wiem jak u Was, ale u mnie od piątku pada i pada. I wieje. Wspomnienia słonecznych dni, są na wagę złota!

Kilka dni przed wyjazdem w Bieszczady zaczęłam się zastanawiać co by tam odwiedzić? I widziałam, że bardzo chcę zobaczyć rezerwat Sine Wiry. Obie aktywności zaplanowaliśmy na jeden dzień. Jajecznica poranna z 12 jajek 4 osoby i w drogę. Z naszej kwatery do Sinych Wirów nie było zbyt daleko. Po 20 minutach byliśmy na miejscu. Ale, ale. My szliśmy przez opuszczoną, ukraińską wieś Zawój. Moim zdaniem jest to ciekawszy szlak, wystarczy podjechać pod schronisko górskie, zostawić auto, wziąć plecaczek, wodę ( było naprawdę ciepło), do tego solidne buty- kilka razy trzeba przejść przez strumień i można nie trafić na kamienie, a wtedy buty solidnie zmoczone. Do tego teren jest bardzo grząski, bywają solidne błotniste niespodzianki. Główna trasa jest pięknie utwardzona, ale wtedy omija się Zawój i tak wiele miejsc do odwiedzenia.

Zawój to dawna wieś, zamieszkana przez Ukraińców. Po wojnie doszczętnie zniszczona, ludność została przymusowo przesiedlona. Zostały dziś jedynie szczątki Cerkwii i domostwa. Kilka zabudowań gospodarczych, albo raczej śladów po nich. Wszystko pięknie opisane i oznakowane. To taka żywa lekcja historii, to miejsca, gdzie czuje się ducha przeszłości. Do tego cudowna górska natura. I najważniejsze, czyli Sine Wiry, do których idzie się przeskakując po kamieniach. Widoki są bajeczne, co zaraz sami zobaczycie.

Taki spacer trwał ponad 2,5 godziny, powolny, poświęcony przeszłości i naturze. Przestrzeń, wolność, płynąca Wetlina, cisza, i obcowanie z historią. Dla mnie to miejsce, to kwintesencja tamtych terenów! Zresztą sami zobaczcie, tam po prostu jest przepięknie.Jak będziecie w okolicy, to idźcie tamtym szlakiem.

Ścieżka dźwiękowa- Belle and Sebastian – Heaven in the Afternoon

16 myśli w temacie “Sine Wiry

  1. Tak, tak, tak! Sine wiry to obowiązkowy punkt w Bieszczadach. Trasa mało wymagająca, ale jakże urocza i spokojna.
    W okresie jesiennym i wiosennym (gdzie przyjeżdża najmniej turystów) trzeba tam uważać, bo często pojawiają się niedźwiedzie. To jest chyba jedyny szlak, na którym miejscowi zalecają, żeby być głośno – ot taka ciekawostka. Rychło w czas 😀

    Zawój zdecydowanie bardzo warto odwiedzić. Ja też czułam ducha przeszłości. Tego nie da się po prostu opisać, to trzeba poczuć.
    W ogóle w Bieszczadach czuję się zupełnie inną osobą.
    Marzą mi się właśnie na jesieni, ale w tym roku nie wyszło.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s